Adam Miklasz – Ostatni mecz

Jak twierdzi Adam Miklasz, pomysł stworzenia książki był nieplanowanym impulsem. Autor związany z krakowską Nową Hutą książkę na temat tej dzielnicy chciał napisać dopiero pod koniec swojego życia, ale pod wpływem emocji, jakie towarzyszyły mu podczas „ostatniego meczu”, wpadł na pomysł, aby nieco przyspieszyć swoje założenia i przelać odczucia na papier nieco wcześniej. Inspiracją do stworzenia tej książki były jego wspominki przy alkoholu związane z nowohuckim klubem, które jak miałem okazję się przekonać wypadły bardzo pozytywnie. Jak sami widzicie, alkohol potrafi także pozytywnie wpływać na człowieka, chociaż nie należy zapominać o umiarze w tej kwestii.

Książka jest swojego rodzaju paradoksem, ponieważ na rynku wydawniczym mamy zazwyczaj styczność z biografiami czy też historiami wielkich klubów oraz piłkarzy, czy trenerów. W przypadku tej pozycji autor skupia swoją uwagę wokół niemal upadłego krakowskiego Hutnika, co osobiście uważam za genialny pomysł. Adam Miklasz zaznacza, że książka „Ostatni Mecz” to fikcja literacka ubrana w autentyczność. Stworzenie tego tytułu było dla autora dość łatwym zadaniem, ponieważ potrzebował on zaledwie dwóch miesięcy, aby stworzyć tę publikację, a towarzyszyły mu przy tym ogromne pokłady emocji, ponieważ czuje się bardzo mocno związany ze swoją dzielnicą, która jest przecież głównym i zarazem jedynym miejscem akcji.

W książce przedstawiony została prawdziwa miłość do klubu, gdzie zawodnicy grają za przysłowiowe „Bóg zapłać”, a kibice podczas stadionowej zbiórki, gromadzą środki finansowe na stroje, buty, czy też wydatki związane z funkcjonowaniem ukochanej drużyny. Jak sami widzicie, jest to także opowieść o ludziach wielkiego serca, którzy kochają futbol i są gotowi do poświęceń. W publikacji nie zabrakło także ściskających za serce sytuacji, kiedy to starszy mężczyzna żegnający się już z tym światem postanawia oddać swoje życiowe oszczędności na rzecz zawodników, którzy swoją honorową postawą udowadniają, że Hutnik to dla nich niezwykły klub, w którym trwają na dobre i przede wszystkim na złe. W opowieści nierzadko przewijają się także wulgarne określenia, którym towarzyszą także stwierdzenia niemal naukowe, w których biorą udział dość specyficzne postacie. Bohaterem, który w moich oczach zyskał największe uznanie jest Ruchan. Jak sami widzicie, jego ksywka jest dość kontrowersyjna, a sam bohater nie zawdzięcza jej wcale swoim cielesnym osiągnięciom… jesteście ciekawi, skąd się wzięła? Odpowiedź znajdziecie oczywiście na łamach tego dzieła. Problemy bohaterów książki to nie tylko trudności związane z krakowskim klubem, ale także niełatwe sytuacje życiowe, z którymi trzeba sobie jakoś poradzić. Dzięki takiemu zabiegowi w publikacji pojawia się wiele śmiesznych wspomnień czy sytuacji.

Myślę, że ta pozycja doskonale pokazuje realia kibicowania w Polsce, no bo przecież wiele klubów ledwo co wiąże koniec z końcem, lub też nigdy nie miało odpowiedniej ilości środków, aby móc pozwolić sobie na beztroskie funkcjonowanie. Dla takich ludzi klub jest jak Bóg, a gra na boisku jest jak religia. Niestety, nie doświadczycie tego wśród piłkarzy nowoczesnego futbolu, dla których liczą się tylko pieniądze. Skandowane przez kibiców hasło „Był, będzie, jest, Hutnik Ha-Ka-Es!” wywoływało ciarki na mojej skórze, ale pokazywało też piękno kibicowania i wierności swojej lokalnej drużynie. Klimat oddany w książce związany z krakowską dzielnicą zainteresował mnie do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie wizyty w Krakowie bez odwiedzenia tej PRL-owskiej dzielnicy. To miejsce żyje swoim życiem i jest zupełnie niezależne od nowoczesnego przesytu, co myślę bardzo może mi przypasować. Myślę, że taka forma przeniesienia się w czasie do dawnych lat i pewnych wartości to coś pięknego i drogocennego.

Pomimo faktu, że moim zdaniem książka znajdzie ogromne uznanie wśród ludzi ściśle związanych z krakowską Hutą, myślę, że powinna się ona także przypodobać zarówno kibicom, jak i zwykłym czytelnikom całkowicie obojętnym na piłkę nożną. Książka w doskonały sposób ilustruje, że pomimo przeciwności zawsze da się osiągnąć założony cel. „Ostatni mecz” to książka o poświęceniu, tradycji czy też wytrwałości w miłości do upadającego klubu. Wartości, które w obecnych czasach nierzadko są abstrakcją, towarzyszą jej bohaterom praktycznie przez ponad 150 stron.

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*