On tour: Mönchengladbach – Hannover 21.11.15

Wszystko zaczęło się całkiem spontanicznie od luźnej wymiany maili z naszym rodakiem, który robi fotki kibiców w zachodniej części Europy i sympatyzuje z Borussią Mönchengladbach. Od słowa do słowa, aż padła propozycja wspólnego wypadu na niezbyt elektryzujące spotkanie z Hannoverem. Jak na prawdziwego faceta i kibica przystało, kobietom i propozycjom wyjazdowym zazwyczaj nie odmawiam.
Droga do Gladbach przebiegła nam w ekspresowym tempie na rozmowach odnośnie aktualnych wydarzeń ligowych, ruchu kibicowskiego w Niemczech oraz problemach politycznych, z jakimi zmaga się głównie zachodnia cześć UE. Na mecz jechaliśmy w 3 osobowym składzie, a na miejsce dotarliśmy już na 3 godziny przed planowanym gwizdkiem sędziego. Moi kompani wyprawy to kibice z polskiego FC Borussii, w którego szeregach działają praktycznie sami polscy emigranci. Jak się dowiedziałem, jest też jeden człowiek, który potrafi pokonać z Polski odległość 1000 km, aby urozmaicić sobie weekend na niemieckiej ziemi. Jakoś specjalnie mnie to nie widzi, taki już mamy kibicowski klimat :-)
Mając 3 godziny zapasu, postanowiliśmy udać się do lokalnej jadłodajni. Tak jak u nas w Polsce prowadzi się rankingi i ocenia stadionowe gięte, tak chłopaki przed meczem odwiedzają różne lokale i degustują ulubiony zagraniczny przysmak Niemców, czyli kebab. Muszę przyznać, że danie nie był może rajem dla mojego podniebienia, a Magda Gessler pewnie ciskałaby talerzami w tej knajpie, to w dość szybki tempie zostało pochłonięte… chyba głód zrobił swoje. W naszym „zestawie obiadowym” znalazł się także zimny niemiecki browarek, którym był wręcz ukojeniem dla ciała i duszy. Po skromnej uczcie udaliśmy się w kierunku stadionu, a dokładniej FanHausu.
fanhaus-Monchengladbach
Na parkingu w pobliżu stadionu znajdował się ogromny pub kibiców, który na moje oko mógł pomieścić coś około 1000 ludzi. Głośna rockowa muzyka, gadżety piłkarskie porozwieszane na ścianach całego lokalu oraz ogromne ilości przelewającego się złotego trunku, tak z grubsza opisałbym to miejsce. Panował tam bardzo fajny, trochę festynowy klimat. Jak udało mi się dowiedzieć, całkowity zysk ze sprzedaży w tym miejscu przeznaczany jest w całości na działalność kibicowską. Bardzo dobra inicjatywa, nie tak jak zazwyczaj w Polsce bywa, że wszystko idzie do kasy klubowej czy śmierdzącej kieszeni prywaciarza.
fanhaus-Monchengladbach
Moją uwagę przyciągnęło także niewielkie boisko piłkarskie, ulokowane tak, aby najmłodsi mogli się czymś zająć w czasie kiedy tatusiowie będą raczyć swoje podniebienia złocistym trunkiem. Pomyślicie zaraz, że jak przelewały się tam takie ilości procentów to kręciło się sporo spitych Januszy i innych spapranych Andrzejów. Nic bardziej mylnego, nie widziałem tam tak szczególnych przypadków, jakie miałem okazję widywać w naszej ojczyźnie. Nie uświadczyłem tak bardzo zdesperowanych ludzi, aby po kolanach szli w kierunku stadionu, proszących chyba o korzystny wynik meczu.
DSC_0075
Tuż przed Borussia-Park czułem się praktycznie jak w Polsce. Policja w samochodach i na koniach oraz sklepiki z gadżetami w okolicy obiektu. Tylko tłumy ludzi były jakieś „nieco” większe. Wejście na stadion przebiegło w bardzo szybkim tempie, tylko już na wejściu miałem pecha, bo ochrona spięła się o mój jakże profesjonalny aparat, który musiał zostać w depozycie. Nie pomogły tłumaczenia i dyskusje… trudno. Przed wejściem na trybuny odwiedziłem jeszcze stoisko ultrasów, ale o gadżetach z MGB będę pisał innym razem. Wspólnie z chłopakami zajęliśmy miejsca na KURVE NORD, czyli w samym sercu stadionu znajdującym się za jedną z bramek. Rewelacyjne było to, że na sektorze nie było krzesełek, za co uwielbiam niemieckie stadiony. Zajęliśmy swoje miejsce na samym dole sektora, więc mecz oglądałem w „dobrym stylu” przez barierki ogrodzenia. Tak jak wspominałem, mecz nie elektryzował publiczności, ale pomimo tego 54 tysięczny obiekt był tego dnia praktycznie pełny.
Odnośnie Hannoveru to niestety główna grupa ultras ma konflikt z klubem, dlatego też nie jeżdżą na spotkania wyjazdowe. Część kibiców nawet nie dojechała i została zawrócona po tym, jak uszkodzili pociąg, którym podróżowali. W Mönchengladbach ostatecznie zawitała nieliczna grupka kibiców gości. Na znak wspomnianego już protestu jedna z flag obecnych kibiców zawisła do góry kołami. Dość ciekawe zjawisko, które w naszych polskich realiach jest co najmniej niezrozumiałe. Ekipa Borussii – Sottocultura podczas tego spotkania ograniczyła się tylko do przewietrzenia niewielkiej ilości flag na kijach. Podczas spotkania prowadzili średniej jakości doping. Ciekawostką jest fakt, że w młynie nie wszyscy kibice śpiewają, kto chce, ten śpiewa… od taka nowinka. Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania dostrzegłem, że maskotką klubową Borussii jest koń, którego odgłosy miałem okazję słyszeć podczas trwania spotkania. Nie do końca rozumiałem, o co chodzi, ale po 3 czy 4 odgłosie rżącego konia spostrzegłem, że na tablic wyników pokazuje się wynik z innego rozgrywanego spotkania, a odgłos klubowej maskotki symbolizuje zdobytą bramkę. O ile odgłos zwierza brzmi dość komicznie, o tyle sam pomysł z informowaniem o aktualnym stanie spotkań na innych boiskach jak najbardziej mi przypadł do gustu. Nie wiem, czy na jakimś polskim stadionie jest to kultywowane? Może warto się tym zainteresować. Po 2 strzelonych golach byłem świadkiem eksplozji radości, podczas których cały stadion wręcz eksplodował, a i wokalnie brzmiało to naprawdę dobrze. Koło nosa przeleciał mi nawet plastikowy kufel w piwem… rozumiem radość ze zdobycia gola, ale tak marnotrawić napój bogów? Od dobrobytu się w dupach przewraca :-) Z aspektów kibicowskich to niestety wszystko.
Z kronikarskiego obowiązku muszę jeszcze nadmienić, że zdobywcom gola dla drużyny gości był nasz rodak-Artur Sobiech, który przez całe spotkanie nic spektakularnego nie pokazał, ale ostatecznie potrafił umieścić piłkę w siatce Borussii. Tak zakończyła się moja turystyczna przygoda na niemieckim Borussia-Park. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam zagoszczę, bo przyznam szczerze, że spodziewałem się czegoś lepszego od strony kibicowskiej. 

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*