Czarne paski na oczach, czy też zamazane twarze, dla mnie to przeżytek zwany kamuflażem

Zdjęcia kibiców to bezapelacyjnie walor, który przyciąga uwagę wielu fanatyków. Zjawisko to pamięta jeszcze lata 90' i korespondencyjną wymianę fotkami formatu 9×13 czy 10×15, kiedy to jeszcze wśród kibiców dominowały stare i wysłużone aparaty analogowe z kliszą. Obecnie dostęp do wszelkiej maści aparatów, aparacików oraz smartfonów umożliwiających pstryknięcie zdjęcia jest tak ogromny, że ujęcia robione są praktycznie na każdym możliwym kroku. Podobnie ma się sprawa związana ze stadionowym monitoringiem, który to pozwala na pełną inwigilację do tego stopnia, że bystre oko kamery może zarejestrować nawet nadruk na bibułce palonego przez fanatyka papierosa. Technika poszła do przodu, a świat kibicowski, który zresztą sami tworzymy, nadal pozostaje w przekonaniu, że zamazane twarze, czy też czarne paski na oczach są naszą maską ochronną pozwalającą nam na pełną anonimowość, tylko czy słusznie?

Zarys problemu

Sam jestem fotografem stadionowym i ilekroć podczas fotografowania trybun to właśnie mimika, czy też gesty nadają zdjęciu zadziorności oraz efektu, no ale jako kumaty fotograf powinienem wzorem innych, chociaż tego nie przestrzegam, zamazać twarz kibica w obawie o jego bezkarność, tylko czemu ma to służyć? Wszechobecna różnorodność portali internetowych oraz prezentowanych na nich galerii tylko utwierdza mnie w przekonaniu o bezsensowności tego wpojonego nam zabiegu, bo i po co mam zamazywać twarze, skoro inny fotoreporter wstawia praktycznie identyczne ujęcie do sieci dostępnej przecież dla wszystkich najczęściej jeszcze w trakcie trwania danego meczu. Czy jest tutaj ktoś, kto wytłumaczy mi sens żmudnej pracy kibicowskich fotografów, którzy nierzadko psują efektowne zdjęcia?
Bez chwili przemyślenia ktoś wypali mi zaraz, że chodzi o anonimowość i nieujawnianie się osób, przeciwko którym mogą zostać postawione jakieś zarzuty za niewłaściwe zachowywanie się na obiekcie… Brawo, trafna uwaga, tylko jeśli ktoś zwraca czasem uwagę na ilość fotografów obecnych na płycie boiska, to bez problemu zauważy, że jest ich tam kilkunastu, a nie rzadko kilkudziesięciu i nie wykluczone, że są wśród nich osobnicy, którzy mówiąc dość delikatnie, za pieniądze zrobią wszystko, czemu więc służy to całe zamazywanie twarzy?. Kolejna sprawa obalająca nieco „zamazywany mit” to fakt, że przecież każdej grupie, która stanowi teoretyczne zagrożenie, a jest nią każda zorganizowana grupa kibiców, nawet tych w niższych ligach, towarzyszy przypisany zespół policjantów, wśród którego znajduje się samozwańczy reżyser, który to w jawny sposób nagrywają wszystkie niepokojące go zajścia, więc po co im nimby moje zdjęcia, skoro sami mają wszystko nagrane tak, jak tego oczekują?
Swojego czasu kibice Legii prezentowali oprawę, by dbać o to, aby sprawcy czynów pozostali nieznani, z czym oczywiście się zgadzam, no ale czy widzieliście ostatnio jakiegoś ultrasa, który to na kozaku, chociaż obecnie należało, by powiedzieć bezmyślnie, bez zamaskowania twarzy, jak i wszelkich znaków charakterystycznych odpala piro na sektorze? Przecież Ci chłopacy doskonale wiedzą, że będą nagrywani i fotografowani, a dociekliwe psie nosy będą chciały ich wytropić. Myślicie, że ci goście, którzy przebierają się pod sektorówką w stroje malarskie, worki szpitalne, rękawiczki robocze, czy też krótkie spodenki w iście zimowych warunkach robią to ze względu na panującą modę? Nikt nie jest idiotą i każdy zdaje sobie sprawę, jakie konsekwencje zostaną wobec nich wyciągnięte, jeśli tylko popełnią nawet najmniejszy błąd i dadzą się zidentyfikować. Ultrasi ultrasami, ale czego obawiają się kibice stojący na trybunie? Chyba tylko tego, że czasem dziewczyna, żona albo matka, podziwiając meczową galerię, dojrzy swojego ukochanego, który to właśnie powinien być na nocnej zmianie lub na firmowej delegacji i kłamstwo wyjdzie na jaw. Będąc przy kibicach Legii, nie sposób jest też nie przytoczyć przykładu pamiętnego spotkania Finału Pucharu Polski, kiedy to race lądowały na płycie boiska, a dzielni panowie policjanci zbierali wypalone piro, jako dowody popełnionego przestępstwa ściągając z nich odciski palców oraz robiąc różnego rodzaju wnikliwe badania niczym w kryminalistycznych filmach. Czy ktoś z Was nadal myśli, że zamazana twarz w czymś pomoże, jeżeli do walki z oprawcami ucieka się do najnowszych metod kryminalistycznych?

Problem miast derbowych

Miasta derbowe mają też to do siebie, że kibice lubią znać swoich oponentów i w zamazanych twarzach dopatrują się możliwości kamuflażu. Problem polega na tym, że Ci najbardziej zainteresowani i tak posiadają tak wyraźne ujęcia od fotoreporterów znajdujących się na murawie boiska, że spokojnie mogliby je wykadrować i użyć jako fotografii na dowód osobisty ludzi stojących na trybunach. Nadal nie rozumiem tego całego mitu zamazanych twarzy i cały czas się w tym tylko utwierdzam. Będąc na niejednym stadionie, byłem świadkiem, kiedy to fotograf umiejętnie w kilkunastu ujęciach obfotografowywał sektor kibiców gości, by za chwilę z jego komputera powędrowały na skrzynkę mailową bliżej nieznanego mi odbiorcy. Zapewne nie chodziło tutaj o poszukiwanie kandydatki na żonę, czy też zagubionego po weekendowej imprezie kolegi… no, ale jeśli ktoś jak mantrę powtarza, że twarze trzeba zamazywać, to i taki argument do niego nie przemówi.

Jak odbierają nas inni?

Ludzie z czarnymi paskami na oczach są prezentowani we wszelkiego rodzaju mediach jako przestępcy, dlatego nie wiem, czy niektórzy kibice poprzez taki samodzielny zabieg kosmetyczny dodają sobie kilka punktów w nieformalnej „lidze chuliganów” wzbudzając wśród zwykłego zjadacza chleba lęk oraz niechęć do naszego środowiska, a wśród rozgarniętego gościa raczej fale śmiechu. Jak mamy być potem pozytywnie odbierani, kiedy sami przypinamy sobie łatkę przestępcy i tym samym strzelamy w kolano? Podobnie ma się sprawa z rozmazanymi twarzami zapewniającymi rzekomo anonimowość, tylko niestety działa to wprost odwrotnie proporcjonalnie do zakładanego przez nas czynu. Ktoś powie zaraz, że w dupie ma opinię zwykłych ludzi, bo trybuny są nasze, podobnie jak i stadiony. Należy jednak pamiętać, że żyjemy w demokratycznym państwie i na spore grono osób ten niby niewielki „zabieg kosmetyczny” nie wpływa zbyt pozytywnie, co automatycznie znacznie szarga kibicowską opinią, która i tak jest już sprofanowana do granic możliwości. Dziwić się potem, że jeden z drugim nienawidzi kibolstwa i każdego bywalca stadionu wsadziłby do więzienia, bo to teoretyczny przestępca, no ale skoro sami przypinamy sobie łatkę przestępców, to nie widzę powodów do lamentowania z naszej strony…

Bezsens zamazywania

Do identyfikacji osób, o czym doskonale wiedzą ultrasi, jak i kibice w całej Polsce, są brane pod uwagę także inne charakterystyczne aspekty, jak chociażby tatuaże, budowa ciała, kolor ubrań, czy model obuwia, a jakoś tego nikt na fotkach nie zamazuje… ciekawe dlaczego? Za chwilę popadniemy w paranoję i zamiast podziwiać efektowne zdjęcia, które są obecnie chyba głównym motorem napędowym naszego ruchu stadionowego, będziemy patrzeć na zawirowane i niezbyt ostre postacie… Myślę, że wszyscy sceptycznie nastawieni mojej opinii powinni zażyć sobie 2 pastylki rutinoscorbinu, aby nieco wyraźniej spojrzeć na to idiotyczne zjawisko, którego chyba nie tylko ja do końca nie pojmuję.

Wyjątkowe przypadki

Rozumiem przypałowe akcje, kiedy ktoś w ferworze walki i bezpośredniej konfrontacji wybiegnie na murawę bez żadnej zasłony twarzy. W takiej sytuacji, mimo faktu, że zrobiłbym najlepsze ujęcie życia przez moją kibicowską solidarność i „kumatość” nie opublikowałbym takiego ujęcia, bo doskonale wiem, że moja 5-minutowa sława w sieci, czy też powiedzmy 500 zł wynagrodzenie z jakiegoś tabloidu, odbiłoby się kosztem 5-miesięcznego albo i 5-letniego zakazu stadionowego, o wyroku w zawieszeniu już nie wspominając. Oczywiście najbardziej poszkodowany zostałby śmiałek, dla którego mam oczywiście ogromny szacunek. Pomijam już tutaj fakt, że stojący obok mnie osobnik z aparatem już w głowie planuje, na co wyda zarobione za to ujęcie pieniądze. Ja bym tak nie potrafił, zżarłoby mnie sumienie i świadomość popełnienia haniebnego czynu.
Teraz może nieco z innej beczki, bo doświadczyłem kiedyś też innego przypadku, kiedy to ujęcie z mojego aparatu uratowało tyłek kibica. Podczas jednego ze spotkań dzielna policja losowo wytypowała osoby, które rzekomo odpaliły środki pirotechniczne na stadionie, co ciekawe, w sprawie nie został zaprezentowany film oraz zdjęcia z całego zajścia, no ale dziwne, żeby stróż prawa, jak potocznie nazywa się policjanta, pomagał niewinnemu obywatelowi. Niestety taka jednostka bardziej musi pomagać sobie, by przypodobać się komendantowi i piąć się po kolejnych szczeblach mundurowej hierarchii. Zmierzając jednak do sedna, moja fotografia, jako jedyny dowód potwierdziła, że podczas odpalania piro oskarżony przebywał z zupełnie innym miejscu i tym samym został uniewinniony. Ciekawe, co by było, gdybym zamazywał twarz i nadpisał plik, kasując tym samym alibi niewinnie oskarżonego? Nadal twierdzicie, że zamazane twarze dają immunitet? W tym przypadku było zupełnie inaczej… 

Czas na zmiany?

Zacznijmy może myśleć trzeźwo, bo żyjemy w nowoczesnych czasach i większy przypał można często wyłapać za głupie wpisy na Facebooku, czy innym forum, których mnoży się na potęgę, niż za stanie na trybunach. Zamazane twarze psują tylko efektowne ujęcia, które są nieodłącznym elementem tworzonej przez nas kibicowskiej kultury. Zastanawiam się tylko, czy pukniemy się porządnie w głowę i zaczniemy myśleć samodzielnie, czy też od środka będziemy się wyniszczać, tłumacząc sobie, że działamy w słusznej sprawie, no bo przecież tak się robiło i tak robią inni…

6 Komentarze on Czarne paski na oczach, czy też zamazane twarze, dla mnie to przeżytek zwany kamuflażem

  1. Zajebiste masz te felietony a sama strona też mnie zadowala. Tak trzymać :)

  2. Po części się mogęzgodzić, jednak mam małe "ale" co do części o miastach derbowych. Wiadomo, że jest część osób, które przeciwnika i tak ma rozkminionego, wiec większej anonimowości nie zapewnia się zamazując twarze. Jednak te zdjęcia są najczęściej w określonym gronie. Nie zamazanie zdjęć z meczów derbowych i wrzucanie ich tak do sieci powoduję po prostu "zapoznanie się" z przeciwnikiem przez zdecydowanie szersze grono ludzi, częśto nie mających nic wspólnego z "kumatymi". Co za tym idzie? Chcąć się komuś przypodobać mogą odjebać jakąś krzywą akcję, która może zaszkodzić zamiast pomóc (np postawić na nogi uwagę przeciwnika przed planowanym atakiem etc).
    Felieton na plus. Oby wiecej.  

  3. Krakowiak // 2016-11-26 at 15:23 // Odpowiedz

    Śledzę to stronę i muszę przyznać że ciekawe artykuły piszecie ! Oby tak dalej, co do rywali derbowych to jednak trzeba przyznać że nie jest miło kiedy twoje zdjęcia są podpisane i ogólnodostępne i internecie, nie raz podpisują wraz z adresami. Nie wiem jak w innych miastach ale w Krakowie takie twarzowki latają po necie i na prawdę jest tam sporo osób od decyzyjnych po bardziej rzucających się na mieście małolatów. Takze według mnie obawy są uzasadnione, z tymże fakt faktem o ile Ty postapisz ok to drugi fotoreporter może mieć to w dupie, no ale dodać do tego trzeba że rywale derbowi sami zaopatrują się w lornetki i dobre aparaty i tak czy siak fotki sobie strzelą :) Pozdro 

    • Po części się z tym zgadzam, że miasta derbowe są swoistym ewenementem, tym bardziej krakowskie realia…
       

  4. Miło czytać takie felietony- oby więcej! Jako kibic (nieco) starszej daty powiem, iż nigdy nie myślałem o kwestii "bycia na zdjęciach". Przeglądając stare galerie zdjęć często widzę siebie "jako część całości". Teraz na filmikach również się odnajdują (a tutaj twarz zamazaną nie jest). Konkludując- moim zdaniem, "aktrywność facebookowa" czy "osiedlowa" może być "czynnikiem wpierdolu" nie zaś zdjęcia. Pozdrawiam

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*