Wybrać właściwą drogę

W życiu każdego z nas przychodzi albo i już przyszedł taki moment, kiedy beztroskie życie i regularne wypady z kumplami na mecze niestety często odchodzą w zapomnienie. Człowiek dorasta i wkracza w kolejny etap życia. To właśnie wtedy, gdy dopływ finansowy rodziców zostaje odcięty i może liczyć tylko na siebie, człowiek styka się z dorosłą rzeczywistością. 

Wyjazd na studia do dużego miasta, czy też wielka miłość, której owoce nierzadko pojawiają się przedwcześnie, sprawiają, że to właśnie wtedy nasza kibicowska przygoda często się kończy. Jakże wielu kolegów po szalu w takim momencie odpuściło sobie kibicowskie hobby, zasłaniając się wymówkami typu wieczny brak czasu lub też przypływ ogromnej ilości obowiązków w parze z radykalnym oszczędzaniem gotówki na rzecz swojej rodziny. Potrafię zrozumieć wszystko, ale dla mnie są to dość głupie tłumaczenie, tym bardziej, kiedy owy delikwent widywany jest przeze mnie na ulicy z papierosem w ustach, czy też słyszę, że znowu został królem parkietu lokalnej błyskoteki. Taka już ludzka natura, że na używki zawsze znajdzie się czas oraz pieniądze.
Skupmy się może na fanatykach, a wykolejeńców, pantoflarzy i niepewnych swoich przekonań zostawmy z boku, niech sobie egzystują swoim zakłamanym życiem. O ile połączenie życia studenckiego z kibicowską pasją do najtrudniejszych raczej nie należy, no chyba, że przenosimy się z jednego końca Polski na drugi, o tyle nasza futbolowa pasja w połączeniu z nowo założoną rodziną już tak prosta nie jest i trzeba się przy tym nieźle nagimnastykować, aby równocześnie pozostać stadionowym fanatykiem przy równoczesnym byciu ojcem czy partnerem życiowym. Uwielbiam to słowo, które za sprawą mediów zostało przypisane ekranowym celebrytom. Celowo nie użyłem słowa konkubent, bo brzmi to niezbyt ładnie i pasuje raczej do marginesu społecznego. 
Od tego momentu nasze życie usłane zostaje kompromisami. Na pewno nie raz przyjdzie nam obejść się smakiem na myśl o meczu wyjazdowym, kiedy to nasza ukochana zaplanowała zupełnie inną formę spędzenia wolnego czasu, chociaż można spróbować iść pod wiatr, zaserwować sobie ciche dni i mimo tego jechać na mecz, tylko poco kopać się z koniem?. Większy problem pojawia się, kiedy nasza mała pociecha potrzebuje nas podczas swojego występu na scenie czy boisku piłkarskim, albo też właśnie się rozchorowała. Wtedy już nie ma zmiłuj się, przynajmniej ja nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, ale nie takich wariatów widziałem. Na domiar złego, o ile nie mamy szczęścia do pracodawcy, to i nasz chlebodawca może krzyżować nam nasze meczowe plany i stawiać się kolejną z przeszkód blokującą nam swobodne dostanie się na stadion.
Mimo wszystko myślę, że ludzie, którzy przechodzą przez kolejne etapy życia i potrafią pogodzić życie prywatne, zawodowe ze swoją stadionową pasją cieszą się ogromnym uznaniem w oczach kolegów z sektora. Moim zdaniem dobra organizacja czasu to podstawa osiągnięcia takiego „sukcesu". Będąc otwartym na ludzi i skorym do kompromisów myślę, że dużo łatwiej jest przeskoczyć wszelkie niedoskonałości i napotykająca nas większe oraz mniejsze życiowe problemy.
W pewnym stopniu szczęściarzami są ci, którzy prowadzą własny biznes i mogą pozwolić sobie na większą niezależność oraz częste „urlopowanie". Jeszcze większymi farciarzami są Ci kibice, których drugie połówki podzielają ich pasję i weekendy spędzają na sektorach stadionów. W takim właśnie momencie tylko utwierdzam się w przekonaniu, że kobiety na naszych stadionach są wręcz niezbędne.
Bezkompromisowo mają w życiu kibice odpowiedzialni w naszym środowisku za dostarczanie mocnych wrażeń. Bardzo często ich „życie zawodowe” pokrywa się z kontaktami stadionowymi, dlatego obecność na meczach jest nierzadko wręcz pewnym obowiązkiem. Niestety, ale nawet życie takich ludzi nie jest usłane różami. Należy także pamiętać, że trudniący się w tej profesji chłopacy mają znacznie większe szanse wybrania się na niechciane dłuższe czy krótsze wakacje oraz rozłąkę ze stadionowym życiem i ekipą.

Tak czy inaczej, uważam, że dla chcącego nic trudnego i każdy, kto trochę pogłówkuje, bez problemu nie będzie musiał rezygnować ze swojego stylu życia oraz będzie mógł kontynuować swoją jakże piękną pasję na właściwie obranej drodze swojego życia.

3 Komentarze on Wybrać właściwą drogę

  1. Sam jestem typem który już ma rodzine na karku i 4 krzyżyk w mej metryce urodzenia!:-) I wogóle jestem fanem pewnej druzyny piłkarskiej w naszym kraju. Moja żona nie podziela niestety mojej pasji. o ile na meczach u siebie mogę się jeszcze na legalu pojawić,o tyle o wyjazdach wspomniana wyżej osoba nie chce nawet już słyszeć!:-(…..  Więc zmuszony jestem używać pewnego fortelu…:-) Jak na razie odnosi  to skutek, bo wogóle mój team gra w niskiej lidze gdzie na wiekszosć wyjazdów jest tylko kilkadziesiąt kmów! A już mam że tak powiem takie zmartwienie;-); co będzie jak grać będziemy w wyższych ligach, bo to dla nas dośc realne “ zagrożenie,,;-). I też nie jest tak że jeżdżę na każdy wyjazd! Ale staram się zaliczyć chociaż jakiś ich procent z pewnej puli w sezonie.

  2. Wiesz – mysle, ze uznanie w oczach znajomkow zdobywa ten, ktory ma znajomkow w wieku wlasnie dojrzalym. Dopiero wtedy oni sami widza jak to jest nielatwo dzielic zycie kibicowskie z zyciem rodzinno-zawodowym. Ja zawsze bylem jedynym w naszej ekipie ktory mial rodzine, zawsze najstarszy udzielajacy sie. Mlodzi to typy mlodsze ode mnie o 7-10 lat. I dzis ja mam 35, dwojke dzieci, zawirowania zyciowe rowniez za mna – a oni od jakiegos czasu wkraczaja w zycie prawdziwe – baba, rodzina i co sie okazuje? Nikt z nich nie przetrwal na szlaku, poodpuszczali wszyscy. Bez wyjatku. Ja trwalem, majac dwojke dzieci nawet. Jezdzilem, bralem udzial w dymach, ryzykowalem. Teraz widze, jakie zycie jest chujowe, gdy Ty postepujesz honorowo i wierzysz w slowa ktore spiewasz na sektorze, a z czasem inni robia z geby dupe, bo odpuszczaja, gdy kiedys zarzekali sie, ze to niemozliwe… Wiem – powiesz, ze postapilem zgodnie ze swoim sumieniem, ze nie mam sobie nic do zarzucenia. Ale popatrz jaka to jest gorzka satysfakcja. Owszem jest – bo wiem ze jestem wewnetrznie w kurwe silnym czlowiekiem, mentalnie i moralnie mam kregoslup zajebiscie nie do ruszenia. Tyle, ze ilu podobnych do mnie otaczalo mnie przez te wszystkie lata? Niewielu… Tak wyglada sytuacja we wszystkich malych ekipach – wiek 25 maks 30 lat jest wiekiem granicznym, potem wszystko sie konczy. A jak pojawi sie wczesniej baba i rodzina, to juz w ogole typ znika z powierzchni ziemi.

    Chodzi o to poczucie, ze widzisz, ze otaczali cie klamcy, ludzie majacy swoje slowo za nic. Bo sytuacja sie zmienila, to zmieniaja zdanie. Popatrz jakie to jest chujowe, jakie to jest niskie i rowne zeru.

    To tez kwestia edukacji malolatow, ze dane slowo jest swiete. Ze wlasne zdanie i postawa swiadczy o tobie samym. Pomysl teraz kim dla mnie sa dzis ci, ktorzy tyle lat ze mna dzielili zycie kibicowskie, a baba czy rodzina zmienily ich do tego stopnia, ze o zyciu kibicowskim na kiedys swoim stadionie mowia "co tam U WAS" – juz nawet nie uwazaja sie za czesc tego wszystkiego, co sami tworzyli. Calkowite dno.

  3. A ja się wypowiem w nieco innym tonie,  mniej napompowanym. Myślę, że opinie typu klamcy, bądź,  że ktoś robi z gęby dupe są przesadzone i raczej nie przystaje wydawać takich werdyktow. Jak każdy raczej człowiek wiem, życie różne scenariusze pisze. Mam znajomych, którzy tworzyli pierwsze grupy zorganizowane chuligansko w Polsce i są to też osoby, które nie uczestniczą tak aktywnie kibicowsko jak w latach 90', ale nadal żyją tematyką wokół swojej drużyny. Nie zaprzestali aktywniej chodzić na mecze, bo im się odechciało, bądź znudziło, tylko życie zweryfikowało ich tak,  że niejednokrotnie "przejechali" się na swoich najlepszych kolegach z grupy(a jest tak,  że w takiej grupie powinieneś i możesz liczyć na kazdego) i z najoczywistrzych powodów (własny honor/dumą) przestali aktywnie się udzielać. Żyją dalej swoim życiem kibicowskim tylko nieco mniej aktywnie.  Sam jestem osobą, która tworzyła jedną z takich młodych grup w swoim klubie, lecz tak jak wspomniałem wyżej, nie zawsze jest tak jakby się tego chciało. Będąc młodym zawsze się zastanawiałem jak widziałem, że starsi koledzy, którzy dawali zawsze bodziec do działania z osiedla odpuszczali. Jak to jest?  Jak można tak odpuścić? Przecież to siedzi w nas, a sam jeśli moja drużyna grała na wyjeździe, a osobiście nie mogłem się tam stawić, głupio było mi się pokazywać na osiedlu.  Bo nie tu było moje miejsce. Po kilku latach "opuscilem" wyselekcjonowane szeregi grona chuliganskiej grupy, lecz dalej aktywnie uczestniczyłem w meczach lokalnych jak i wyjazdowych, jak i przy sprawach organizacyjnych swojego osiedla, bądź też budowania relacji klub-kibice. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć z czystym sumieniem,  że stojąc już z boku i przyglądając się temu wszystkiemu, cieszę się, że już mnie w tym gronie nie ma i nie mam nic do czynienia z większością z tych osob. W chwili obecnej z większością ludzi dla których jeszcze z 10 lat temu "dałbym się pokroić", jeździłem na awantury nawet się nie witam- z wyboru. Przykładów jest wiele, począwszy od tematyki budowania współpracy klub-kibice, młynowy zaproponował, żeby podnieść ceny biletów " na mlyn", aby nie były najtańsze na stadionie i można było uniknąć przypadkowych osób. Jednocześnie próbując wnioskowac, aby o tą podwyżkę cen biletów zmniejszyć ceny biletów na innym sektorze, nawet nie wdawal się już w tak zdecydowana dyskusje jak przy ich zwiększeniu. Nadmienię,  że sytuacja została później przedstawiona na forum jako swoiste zwycięstwo z korposzczurami z zarządu klubu:)  W innej sytuacji kiedy podczas pewnego wydarzenia zostałem postrzelony w nogę, tak naprawdę interesowało się mną kilka osob(2/3?).  Mógłbym napisać braci, ale w znaczenie tego określenia zaczynam coraz bardziej wątpić. Jak nasz znajomy poszedł "leżeć" i trzeba było zrobić zbiórkę na adwokata, to dało raptem kilka osób, bo dużo osób się obruszyło, że to nie za czyny chuliganskiej tylko interesy (tak, kiedyś było tak, że te młoda grupę tworzyli ludzie, którzy robili to z czystego sumienia, przekonań, a nie dla biznesów i możliwości przerobienia plnow) Co do wspomnianej tematyki pracy, niestety nie zawsze jest się w stanie pogodzić wszystkie te rzeczy. A wspominając osoby samozatrudniajace się(własną firma) wrażenie mam takie, że nie miało się do czynienia z taką formą pracy. Własna firma to nie praca w godz 8-16 tylko niejednokrotnie wykraczające poza zdrowy rozsądek czasowy i o nadmiarze wielkości czasu wolnego można mówić tutaj chyba o jednostkach. W sprawach prywatnych, nie wiem jak to jest kryć się przed kobieta ( :D) w kwestii wyjazdów.  Ja przynajmniej zawsze od samego początku otwarcie mówiłem,co jest dla mnie priorytetem i na tym również budowalem relacje. W chwili obecnej jest tak, że to kobieta robi mi wyprawkę na wyjazd gdzie zazwyczaj konsumuje cala kapela z auta, nie mogąc się na chwalić jakie to dobre, a także,  że zazdroszcza, bo sami nie mają co liczyć na takie "rarytasy" :) choć nie jestem w domu leniwcem i nie znaczy,  że cała organizacja gospodarki domowej opiewa na małżonce :) Nawiązując do meritum, może nie jestem teraz na każdym meczu, bo nie zawsze pozwala na to czas, na wyjeździe staram się być kazdym(priorytetem dla mnie są wyjazdy, aniżeli mecze domowe). To pomimo tych absencji, nawet wyjazdowych raczej ciężko powiedzieć,  że ktoś przestał kibicować, bądź odpuścił sobie temat. Każdy to interpretuje na własny sposób i pod siebie. Choć mam znajomych, którzy długi czas jeździli na mecze i była dość mocna rywalizacja, kto pierwszy przekroczy magiczne 100 wyjazdow(nie jestem osobą, która jeździła na wyjazdy incognito i dołączala  sobie kolejne mecze do sumy wyjazdów zaliczonych :) ) to są w tym gronie osoby po których nie spodziewałem się, że będą w stanie odpuścić sobie dotychczasowe życie,  zmieniając je w życie zwykłego zjadacza chleba 

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*