Gdzie oni są? Zabrakło ich?

Liga Światowa w siatkówce mężczyzn i wypełnione po brzegi trybuny przez rzesze siatkarskich „fanatyków”, to właśnie tak przeważnie wyglądał idealny i sztucznie wykreowany przez media obraz kibiców naszej kadry piłki siatkowej, którzy to w mniemaniu m.in. studyjnych ekspertów mają być przykładem dla piłkarskich odpowiedników. Niestety, tym razem „idealiści” zawiedli i to po całości, bo na obiekcie, gdzie można pomieścić niewiele, bo 15.000 widzów, zasiadło zaledwie kilka (4.000-5.000) tych rzekomo „najwierniejszych”. Zastanawia mnie, gdzie była ta „fanatyczna” i „wspaniała” siatkarska publiczność i dlaczego media „skomentowały” to w tak cichy sposób?
Pomimo że naszej kadrze prowadzonej przez Francuza ostatnio niezbyt się powodzi, nie zmienia to jednak faktu, że ta skromna liczba w prawie 40-milionowym kraju woła o pomstę do nieba i jasno daje do zrozumienia, jaki stosunek do tego sportu i tej drużyny mają Ci kibice sukcesu, bo jak można ich obecnie inaczej nazwać?

Najbardziej dziwi mnie obojętne postawa mediów, które praktycznie przemilczały temat swoich „wzorów do naśladowania”. Co odważniejsi, a może raczej prawdomówni dziennikarze, którzy zdecydowali się podjąć ten temat, dopatrują się kilku przyczyn tak marnej liczby kibiców zasiadających na trybunach. Oto niektóre z nich:

Zbyt duże ceny biletów, które wahały się średnio w granicach 150-200zł to chyba nie jakiś nieosiągalny cel i zaporowa cena, prawda?. Fanatyk nie kalkuluje, po prostu wspiera swoją drużynę, o czym mieliśmy niejednokrotnie okazję przekonać się, chociażby podczas europejskich zmagań naszych klubów piłkarskich. Problemu należałoby się raczej dopatrywać w zdecydowanym braku stanowiska kibiców i ich mizernej charakterności, która doprowadziła do tego, że związek siatkówki nie miał obaw, aby „poczęstować ich” rzekomo „zaporowymi” cenami biletów traktując ich po prostu jak zwykłych konsumentów ułatwiających możliwość szybkiego dorobku.

Okres wakacyjno-urlopowy, który moim zdaniem powinien raczej zadziałać na plus. Przecież nikt nie organizuje i ogłasza terminu takiej imprezy na kilka dni przed jej rozpoczęciem, a już tym bardziej nie wierzę, aby każdy z kibiców właśnie w tym okresie zaplanował swój wakacyjny urlop. Ponadto organizatorom zarzuca się także słabą promocję imprezy, tylko czy fani siatkówki nie wiedzieli o dacie rozgrywania tego turnieju dużo wcześniej? Gdyby naprawdę im zależało, to by się tam bez problemów pojawili, niestety było jednak inaczej…

Mecze kadry piłkarskiej na Euro brzmią co najmniej śmiesznie, ale i taki powód pojawia się wśród opinii „ekspertów”. Przyznam szczerze, że sam się nad tym punktem zastanawiam, bo zawsze myślałem, że futbolem interesuje się tylko „kibolska swołocz” oraz „margines”, a teraz nagle dowiaduję się, że na meczach naszej piłkarskiej reprezentacji można spotkać „najlepszych polskich kibiców”. Mi to wygląda typowo jak encyklopedyczne przykład kibica sukcesu, który kiedyś wspierał Małysza, potem siatkarzy, w międzyczasie zainteresował się też odnoszącymi sukcesy szczypiornistami, a teraz kiedy nasi piłkarze nie grają już „o honor” przypomniało mu się, że na kopanej może być „fajnie” i skoczył sobie na kolejny sportowy kwiatek.

Niski poziom sportowy, bo rzekomo nasza kadra szykuję się na IO… Tylko czy ludzie przychodzą na mecze tylko dla sportowego widowiska? Moim zdaniem tak robią tylko kibice sukcesu, którzy pojawiają się nagle, a znikają wraz z niepowodzeniami drużyny i niską rangą rozgrywanego meczu. To są ci „fanatycy” i wzory do naśladowania, którzy nie potrafili zapełnić 15.000 hali?

W moim odczuciu kibice siatkarscy to zwykli sportowi konsumenci, którzy są aktywni tylko wtedy, kiedy drużyna gra o trofea lub odnosi sportowe sukcesy. Nazywanie ich „fanatykami”, a już tym bardziej „przykładami do naśladowania” jest chyba tylko efektem czyiś problemów wzrokowych, albo i umysłowych. Osobiście nie mam nic do kibiców, ani tego sportu, który potrafi przecież wzbudzać emocje, a co za tym idzie także ducha rywalizacji i dopingu sportowego, ale chcę zwrócić uwagę na pęknięcia przeogromnie nadmuchanego balonu medialnego, który napompowany był do granic możliwości i pękł w bardzo dyskretny sposób.

Za sprawą tego felietonu chciałem tylko w obiektywny sposób przedstawić moje spostrzeżenia, bo niestety komercyjne media niezbyt chętnie chciały zabierać głos i tym samym psuć sobie sztucznie wytworzony obrazu siatkofanów. Mam nadzieję, że tym artykułem otworzycie oczy swoim zmanipulowanym przez media znajomym. Po cichu mam nadzieję, że wzbudzi on przemyślenia, a może nawet i kontrowersje oraz zmotywuje czytelników do poprowadzenia konstruktywnej dyskusji.

4 Komentarze on Gdzie oni są? Zabrakło ich?

  1. Nie krytykowalbyn tak siatkarskich kibiców. A na meczach pilkarskich jak druzyna zaczyna przegrywać w lidze mecz za meczem,  to tlumy chodzą na stadion? Nie wydaje mi się. Od jakiś 16 lat chodzę na Lige Światową, a przypominam,  że wtedy częściej przegrywaliśmy niz wygrywaliśmy, ale w tym roku odpuściłem turniej w Łodzi , bo ceny biletów byly przesadzone. Czy ten prawdziwy kibic pilkarski bez wahania wyda 200zl za sparing? To nie jest jedyny mecz w roku, który chce się obejrzeć na żywo. Po za tym co zlego jest w oczekiwaniu od sportu emocji? Już nie wspomnę o wygrywaniu czy poważniejszych sukcesach. 

  2. 17wojownik // 2016-07-22 at 17:48 // Odpowiedz

    Moim zdaniem ta zaporowość cen biletów jednak zadziałała. Byłem na meczu z Francją pierwszego dnia, byłem na miejscu za 50 zł (najtańsza kategoria) i te sektory były raczej pełne. Pustki były właśnie na sektorach tych droższych. 150-200 zł dla fanatyka jest do przełknięcia, ale gdybyśmy wyszli z grupy to takich meczów byłoby 4, a wtedy robiłoby się już 600-800 zł. No bądźmy poważni, to jest sporo, dla fana piłki za 15-20 meczów za taką kwotę miałby karnet na Ekstraklasę na 2 lata.

    Zapełnić 15.000 halę nie jest prosto, dość powiedzieć, że w piłce nożnej taką średnią frekwencję osiągają tylko Legia i Lech, niewiele niższą mają Lechia i Wisła. 4 zespoły i to tylko w najważniejszej dyscyplinie w kraju, gdzie tych meczów domowych jest ok. 20 na rok. Ważmy te argumenty, a nie rzucajmy teksty z kosmosu.

    Moim zdaniem każdy z tych wymienionych argumentów jednak zadziałał na rzecz niższej frekwencji w Krakowie. Sama magia nowej Kraków Areny to nie jest już coś, co z miejsca przyciągnie minimum ze 12.000 ludzi.

    • Gdybyśmy wyszli, ale nie wyszliśmy… 
      Porównywanie meczu Reprezentacji do meczów pojedynczych drużyn, to niezbyt dobre porównanie. Dana drużyna ma przecież swoich kibiców w jakimś okręgu od danego miata, nie to co Reprezentacja Kraju, która ma ich przecież w naszej całej Ojczyźnie…
      Co do samych cen biletów, to dla przykładu karnet na sezon w Warszawie kosztuje od 500 nawet do 850zł… 

  3. Cena 200zł to faktycznie dość zaporowa stawka, ale moim zdaniem fanatyk zrobi wszystko, aby być tam gdzie jego drużyna. Widocznie problem tkwi w samym związku siatkówki, o czym wspominałem w felietonie, który wcale nie liczy się z siatkarskimi kibicami i traktuje ich jak zwykłych konsumentów. 

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*