Jebać albo nie jebać – oto jest pytanie

Nawiązanie do szekspirowskiego Hamleta wcale nie jest tutaj przypadkowe i nie chodzi mi o sens dalszego bytu, chociaż w odczuciu niektórych kibiców spadek ukochanej drużyny do niższej ligi jest rzeczą prawie że porównywalną, ale o ocenę boiskowej postawy ludzi mieniącymi się piłkarzami, od których chyba wymagamy zbyt wiele…

Wojna dwóch zależnych światów

Piłkarze kontra Kibice, czyli wojna dwóch zupełnie zależnych od siebie światów. Ci pierwsi to bohaterowie, wykreowani za sprawą mediów, dla których są jakby chlebodawcami i nie rzadko westchnieniami do pisania ambitnych artykułów reprezentują dobrą stronę mocy. My, „kibole”, to ta zła strona, Ci gorsi, którym media dość umiejętnie podkładają nogę i oczerniają w każdy możliwy sposób. Daremne jest zatem doszukiwanie się w wypromowanych środkach masowego przekazu pozytywnej opinii na nasz temat, no bo jak można popierać zło? No niby nieraz można, o czym mamy okazję przekonać się na przykładzie polityki, ale my nikomu przecież nie mamy zamiaru płacić za „dobre słowo”, czy oferować inne tego typu „prezenty”.

Patrząc dość obiektywnie na „kibicowsko-piłkarską patologię”, jak to ostatnio dość dosadnie zostaliśmy nazwani, zaczynam się zastanawiać, kto z nas postępuje w tej sytuacji godniej i kto, tak na dobrą sprawę zasługuje na słowa krytyki czy dość śmiałe patologiczne określenie? Nawiązanie do dzieła angielskiego poety nie było przypadkowe, ba, nawet dalsza część jego utworu idealnie pasuje do tego, z czym mamy obecnie do czynienia. Kontekst jest nieco inny, ale po małej korekcie pasuje wręcz idealnie, sami zobaczcie.

Kto postępuje godniej: ten, kto biernie
stoi na boisku i jest obojętny na klubowy los,
Czy ten, kto stawia opór opierdalaczom
I w walce kładzie im kres?

Jakiego słownictwa można używać?

Rozumiem, że nadmierna ilość „kurew” serwowanych zza stadionowego płotu przez kibiców może nie brzmi etycznie, ale jakże popularne jest to słowo w naszym codziennym życiu, a już tym bardziej w przypadkach gdzie towarzyszą nam negatywne emocje. Przeklina prawie każdy, nawet wykreowani celebryci potrafią na backstageu puścić taką wiązankę mięsa, że rzeźnik miałby co w takiej sytuacji robić. Czego więc media oczekują od nas?, prostych kibiców, których nazywają raczej prostakami, żeby nie przytaczać jeszcze bogatszych epitetów.
Druga sprawa, słownictwo należy dobrać na tyle umiejętnie, aby odbiorca równie dobrze rozumiał jego przekaz, co w tym przypadku pasuje wręcz idealnie. Wbrew pozorom z reguły piłkarze do poliglotów nie należą, a i z wyszukanym słownictwem też pewnie byłby problem, dlatego zacznijmy nazywać rzeczy po imieniu i klasyfikować ich tam, gdzie jest ich należyte miejsce.

Nasz system wartości

Z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego klubowa koszulka, czy też herb drużyny, nazywany przez niego raczej logo, to nic nieznaczące rzeczy. Dla kibica piłkarskiego, szal w barwach ukochanej drużyny, koszulka klubowa, a już tym bardziej herb to synonimy miłości, historii, pasji czy oddania. Znaczą mniej więcej tyle samo, co dla osoby wierzącej relikty świętych. Po takim wprowadzeniu cytowane zdanie „Rozbierać się ze wszystkiego, co macie klubowego i wypierdalać do szatni” nabiera zupełnie innego znaczenia, niż prezentowane jest to w sieci i odbierane z dużym zniesmaczeniem.

Pewnie, że z piłkarzami można rozmawiać i prosić o większy wkład w grę, tylko co zrobić, kiedy są oni nieosiągalni, lub też wypowiadane słowa do ich mózgu docierają prawie cały sezon, a ze swojego letargu budzą się dopiero wtedy, kiedy już jest za późno? Chyba nikt o zdrowych zmysłach nie wierzy, że kibicom nie zależy na dobrym imieniu klubu, albo, że do rozmów w ogóle nie dochodzi, tylko „swołocz” przechodzi zaraz do czynów. 

Czy mamy prawo wymagać czegoś od piłkarzy?

Jakże często łapie się nas za słówka, kiedy z trybun słychać chóralne „Czy wygrywasz, czy nie…”, szkoda tylko, że piłkarze i dziennikarze nie słyszeli nigdy „Biegać, walczyć i się starać, a jak nie to wypierdalać”. Chyba zbyt ciężko jest im się pogodzić z negatywnym zdaniem trybun.
Patrząc na klub z punktu widzenia konsumenta jak najbardziej mamy prawo wymagać dobrych efektów pracy, przecież za to płacimy, czy to nie tak funkcjonuje machina w całym marketingowym światku? To chyba zadowolony konsument jest najważniejszą wartością dla właściciela firmy, a nie jego pracownicy, prawda? Co zatem robi klient, któremu lakiernik źle pomalował auto, albo też inny specjalista, który mówiąc dość dosadnie, spierdolił swoją robotę? W najlepszym przypadku po litanii niezbyt ciepłych słów dostaje „kopa w dupę” i bez grosza jest wywalany za drzwi. Kto z Was prosiłby się partacza o naprawianie jego szkody, zważając przy tym na używanie odpowiednich słów, tak aby czasem nie urazić jego wyimaginowanej ambicji? Chyba tylko bezmózgi frajer, a że kibice takimi ludźmi nie są, to reagują, tak jak reagują.

Piłkarz to też człowiek, tylko że sztucznie wykreowany przez media na nadczłowieka. Dlaczego więc miałby on mieć z tego tytułu jakieś profity? Jeśli w oczach mediów są bogami, to niech im poprzez artykuły wchodzą tak głęboko, jak się tylko da. My natomiast pozostaniemy przy stwierdzeniu, że dla nas liczy się tylko i wyłącznie ambitna gra i wola walki, po której nie koniecznie muszą przychodzić serie zwycięstw. Myślę, że nie ma się tutaj co dłużej zastanawiać i wszystkim powszechnie wiadomo, jak reagować, kiedy rozkapryszone drewno, zamiast zapierdalać na boisku i zostawiać swoje serce w walce, potrafi się tylko wykłócać o pieniądze albo lansować się na mieście… JEBAĆ!

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*