Kibicowski podział – Chuligani, ultrasi i „reszta”

O tym, że podziały międzyludzkie nie są niczym dobrym możemy przekonać się, chociażby patrząc na ludzi pod względem klas społecznych, przynależności etnicznej czy też politycznej. To chyba logiczne, że syty nie zrozumie głodnego, a bogaty biednego i co za tym idzie, tworzy się między nimi pewna bariera (podział), który niestety bardzo ich dzieli. Nie inaczej wygląda to także w naszym środowisku kibicowskim, które kiedyś potrafiło funkcjonować bez przynależności, a może trzeba raczej powiedzieć swoistej rangi, która określa pozycje fana w piramidalnej hierarchii. Powie mi ktoś zaraz, że to zjawisko jest powszechne w Europie na bardzo szeroką skalę, ale czy my musimy naśladować innych? Ja zawsze byłem stanowczym przeciwnikiem takiego obrotu sprawy, ponieważ podziały zawsze dzielą bez względu na warunki czy też ustalenia. Uważam, że hasło „W jedności siła” to motto, które powinniśmy wziąć sobie głęboko do serca, jeśli dobro ruchu kibicowskiego nie jest nam obojętne. Nie wiem, czy potraficie wymienić korzyści płynące ze wspomnianego już podziału, bo mnie udało się odszukać jedynie negatywne cechy, co może wynikać z mojego jednoznacznego stanowiska w tej sprawie, ale będę usatysfakcjonowany, jeśli ktoś poprzez uzasadnione argumenty się ze mną sprzeciwi.

Podział przyszedł z „zachodu”

Podział na ultrasów i chuliganów zawdzięczamy jakże uwielbianemu przez nas ostatnio „zachodowi”. To właśnie stamtąd przyszła do Polski moda na krystalizowanie grup, a co za tym idzie całkowitą zmianę dotychczasowej struktury, która przecież sprawdzała się w doskonały sposób. Zobaczcie sami, jak obecnie wygląda ruch kibicowski na zachodzie, który bardzo często jest pomijany lub też nawet wyśmiewany przez ultraturystów ze względu na jego marność. Hasło „Nie jaram się zachodem”, które kojarzę, za sprawą pewnej koszulki antyunijnej pasuje tutaj wręcz idealnie. Problem w tym, że ktoś już kiedyś się tym zachodem jarał i tak już nam niestety zostało. Mówi się, że podobno „Mądry Polak po szkodzie”, ale może warto zainteresować się tym zanim nasz ruch kibicowski upadnie lub też stanie się mało atrakcyjny, jak ten zachodnioeuropejski. Przyznaje Wam rację, że sporo zagranicznych kibiców podziwia naszą scenę, tak samo, jak my kiedyś Anglików. Wydaje mi się, że dzieje się to za sprawą pięknej historii, która się kiedyś na naszych trybunach tworzyła, no bo przecież obecnie niewielu z nich wie, o polskich realiach układów, zrywania zgód, czy też korzyści majątkowych, jakie ciszej lub głośniej kręcą na boku przedstawiciele trybun tego uwielbianego przez nich kraju.

NIE dla podziału!

Czytelnikami tej strony są ludzie w różnym wieku, dlatego nie wiem, czy wszyscy wiecie, ale początki ruchu kibicowskiego na trybunach opierały się głównie na dopingu, jeżdżeniu za swoją drużyną na mecze wyjazdowe czy też identyfikowaniu się z barwami klubowymi poprzez noszenie szali, czy wywieszanie flag. Z biegiem czasu pojawiła się rywalizacja fizyczna, nazwijmy ją chuligańską. Jestem ciekawy, czy jesteście sobie teraz w stanie wyobrazić, jak wyglądałyby trybuny bez dopingu, flag i „zwykłych” kibiców? Przecież takie obrazki mieliśmy okazję oglądać za sprawą bojkotów politycznych czy też wewnątrz klubowych i wtedy nikt, ale to naprawdę nikt nie był z tego zadowolony. Zależność między kibicami jest tak duża, szkoda tylko, że sobie nawet z tego nie zdajemy sprawy. Myślę, że najbardziej brakuje mi tej spontaniczności, jaka była kiedyś. Obecnie, aby podejmować jakiekolwiek decyzje, należy kontaktować się i uzgadniać praktycznie wszystko z osobami „decyzyjnymi”, czytać chuliganami. Podział doprowadził także do zjawiska olewania meczów przez „sportowców”, no bo przecież jeżdżą oni teraz głównie tam, gdzie może się coś dziać, a że nikt nie odważy im się sprzeciwić i zwrócić uwagi, to mają wolną amerykankę. Pomimo wszechobecnego kalkulowania, nieraz przytrafiają się jakieś niespodziewane przygody na trasie, które rodzą ciekawe tłumaczenia z poniesionej klęski, bo do walki stanął np. „drugi garnitur”. Nie wiem, czy bardziej żałosne jest to głupie tłumaczenie, czy też bezproblemowe odpuszczanie meczy, ale wiem, że wynika to tylko z chorego podziału, którego ja jestem zagorzałym przeciwnikiem. Mówi się, że kiedyś było inaczej i nie sposób się z tym nie zgodzić, bo ludzie mieli więcej czasu, potrafili pogodzić treningi z malowaniem opraw. Obecnie ekipa sportowa skupia się głównie na sportach walki czy też siłowni i większym priorytetem jest dla nich wygląd zewnętrzny niż sama obecność na meczu. Gdzie tutaj duch ruchu ultras i przywiązanie do barw klubowych? Jakże często irytuje mnie komentarz, co do jakości kibiców, którzy to największych kilkudziesięciu osiłków ustawiają w pierwszym rzędzie, a potem po sieci „śmiga” farmazon o jakże silnej bandzie gości. Nie wiem, co jest fajnego w oglądaniu wyrzeźbionych facetów, ale możecie zapytać o to jakąś swoją koleżankę, albo Roberta Biedronia, myślę, że Wam to uzasadnią :-) Niestety, ale obecnie odnoszę wrażenie, że mecz jest dla tych ludzi tak trochę „przy okazji” do całej stadionowej otoczki. Szkoda, że kalkulowanie wkradło się w nasze szeregi, no ale przecież można z tym walczyć, pytanie tylko czy my naprawdę tego chcemy, a może po prostu boimy się sprzeciwić? Wspominany już podział doprowadził także do absencji fizycznej ultrasów, czy też „zwykłych” kibiców, którzy uważają, że w walce uczestniczą tylko „sportowcy”, a oni mogą w tym czasie wpierdalać kiełbasę i przegryzać ją popcornem. Przecież kiedyś na wyjazd nie jeździły „przypadkowe osoby”, a co za tym idzie, każdy wyjazdowicz liczył się z ryzykiem podjęcia rękawicy. Obecnie największy strach może przynieść chyba tylko fakt wypierdolenia z przedziału pociągu „wesołego towarzystwa” przez ekipę spod znaku H. Bardzo często śmiejemy się z tzw. pikników, ale myślę, że można by spokojnie użyć tego określenia także w stosunku do rozweselonych wyjazdowiczów, którym to wydaje się, że dzięki podróży pociągiem czy też samochodami na mecz wyjazdowy osiągają „wyższy stopień wtajemniczenia i kumatości”. Kiedyś praktykowano powiedzenie „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, obecnie nawet podczas przegranej konfrontacji kibice sami się „dzielą” tłumacząc, że oklep dostali ultrasi, pikniki czy też inne janki, które straciły rzekomo mało znaczącą flagę lub też w ogóle nie powinny jej mieć. Ludzie, albo wszyscy jesteśmy jedną ekipą i ogarniamy „syf” na swoim podwórku, albo się czegoś wstydzimy i niczym pizdy nie przyznajemy się do naszych braci po szalu i wypisujemy „oświadczenia” mogące śmiało konkurować z baśniami Andersena.

Co dalej?

Bardzo często młodzi chłopacy biorą przykład z kultu siły i chuliganów, którzy nie muszą śpiewać, często nawet nie wyciągają rąk z kieszeni, o zakładaniu barw już nawet nie wspominam. Pomyślcie, co oni z tego wyniosą i czego się nauczą? Tekstami typu „śpiewać kurwa” nie wzbudzi się szacunku, lecz tylko strach, który może doprowadzić do tego, że część niezdecydowanych małolatów już się więcej na stadionie nie pojawi. Swoją drogą, co to w ogóle ma być za tekst? Branie przykładu z kolesia w czarnej kurtce albo bluzie Pitbulla czy innego Aggressiva, który się tak zachowuje, wychowa nam na trybunach totalną patologię. Tak robią tylko słabi, którzy dowartościowują się wśród jeszcze słabszych od siebie.
Na koniec zastanówcie się, co się stanie, jeśli na trybunach zabraknie ultrasów i tych tzw. „zwykłych” kibiców? Dla mnie oglądanie grupki skoksowanych, łysych facetów w czarnych koszulkach to nic specjalnego. Nie liczcie z ich strony na doping, wywieszanie flag, a już tym bardziej oprawy. Przyznam szczerze, że gdybym chciał oglądać walory cielesne, to poszedłbym np. do Night-Clubu, a gdyby interesowała mnie rywalizacja sportowa, to zawsze mogę „odpalić” sobie UFC albo wybrać jakieś lokalne zawody w ringu czy klatce. Zastanawiam się teraz tylko, gdzie będę mógł sięgnąć do korzeni ruchu ultras i usłyszeć oraz zobaczyć to, co tak naprawdę kocham? Mam nadzieję, że nie tylko we wspomnieniach…

28 Komentarze on Kibicowski podział – Chuligani, ultrasi i „reszta”

  1. Ty gościu Ty to chyba jakiś pojebany jesteś. Bez odbioru

    • Dlaczego bez odbioru? Nie masz odwagi czy argumentów, aby się na ten temat wypowiadać?. Mam nadzieję, że obrażanie innych to nie jest maksimum Twoich „umiejętności”…

  2. Idealnie opisane to co myślę. Prywatnie już dawno nie chciałem zgody z Wisłą jaką  mój Śląsk miał. Wisła od lat kilku stała się największym kalkulatorem w Polsce. Nie odpalają już praktycznie rac, doping u nich,gdy byłem gościnnie też polegał na tym,że tak wyszydzani małolaci zdzierali gardła za swój klub,a Sharks stali i udawali jak ich piłka nożna interesuję. Ostatni wyjazd Wisły w Gdynii pokazał jaka to ekipa.. pojechało ich około stówki,a Ci nic, zero dopingu tylko wyzwiska do cracovii. Już wolę Niecieczę w osób 50 z dopingiem,flagami niż SPORTOWĄ Wisłę z małą flagą Wisła Sharks i kiełbaskami. Sharksi jeszcze ostatnio się chwalili jak to cracovię stłamsili w Krakowie,że Kraków serio jest Wisły,ale jak na to się patrzy… to żaden normalny kibic nie zmienił swojego przekonania na "nowo zdobtych osiedlach" a po prostu interesy mogą tam prowadzić Sharksi i to jest dla nich ważne… Boli mocno ten podział na stadionach,ale cóż ja jako zwykły 18 latek zafascycowany piłką i oprawami mam wg. Nich chuja do gadania… Takie czasy

    • Kolego, nie wypowiadaj sie o dopingu i wyjazdowych liczbach… JESTEŚ ZE ŚLĄSKA… poza tym, boli Cie ze kurwa zgoda padla? Wasza ekipa to 0 w sportowym i kibicowskim znaczeniu wiec sie nie dziw chlopie

      • Skąd Ty wiesz, skąd ja jestem? To, że w tle jest ustawiona fotka z oprawy meczowej, nie znaczy, że jestem kibicem ten drużyny. Niestety nie będzie punktu za dedukcję :-)

  3. Nie wiem co autor ma dokładnie na myśli, ale kiedyś były inne czasy. Teraz ten podział jest jak najbardziej na plus, nie każdy chce być h i nie każdy chce być u.

    Proste, co do opisanych w tekście, niby "olewanych" wyjazdów czy brak dopingu to raczej w większych ekipach tak jest, bo na pewno nie w małych.

    • Liczyłem bardziej, że ktoś poda konkretne argumenty przemawiające na korzyść takiego obrotu sprawy, a nie tylko – dobre / złe. 

      • Argument jest taki, że każdy coś sobie znajdzie na stadionie co mu pasuje/ co mu odpowiada i co lubi. Kolejna sprawa to, że na linii u-h jest zazwyczaj współpraca.

  4. to chyba ktoś z TVN pisał gdyby nie Ci Łysi w czarnych bluzach to byś na ani jeden wyjazd nie pojechał ze strachu

     

    • Po samym wstępie Twojej wypowiedzi nawet nie powinienem odpisywać. Dlaczego miałbym niby nie jechać na wyjazdy? Kiedyś się jeździło na mecze bez takich koksów i obstawy policji i jakoś nikt w gacie nie srał. Według Twojego myślenia, na ulice też pewnie mam nie wychodzić, bo tam też wieczorami uaktywniają się pewne grupy niezbyt przyjaźnie nastawionych ludzi? Według Ciebie mamy tolerować ludzi, dla których często mecz jest jedynie odskocznią od siłowni tylko dlatego, że dają nam „ochronę”?

  5. Z jednej strony mówisz, że nie powinno być grupy decyzyjnej i powinien być spontan, a z drugiej strony mówisz, że chuligani odcinają się od pikników, gdy Ci przez ten spontan dostaną wpierdol lub stracą barwy. Ale ogólnie z tekstem się zgadzam, kiedyś był inny klimat, stare czasy = lepsze czasy

    • No tak, ale to jest właśnie podział… Grupa decyzyjna się tylko liczy, a pikniki jak tracą barwy nagle przestają należeć do danej ekipy. Wszyscy to wszyscy, pikniki też! 

  6. Razem jezdzimy razem sie napierdalamy!;proste 

    Podzialy sa po chuju!

  7. Artykuł intrygujący.

    Plusy podziałów są takie, że ten kto chce być chuliganem nim jest, ten kto chce być ultrasem nim jest, a ten kto chce tylko obejrzeć mecz, wypić piwsko i zjeść gietą robi co do niego należy. Grupa chuliganów zazwyczaj nie bije pikoli tylko kontaktuje się przeciwną grupą chuliganów i sprawdzają się kto mocniejszy. Rzadko typowy pikol dostaje po gębie. Nie zgodzę się, że to kibice sami chcieli zrobić takie podziały, to przez lata tworzyło się samo, m.i.n.  przez  policje która zaostrzała kary, uniemożliwiała sprawdzenie się na stadionie, co kiedyś nie było większym problemem. Trzeba było się dostosować, przenieść do lasów itd.

    Tłumaczenie faktycznie jest słabe ale to jest to o czym napisałeś na początku, ten co jest na topie nie zrozumie tego na dole, będzie się z niego naśmiewał aż powinie mu się noga i karta się odwróci. Do porażki ciężko sie przyznać więc tłumaczenie zawsze się znajdzie.

    Nie wiem czy dla chuliganów najważnieszy jest wygląd, raczej forma a wygląd to już jak dla każdego młodego mężczyzny, chce się podobać płci pięknej. I to jest chyba całkowicie normalne i nie ma to żadnego związku z kibicowaniem.

    Do całego artykułu oczywiście się nie odniosę bo jest za długi.

    Nie wiem, które ekipy tak olewają sobie wyjazdy, te większe raczej nie mogą bo mają wielu wrogów.

    I na koniec, każdy bierze przykład kogo chce naśladować, jeden małolat już nie wróci, jeden przyjdzie raz na 5 meczy, jeden powie, że  chce być jak ultrasi i w to się wkręci, jeden będzie zdzierał gardła a kolejny stanie z rękami w kieszeni bo będzie chciałbyć jak ten Pan z bluzie Pitbulla, każdy robi co uważa za słuszne.

    • Po części mogę się z Tobą zgodzić, że każdy robi, to co lubi. Problem polega jednak na kategoryzowaniu ludzi, których moim zdaniem ukochany klub powinien łączyć, a nie dzielić i nie rzadko wspomniany już “zwykły” kibic służy tylko do podniesienia liczby wyjazdowej, albo też jako rynek zbytu dla nowo wydawanych gadżetów. 

      Wyjazdy mogą być olewane z prostego powodu, do walk nie dochodzi raczej spontanicznie, jak to miało miejsce kiedyś, a co za tym idzie, wszystko można zaplanować i po prostu nie jechać. 

  8. I jeszcze co do zgód, układów itd.

    Widze, ciężko przeżyć, zrozumieć jak to jest możlwie, że kiedyś kosa dziś zgoda,

    A jest mi ktoś w stanie powiedzieć dlaczego w ogóle np. Wisła z Widzewem się nie lubiła? Ktokolwiek? A może dlatego, że Kraków to miasto nożowników a my honorowi to uj z nimi. A jak mówią, że chcą na ręce z innymi ekipami? Albo mniejsza a jak w Łodzi sprzęt to już rzecz spotykana to teraz uj z nami?.

    Nienawiść do danego klubu zazwyczaj tworzy się z konkretnych powodów, a czasami z zupełnie błahych. Kogoś poniesie coś krzyknie i tak to się kręci.

    Jak ktoś płacze, że teraz to tak bardzo scena kibicowska upada to proszę cofnijmy się do paru zgód.

    Lech, Widzew i Ruch tak samo jak teraz z Wisła układ, wspólne zapraszanie się na sektory, podziwianie opraw. A potem nagle kłótnia Ruchu z Lechem i Lech idzie w strone ŁKSu, a jeszcze rok wcześniej jazda od żydów. Dziś już nikt nie pamięta.

    Resovia taka mocna zgoda a młodzi poszli w strone Sharków i to się rozmyło.

    Zawisza wielka kosa Lecha a jej zgodowicz robi sobie co chce, różnica taka, że zgody Wisły się ujeły honorem, zgody eŁKSy i Lecha (Arka np.) siedzą cicho.

  9. Zgadzam się 100%Tylko jeden niuansik pisze się meczów a nie meczy.Pozdro.

     

    • Czasy sie zmieniaja :) juz sie zapomnialo jak bylo pierdolenie na KSGKS a teraz wystarczy napisac (Czasy sie zmieniaja)

  10. Kidyś byli szalikowcy, kto stał w młynie był gotowy do walki. Pod koniec lat dziewiędziesiątych zaczęły tworzyć się grupy. Dziś prawdziwych szalikowców jest niewielu jest podział , hooligans, ultras i małolaci + panienki (pikniki) i janusze.

  11. kibic z Gliwic // 2016-07-31 at 15:51 // Odpowiedz

    Co autor rozumie pod słowem chuligani?? Bo ja tych, co wszczynają awantury i bójki na stadionach lub jak kto woli pseudokibice, którym mówię stanowcze nie. Bo co to za kibice przez, których klub potem musi płacić kary. Pomijając to, że stadion nie do tego miejscem jest.

    Zdecydowane tak dla flag, barw, śpiewów, kulturalnego dopingu swojej drużyny. To jest esencja kibicowania, po to chodzi się na mecze.

    Pozdrawiam

    • Myślę, że nie trzeba tutaj doszukiwać się jakiś większych wyjaśnieni, czy też filozofii. Ludzie związani z trybunami doskonale wiedzą kim są te osoby.

  12. wroclawiak // 2016-07-31 at 22:42 // Odpowiedz

    to tekst jakiegoś pismaka, jestem w 100 % pewny, jest zbyt dziennikarsko napisany.

    • Dobrze, że nie dajesz za niego sobie głowy odciąć… bo byś musiał bez niej chodzić.
      Rozumiem, że kibic nie może pisać takich tekstów? Zbyt dziennikarsko tzn.?

  13. Klimat kiedys rzeczywiscie byl inny i moim zdaniem lepszy..

    Spontanicznosc i zycie klubem zarowno na wyjazdach jak i u siebie a nie handel gownem i interesy karkow … Wolalem tamte czasy i rowniez uwazam za wiekszego fanatyka kogos kto przychodzi na kazdy mecz i zdziera gardlo niz kogos kto raczy przyjsc tylko na te atrakcyjne kibicowsko i stoi pokazujac rzezbe :)

     

    Jednak zgodnie z zyczeniem autora moge rowniez doszukac sie i plusow wynikajacych z dzisiejszego wygladu kibicowskiego swiata…

    Najwiekszym jest fakt,ze jesli respektowane sa zasady to przypadkowi ludzie raczej po glowie nie dostana… Po to sa wlasnie sekcje sportowe i ich ustawki…

  14. obiektywny // 2016-08-17 at 08:04 // Odpowiedz

    Kiedyś był podział na skinów , metali itd. Kosy powstawały bo np w Szczecinie(w tamtych czasach nr 1 ekipa w Polsce) byli metale a np w Gdańsku – skini , wzajemna nienawiść prowadziła do kos i tak już jest do dzisiaj. Co do tekstu to się zgodzę , gdyż kiedyś każdy był gotowy na akcje i nastawienia karku za klub , dzisiaj są od tego wyznaczone osoby , co tez nie jest najgorsze , jednak tylko oni są gotowi na atrakcje a reszta już nie. Podział jest do przeżycia , ale dla mnie najgorsze jest prowadzenie interesów , każdy wie jakich na stadionie i dzięki temu zdobywanie pozycji. Stad tez aktualne układy itd wszystko kręci się wokół hajsu a klub jest tylko jednym z elementów. Szkoda bo kiedyś ludzi bili się za klub i szacunek , a dzisiaj za wpływy i pieniądze 

  15. Ja tam jestem kibolem mniejszej ekipy i jestem jednocześnie U, H i zwykłym kibolem. Jadąc na wyjazd dre ryja na maxa i gdy trzeba to tego samego ryja nadstawie w obronie barw lub gdy chcemy zdobyć obce barwy. 

    To co możemy przeczytać w artykule nie jest do końca fajne ale wydaje mi się że tak skrajne sytuacje kiedy H olewa mecze występują tylko w więksZych ekipach. W małych jest jeszcze ten oldschoolowy klimat.

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*