Kolekcjonerzy szalików, czyli fascynaci barw klubowych ze zbieracką pasją

Przerwa w rozgrywkach ligowych to idealny czas na zajęcie się poza meczowymi aspektami kibicowskimi. Biorąc pod uwagę pogodę i panującą za oknem aurę nie sposób pomyśleć o szalach klubowych. To właśnie te niepozorne bawełniane kawałki materiały stały się, zresztą nie tylko w Polsce, nieodłącznym elementem wystroju, czy też kibicowskriego oręża, bez którego wielu nie wyobraża sobie pójścia na stadion. O zabranie głosu poprosiłem kibiców, którzy o szalikach klubowych wiedzą niemal wszystko, a na punkcie tego wiele znaczącego dla nich reliktu mają totalnego świra.
Chcecie dowiedzieć się, jak zaczęła się przygoda z kolekcjonowaniem, co skłoniło ich do zbierania akurat tego gadżetu oraz jakie wzory znajdują się w ich kibicowskich zbiorach? Jak to w każdej dziedzinie wśród kolekcjonerów występują także białe kruki, czyli perełki, których zdobywanie, a już tym bardziej posiadanie wprowadza w mocniejsze bicie serca. Na dodatek nasi bohaterowie są w stanie przeznaczyć na takie wzory nierzadko niezrozumiałe dla nas kwoty. Chcąc poznać ich kolekcjonerską pasję, zapytałem też o sposób zdobywania szali, formy wymiany, a także sposoby przechowywania swoich zdobyczy i eksponatów. Niestety kolekcje szalików narażone są także na ataki moli, czyli niechcianych lokatorów, z którymi nasi zbieracze radzą sobie bez większych problemów. Kolekcjonowanie szali to także niezbyt przyjemne aspekty jak komercjalizacja tego zjawiska, palenie zdobycznych szalikowych dywanów, a także modny ostatnio kult kibica chuligana, który barwy woli zostawiać w domu lub uważa, że przeznaczone są one dla kibiców trochę gorszej kategorii. Nie przedłużając już niepotrzebnie wstępu, odsyłam Was do zapoznania się z wypowiedziami ludźmi, dla których szaliki w barwach klubowych to nieodłączny element ich kibicowskiego życia…

Pietruch – Arka Gdynia
Moja przygoda z kolekcjonowaniem szali zaczęła się po prostu od chęci posiadania szalika klubu, któremu kibicuje. Jako że mój klub nie posiadał jeszcze w tym czasie szalików tzw. komputerowych, bo grał wtedy w trzeciej lidze, moim pierwszym był debiutujący komputerowy model z firmy OK, zaprzyjaźnionego wtedy z moim klubem Górnika Zabrze. Potem poszło już z górki i zacząłem zbierać szale Arki oraz zgód, a potem także innych klubów, z których dużą część stanowiły szale zdobyczne, które dostawałem od znajomych, a niektóre z nich pożyczałem sam :-) Zasadniczo zbieram wszystkie polskie szale plus 2 angielskich klubów. Obecnie ze względu na wielkość kolekcji i niewielką ilość miejsca ograniczam się naprawdę do perełek. Oczywiście, mam parę unikatów, za które kolekcjonerzy są w stanie, z tego, co pisali, zapłacić wysoką cenę. Ciężko stwierdzić jednoznacznie, które za takie można uznać, sam uważam, że jest ich wyjątkowo dużo w mojej kolekcji, bo dla każdego z nas szal może mieć inne znaczenie. Najwięcej za szalik zapłaciłem jakoś 200 zł/szt., a były to unikatowe szale Górnika Zabrze (Górnik-Admira Wacker Wiedeń i FC Górnika z bodajże Chropaczowa – pierwszy wzór). Co do perełek z mojej kolekcji to na pewno te dwa wspomniane + Wisła Dragons, Lech Poznań Jama Hooligans oraz szale małych klubów warszawskich i krakowskich. Dużo jest też unikatów pośród szalików Arki, łączonych Arki oraz jej zgód. Do rarytasów z pewnością mógłbym pozaliczać też dużą ilość szalików fan-clubowych Górnika Zabrze. Moje sposoby na pozyskiwanie szali to oczywiście Allegro oraz liczni znajomi w innych klubach. Część szali jest zdobyczna, a część z nich zrobiłem sam i odkładałem sobie po sztuce z tych, które mnie interesowały. Co do nieuczciwych ludzi to trafiło się, z tego, co pamiętam chyba jakiś dwóch, może trzech kondonów na Allegro, ale nie były to żadne duże straty finansowe. Na całe szczęście większość transakcji była z poważnymi ludźmi, tak samo, jak transakcje z konkretnymi ludźmi z innych klubów, którzy ogarniali mi szale, na których mi zależało. W tym miejscu pragnę im za to podziękować. Co do konserwacji to używam środków na mole, aby mi nie wpierdoliły kolekcji, bo wtedy bym normalnie je zabił :-) Co do miejsca to mam specjalne regały gdzie są one zamknięte, aby się nie kurzyły. Wszystko uprzednio jest skatalogowane, co widać na mojej stronie. W nowym mieszkaniu mam zamiar udostępnić im cały pokój, oczywiście ze specjalnymi szafami. Uważam, że szale nigdy nie znikną, bo procentową większość na stadionie stanowią fanatycy, ultrasi oraz normalni oglądacze, a nie osoby, którym szal przeszkadza w biciu się czy kibicowaniu. Osobiście nie rozumiem tego stwierdzenia i podejścia do sprawy. Nie sądzę, aby bił się kawałek materiału, wiec, w czym problem, aby nosić szal? Rozumiem nie zabierać go na akcje, kiedy wiadomo, że będzie może trzeba zawijać się przed psami i wtedy rzeczywiście łatwiej wmieszać się w tłum i przypalić Mariana, ale z drugiej strony psy też kumają już te wszystkie bluzy Pit Bull itp. itd. Owszem np. w takiej Anglii, chuligani nie noszą szalików to fakt, ubierają się w fajne markowe ubrania, ale nie musimy przecież niczego kopiować. Miejmy swój własny styl, a ta cała Jewropa powinna uczyć się od nas, a nie my od nich. Fakt, że szale poszły strasznie w komercję, kiedyś wydanie szala to była taka zajawka, jak za małolata pierwsza randka z nową dziewczyną na pewne deptanie :-) Co do wydawania szali to robiło się zapisy i czekało się potem na paczkę czy kuriera, dzwoniło do firmy z zapytaniem jak długo jeszcze. Kolejki bywały długie, czasem i po dwa miesiące, ale za to była jakość. Wtedy były 2-3 firmy na krzyż i zależało im na jakości. Teraz jest tego po prostu za dużo i niestety dużo z nich robi szale na ilość, a nie na jakość. Kiedyś też np. na początku lat 90′ szaliki kupowali i nosili naprawdę kumaci osobnicy, w tym także dzisiejszy odpowiednik chuligana i trafiając takiego gościa w szalu, miałeś pewność, że kasujesz typa kumatego, a nie jakiegoś rozjebusa, który zaraz wróci po swój szal z milicją. Wiadomo, wyjątki się też niestety zdarzały. Nie mam uprzedzeń do rodzajów szali, wiadomo, że technika idzie do przodu, chociaż osobiście od zawsze dla mnie najlepsze i najbardziej pożądane okazy w mojej kolekcji to szale z nieśmiertelnego OK, pierwszego i jak dla mnie najlepszego pod względem jakości producenta w Polsce. Ostatnio dywan szalików pojawił się na derbach mojego klubu. Fakt jest to obecnie rzadkość, w porównaniu do lat 90′. Kiedyś jeździło się bardzo często na tzw. polowania i chyba z tego to wynikało. Z jednej strony serce się raduje, że zdobyło się tyle szali przeciwnika, z drugiej strony z pozycji czysto kolekcjonerskiej nie raz miałem reakcje w stylu, ale unikat, ale szkoda, że się pali itp. Sam kilka razy podmieniłem unikat z dywanu za jakiś zwykły szal tej samej ekipy, który miałem np. podwójny. Tym samym liczba zdobytych,spalonych szali była taka sama, a mi trafiał się np. długo poszukiwany egzotyk do kolekcji. Na koniec chciałbym serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy przez lata pomagali mi w rozwijaniu mojej kolekcji. Zapraszam także na moją stronę. Rzadko aktualizowana (raz na 1-2 lata), ale aktualizowana :-)

Dariusz – Arka Gdynia
Swoją przygodę z kolekcjonowaniem szali zacząłem wiele lat temu. Nie pamiętam dokładnie kiedy. Idąc na pierwszy mecz Arki, otrzymałem szal od znajomego „Na Ejsmonda wychowani…” i to właśnie wtedy już zaczęło to we mnie kiełkować. Chodząc na mecze, byłem zafascynowany wzorami szalików na stadionie. Nie było wtedy Internetu, więc budowanie kolekcji opierałem na wymianach z innymi kibicami, bądź też odkupowałem szale. Z czasem było coraz trudniej zdobyć nowy wzór, więc uznałem, że aby kolekcja wciąż rosła, trzeba ją urozmaicić. Doszły szale zgodowe, a z czasem i zagraniczne. Aktualnie moja kolekcja liczy 1186 szalików, 350 koszulek meczowych, 51 smyczy i około 2700 vlepek. Oczywiście posiadam „białego kruka” w kolekcji. Jest to jeden z pierwszych szali dzianych Arki. Został on wydany na początku lat 90′ HTM Arka Gdynia. Otrzymałem go od znajomego, który uznał, że u mnie w kolekcji będzie się idealnie prezentował. Ponadto jest kilka szali, które chciałbym widzieć u siebie na półce, lecz niestety zdobycie ich graniczy z cudem, ale z całego serca wierzę, że kiedyś wzbogacą moją kolekcję. Najdroższy szal, jaki kupiłem to Arka Gdynia Tczew. Przeznaczyłem na niego około 300 zł. Jeśli chodzi o zdobywanie szali gdyńskiej Arki i zgodowe to bywa różnie. Zaczynając od Internetu, czyli śledzenie Allegro, OLX, a nawet EBAY. Posiadam również kontakt z wieloma kolekcjonerami, którzy jak mają jakiś ciekawy wzór, to dają mi od razu znać. Oczywiście jak wychodzi jakiś nowy wzór FC lub dzielnicowy również dostaję taką informację. Niestety zdarzają się osoby, które starają się oszukać bądź też zarobić jak widzą, że ktoś jest bardzo zainteresowany… ja omijam takich szerokim łukiem. Śledzę również forum kolekcjonerów, gdzie są informację o nieuczciwych osobach. Swoją kolekcję trzymam na specjalnie przygotowanym do tego regale, który co jakiś czas trzeba rozbudowywać. Minimum raz w roku „wietrzę” wszystkie szale i wymieniam preparaty na mole. Odpukać do tej pory nie zdarzyło mi się, aby żaden szal posiadał ślady podżerania przez te owady. Szaliki z lat 90′ mają swój niepowtarzalny klimat. W dzisiejszych czasach, gdy każdy może wydać szal z dowolną grafiką i tekstem, to traci już trochę tej swojej magii, szczególnie szale wydawane przez oficjalne sklepy klubowe. Drukowane szarfy nigdy nie zdobędą miejsca na mojej półce, bo moim zdaniem nie mają nic wspólnego z szalami bawełnianymi i dlatego ich nie zbieram. Nie wyobrażam sobie, abym poszedł na mecz ukochanej drużyny bez szala. Od lat towarzyszy mi wciąż ten sam pasiak. Dopóki szale będą produkowane, ludzie będą je zakładać i przychodzić w nich na mecze, bo jest to przecież nieodłączny motyw stadionowy. Jak się widzi swoje barwy płonące na płocie, to zawsze serce krwawi. Szal, czapka czy bluza, to nie ma znaczenia. Podczas meczu nigdy nie zwracałem uwagi na wzór płonącego szala, bo jak wiadomo, człowiek myśli wtedy o czymś zupełnie innym. Dopiero gdy emocje opadną i przegląda w domu zdjęcia czy filmiki dociera to do niego, że spłonęło kilka wzorów, które mogły wzbogacić kolekcję.

Mateusz – Korona Kielce
Od dzieciaka zawsze miałem jakieś szale Korony w domu, ale mógłbym je policzyć na palcach jednej ręki. Pierwszy szal dostałem oczywiście od ojca i był to pasiak, kupiony w osiedlowym sklepiku „Ślichowiak”. Tak na poważnie kolekcjonowaniem zająłem się, jak zacząłem pracę i było mnie po prostu na to stać, bo nie chciałem wydawać pieniędzy rodziców na swoją pasję. Na pytanie, co jest fascynującego w „bawełnianym kawałku materiału”, jest naprawdę ciężko odpowiedzieć. Jedni zbierają bilety autobusowe, czyli „kawałek papieru” a ja szale swojego ukochanego klubu i nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć. Kiedyś zbierałem również szale zgód tj. Stali Mielec i Sandecji Nowy Sącz, ale pewnego dnia uznałem, że skupię się i poświęcę wszystko, aby zdobyć wszystkie wzory Korony. Szale Stali i Sandecjii trafiły w dobre ręce innego kolekcjonera. Nieskromnie powiem, że moja kolekcja liczy całkiem sporo „białych kruków”, ale jeśli miałbym wyróżnić, to zasługują na to na pewno 2 szale zgodowe ze Stalą Stalowa Wola, która już dawno nie istnieje, a sporo szali zostało spalonych lub zniszczonych w inny sposób. Szaliki to naprawdę nie jest tania pasja. Ja najwięcej za jeden szal zapłaciłem około 450zł. Jeśli chodzi o nowe produkcje, to oczywiście na bieżąco są mi odkładane. Natomiast jeśli chodzi o starsze, poszukiwane szale to szukam wszędzie, gdzie tylko się da, ale na pewno głównym źródłem jest Internet tj. fora kibicowskie, Facebook itd. Jeśli chodzi o grono kolekcjonerów, to pomimo tego, że dzielą nas barwy, to stosunki są koleżeńskie, a z niektórymi nawet przyjacielskie. Oczywiście oszustów nie brakuje i w tym gronie. Szczęście w nieszczęściu, że tylko raz zostałem oszukany i to na niedużą kwotę. Jak mieszkałem jeszcze z rodzicami, to szale były dosłownie wszędzie, nawet u rodziców w sypialni :-) Natomiast po przeprowadzce udało się wynegocjować od żony jeden pokój w domu i zrobić „męską jaskinię”, gdzie szale znalazły zasłużone miejsce w podświetlanej szafie, a całe pomieszczenie jest oczywiście w barwach Korony. Zgadzam się z tym, że stare szale mają „duszę” i wzory są na pewno ciekawsze. Teraz niektóre kluby wydają kilkapozycji w miesiącu, z praktycznie identycznym wzorem więc oczywiście jest to robione tylko dla pieniędzy. Szale drukowane… krótko pisząc, nie jestem ich fanem, ale Korony muszą się znaleźć w kolekcji. W Kielcach kibice pamiętają o barwach, idąc na mecz. Od zawsze szal był symbolem kibica i myślę, że nie ma takiej możliwości, aby szale zniknęły z trybun. Jeśli widziałbym w płonącym dywanie poszukiwaną przez siebie „perełkę’’ na pewno serce by zabolało, ale może zabrzmi to dziwnie… ja to rozumiem i tyle na temat.

Majkel – Radomiak Radom
Historia każdego kolekcjonera zaczęła się zapewne od jakiegoś innego bodźca. Moja przygoda ze zbieraniem szali rozpoczęła się pod koniec 2009 roku, gdy wyjechałem na studia do innego miasta. Nie wiem, co konkretnie miało największy wpływ na rozpoczęcie mojej przygody. Na pewno były to dwa elementy, chęć posiadania czegoś wiążącego mnie z rodzimym miastem i kochanym klubem przebywając poza granicami Radomia, jak również jeden problem, który wciąż miałem z tyłu głowy. Otóż nie mogłem zdecydować, który wzór szala jest najciekawszy, więc stwierdziłem, że chciałbym mieć wszystkie :-) Pierwszy szal kupiłem w 2007 roku i tak mam ich już blisko 200. Zbieram wszystkie szale, na których widnieje herb ukochanego klubu. Element kultu? Zdecydowanie. Dla każdego szanującego się kibica powinien szalik znaczyć więcej, a dla mnie jest to dodatkowo pasja. Mam kilka ciekawych pozycji, które zasługują na miano białego kruka. Niektóre z tych szali widziałem tylko raz w swojej historii kolekcjonowania i akurat udało mi się je zdobyć. Jestem na takim etapie zbierania, że każda możliwość zdobycia nowego wzoru, szczególnie takiego starego, sprawia, że skacze adrenalina, chociaż niestety ostatnio przytrafia mi się to bardzo rzadko. Nie jestem zwolennikiem przepłacania, staram się kolekcjonować z głową. Nigdy nie wydałem trzycyfrowej kwoty. Ogólnie wśród kolekcjonerów jest nieoficjalnie przyjęte, że szal jest tyle wart, ile ktoś za niego zapłaci, a ja zupełnie się z tym zgadzam, ponieważ ciężko jest wycenić historię. Najciekawszy jest fakt, że za totalne unikaty zazwyczaj płaciłem najmniej :-) Szale zdobywa się jak tylko można. Najlepiej i najłatwiej moim zdaniem, brać szal na wymianę na stadion i szukać okazów, którymi jestem zainteresowany. Wtedy bardzo często dochodzi do wymiany, sztuka za sztukę. Dla niektórych jest to szal jak każdy inny, więc nie widzą problemu. Dodatkowo moim nawykiem zostało codzienne, kilkukrotne przeglądanie allegro czy olx. Jeśli chodzi o nowości, to systematycznie nabywam je ze źródeł oficjalnych, a jeśli wychodzi coś nieoficjalnego, to zazwyczaj dostaję „cynk” i wszyscy są zadowoleni. Niehonorowi ludzie? Chyba mam szczęście do ludzi i nigdy nie zostałem oszukany, ale wiem, że inni kolekcjonerzy, mówiąc kolokwialnie, się nacięli. Moja kolekcja się rozrasta, a miejsca faktycznie brak. Dopóki starczało przestrzeni na ścianach w pokoju, to właśnie tam nowe sztuki znajdowały swoje miejsce. Obecnie każdy kolejny szal ląduje na regale, który został specjalnie opróżniony w tym celu. Moje szale wiszą sobie i ładnie wyglądają, a mole nie latają, więc chyba im nic nie grozi :-) Z takiej opieki nad szalami warto wspomnieć, że od czasu do czasu je po prostu piorę, żeby nie były takie przykurzone. Zgadzam się z Twoim twierdzeniem odnośnie do komercjalizacji, to nie jest jedynie wrażenie, to najprawdziwsza prawda. Szale robione są na sztukę, tylko by wydać, sprzedać i zarobić. O drukowanych szalach mogę powiedzieć jedynie, że mi się bardzo nie podobają. Cieszę się, że moja ekipa nigdy nie wydała takiego szala, więc nie muszę mieć takich w kolekcji. Kult kibica chuligana bez szalika jest mocno widoczny na stadionie, a przede wszystkim na wyjazdach. Myślę, że to jedynie taka chwilowa moda. Niegdyś była moda na szalik, ale pamiętajmy, że moda wraca i szale również będą miały swój renesans. Zdecydowanie serce się kraja, gdy widzę płonący dywan, ale to już taki żywot kolekcjonera. Sam przeżyłem momenty, że niemiłosiernie mściłem taki stan rzeczy, ale polowania na szaliki były i będą. Mam nadzieję, że jak najdłużej to będzie kultywowane, bo przecież to część naszego ciekawego, kibicowskiego życia!

Bocian – Czarni Jasło   
Moja przygoda z kolekcjonowaniem zaczęła się 5 lat temu, gdy znalazłem się na emigracji. Głównym celem mojej kolekcji jest zebranie wszystkich wzorów CZARNYCH JASŁO, a do osiągnięcia tego zadania brakuje mi już tylko 9 sztuk. Większość szalików innych klubów to prezenty od znajomych na emigracji lub w Polsce. Swój pierwszy szalik dostałem na urodziny w 2002 roku, jak dobrze pamiętam i był to zgodowy egzemplarz ze Stalą Mielec. W tamtych czasach nie myślałem o tym, że będę zbierał szaliki, ale tak jak pisałem wcześniej, na emigracji wszystko się zmieniło i tu się wszystko zaczęło od szalika, który przywiozłem ze sobą, a był to zwykły pasiak wydany na 100-lecie klubu. Z czasem zaczęło wpadać w moje ręce coraz więcej szali Czarnych, jak i innych klubów z Polski i kilka sztuk zagranicznych. Po jakimś czasie moja kolekcja zaczynała się efektownie rozwijać, a trudne do zdobycia szaliki trafiające do kolekcji powodowały, że człowiek coraz to bardziej się nakręcał na poszukiwanie kolejnych wzorów. Dla mnie szal to nie jest bawełniany kawałek materiału, lecz jakaś część mojego życia, którą poświęciłem swojej kolekcji. Każdy szalik mojego klubu ma swoją historię i wiele dla mnie znaczy. Z każdym łączy się wiele wspomnień, do których warto wracać każdego dnia. Nigdy nie chciałbym dopuścić do takiej sytuacji, że musiałbym je komuś sprzedać, bo nie po to poświęciłem 5 lat swojego życia na ich zdobycie. W każdej kolekcji znajdują się, że tak powiem perełki i również w mojej jest kilka takich sztuk, które były naprawdę ciężkie do zdobycia. Większość starszych szali Czarnych jest rozwiana po kolekcjonerach w całej Polsce i dlatego ciężko jest je spotkać w Jaśle. Jak dla mnie najcenniejszy szalik, jaki posiadam to pasiak, który został zrobiony na drutach, gdy nie było w tamtych czasach takich możliwości, jakie są teraz. To oczywiste, że każdemu kolekcjonerowi, gdy uda się zdobyć jakiś cenny szalik serce z radości mocniej bije. Mogę potwierdzić to na swoim przykładzie, bo za każdym razem, gdy tylko udało mi się zdobyć taki szal, to od razu w jakiś sposób mnie to uszczęśliwiało. Najwięcej za pojedynczy szalik dałem 250 zł + szalik innego klubu. Ile bym był w stanie dać za wzór, którego poszukuje, jest mi ciężko powiedzieć. Wiele też zależy od osoby, która go sprzedaje i na ile go sobie wyceni. Jeśli chodzi o nowości wydawane w Jaśle to za każdym razem mam odkładaną jedną lub dwie sztuki, to już zależy od tego, ile potrzebuje sztuk wydanego wzoru. Co do starszych wzorów to śledzę fora. Do tego mogę liczyć też na pomoc znajomych, którzy pomagają mi w osiągnięciu mojego celu. W moim przypadku najczęściej do wymiany dochodzi poprzez forum kolekcjonerów, choć ostatnimi czasy do transakcji dochodzi również za sprawą mojej strony na FB. Podsumowując, to dość rzadko trafiałem na wymiany, większości odkupowałem brakujący wzór, chociaż oczywiście zdarzały się też nieliczne wymiany szalik za szalik. W mojej kolekcjonerskiej przygodzie nie trafiłem jeszcze na niehonorową osobę, bo za każdym razem staram się sprawdzać opinie o niej na forum lub u znajomych kolekcjonerów, którzy mogą coś wiedzieć na temat danej osoby. Każda powiększająca się kolekcja zajmuje coraz więcej miejsca i dlatego moje szaliki są trzymane w osobnym pokoju na zrobionej szafce z czteroma półkami i do tej pory wszystko się tam mieści. Dość często sprawdzam wszystkie szaliki po kolei, czy nic się z nimi nie dzieje, żeby wiedzieć, w jakim są stanie. W obecnej sytuacji i miejscu, jakim się znajdują, żadne mole im nie grożą. Zgadzam się, że dawniej szaliki były ciekawsze, niż są teraz, bo praktycznie każdy wzór był robiony innym motywem, żeby nie miał nic wspólnego z poprzednim. Obecnie chyba weszła jakaś moda na drukowane szaliki, bo większość ekip jak nie wszystkie robią szale tego typu. Może i mają jakiś swój urok i są ładne i starannie robione, ale na pewno nigdy nie dorównają szalom dzianym. Wydaje mi się, że robienie takich szalików jest tańsze i szybsze, niż produkowanie szalików dzianych. Brak szali na trybunach jest zauważalny bardziej w ekipach z niższych lig. Wiadomo, nie tyczy się to wszystkich, bo jest sporo klubów, na które kibice przychodzą w szalikach czy innych gadżetach klubowych. Na meczach Ekstraklasy czy też 1 ligi da się zauważyć dużo barw klubowych i w tych ligach nie widać jak to nazwałeś dominacji kultu chuligana. Według mnie z polskich trybun nigdy nie znikną szaliki klubowe, bo jakby nie patrząc wielu ekipach przed wyjazdem czy to u siebie jest np. wspominane, żeby zabierać barwy ze sobą. Owszem da się dostrzec w tych czasach jeszcze na stadionach dywany z szalików przeciwnika, które już nie są nawet palone na stadionie dla uniknięcia kar dla klubów czy też samych kibiców. Niestety nastały takie czasy, że karzą za wszystko, co im się podoba i szczerze wątpię w to, że kiedyś pod tym względem coś się zmieni na lepsze dla nas. Gdy się widzi palące barwy swojego klubu, na pewno jest to bolesny widok, który podnosi ciśnienie, przez które człowieka napaja jeszcze większa nienawiść i tu już jest bez znaczenia czy to szaliki unikatowe, czy łatwiejsze do zdobycia, w końcu barwy to rzecz święta.

Kolekcjoner szali Widzewa
Pierwszy szal dostałem od kolegi w czasach gimnazjalnych, ale wtedy jeszcze nie interesowałem się polskim światem kibicowskim. To właśnie ten moment można uznać za początek mojej przygody z kibicowaniem i jeżdżeniem na mecze. Generalnie zaraził mnie tym kumpel ze szkoły, z którym pojechałem na pierwszy mecz domowy w Łodzi. Widzew podejmował wtedy Odrę Wodzisław Śląski. To był chyba 23 a może 26 lutego 2008. Grunt, że mój pierwszy mecz i od razu wygrana 4:3! Moja pasja do kolekcjonowania zaczęła się kilka lat później jakoś w 2013 roku, kiedy postanowiłem, że chciałbym zgromadzić jak najwięcej szali Widzewa. Ot, tak po prostu. Na początku były to tylko szale tkane mojego ukochanego klubu. Potem już wybierałem takie, na które było mnie stać i w ten sposób w swojej dość skromnej, bo liczącej około 38 sztuk kolekcji mam pozycje tkane, dwustronne, anty, klubowe, czy patriotyczne. Największa ilość, jaką posiadałem, sięgała 55 sztuk. Niestety sytuacja zmusiła mnie, do redukcji i odsprzedaży. Moja rodzina do dzisiaj nie potrafi zrozumieć, po co mi tyle szali :-) Dla mnie to hobby, pasja… Dla jednych to tylko kawałek bawełnianego materiału, ale dla mnie jako kibica, szalik to najważniejszy element pasji. Nabywając szaliki, staram się poznać ich historię np. kiedy i w jakich okolicznościach powstał, tak jak np. po skrojeniu flagi wrogowi Visitors. Każdy przywraca jakieś wspomnienia. Złote krążki jak to niektórzy mówią, są to szale, za które niektórzy daliby tysiące. Sam na szal nie przeznaczę więcej niż 400 złotych. W swojej kolekcji posiadam pozycje, które ciężko jest zdobyć – Anty Legia, FC Skierniewice, czy Awanturnicy. Za żadne skarby ich nie oddam, chociażby dlatego, że z nimi najwięcej przejeździłem. Rzadko się zdarza spotkać gratkę na aukcji czy gdziekolwiek na forum… ale jak już spotykam szal, który naprawdę ciężko znaleźć to od razu pojawia się na mojej twarzy uśmieszek… i co? Trzeba licytować :-) Nie jest to takie proste, gdyż chętnych jest też wiele. Nie chcę ujawniać, ile przeznaczyłem najwięcej na pojedynczy egzemplarz, jedyne co mogę wyjawić to, to że od dawna poszukuję szalika Fan Club Skierniewice wydany jakoś w końcówce zeszłego wieku albo początku obecnego. Nowe egzemplarze do kolekcji pozyskuję przez Internet tj. fora z szalikami, bądź forum widzewskie, czy też naszej zgody Ruchu Chorzów. Jeszcze nigdy nie trafiłem na nieuczciwego sprzedawcę. Jak przechowuję szale? W moim przypadku około 25 szali wisi na ścianie, to te, które są najważniejsze, a resztę przechowuję w szafie. O mole się nie boję, bo sprawdzam je co jakiś czas. Szalik to nasza wizytówka nasz atut i najważniejsza rzecz, jaką mamy przy sobie na stadionie. Szaliki z trybun na pewno nie znikną. Nie ma się o co martwić. Co do dywanu z szali, to jest ogromny ból i żal, ale cóż tak było, jest i będzie. Zawsze kogoś się uda skroić, taka już nasza stadionowa polityka.

Alpio – Górnik Zabrze
Moja przygoda z szalami zaczęła się całkiem przypadkowo. Pewnego słonecznego popołudnia, a było to już chyba z dobre 10 lat temu, przeglądając Internet, natrafiłem na zdjęcie jednego z kolekcjonerów szali i tak po prostu stwierdziłem, że będę w miarę możliwości kupował szalik miesięcznie. Początkowo kupowałem po jednym, później, jak nadarzyła się jakaś okazja to więcej. Obecnie posiadam w swojej kolekcji 600 szali i są to tylko i wyłącznie szale związane z Górnikiem Zabrze. Szale ogólne, Fan-Clubowe, łączone, pasiaki, okolicznościowe czy mini szale, dziane, tkane – każdy niezwykle cenny. Stało się to po prostu częścią mojego życia i nie ma dnia, żeby nie mieć kontaktu ze swoją kolekcją. Myślę, że każdy zbieracz posiada w swojej kolekcji szaliki pożądane przez innych. Tak i w mojej jest parę, o które często pytają. Szal Torcida Germany, Bergman Hindenburg, Fan-Clubowe, Górnik – Admira, czy Górnik – Arka i na pewno jeszcze parę innych. Jest też sporo szali, których i ja poszukuję, a na chwilę obecną są poza zasięgiem. Dotychczas za szal, za który zapłaciłem najwięcej, musiałem przeznaczyć około 500 zł + szalik gratis. Ile dałbym najwięcej? Ciężko jest odpowiedzieć, myślę, że wszystko zależy od zaawansowania kolekcji. Jeżeli byłby to jeden z ostatnich brakujących pewnie bym dobrze kombinował nad zakupem. Jeżeli chodzi o nowe szale, to na bieżąco staram się śledzić wszelkie serwisy czy fora i od razu je kupować bądź się zapisywać. W sklepie klubowym są one dla mnie odkładane, a co do starszych okazów to czasami dają znać znajomi, czasami samemu uda się dotrzeć do takiej osoby, ale ogólnie to jest coraz ciężej. Wymiany szal za szal też się trafiają. Zdarzają się również nieuczciwi sprzedający, ale na szczęście, przynajmniej w moim odczuciu, jest ich coraz mniej. Obecnie posiadam około 600 szali. Mam je poukładane wg kategorii i zgodnie ze stroną internetową. Przechowywane są w 2 szafach. Oczywiście na bieżąco są przeglądane, często dokładane i myślę, że nic im nie grozi. Co do nowych wzorów szali to jestem pełen podziwu dla osób, które je projektują, że przy tylu wzorach są w stanie wymyślić coś nowego, innego. Myślę, że każdy szal dla kolekcjonera jest cennym egzemplarzem w jego kolekcji, niezależnie od rodzaju. Nie wyobrażam sobie momentu, kiedy to na stadionie mogłoby zabraknąć szala, koszulki, flagi, czy innego gadżetu kibicowskiego. Ostatnio w Zabrzu przy okazji otwarcia nowego stadionu 24 563 kibiców miało ten sam szalik i trzymając go w górze, pozostawiło niezapomniany efekt. Jeżeli chodzi o wzajemne podkradanie i niszczenie sobie barw – uważam że ten rytuał pozostanie na zawsze. Z całą pewnością patrząc na przywłaszczone czy jak to się też często zdarza palone m.in. szale, bardzo żałuje znikającego gadżetu, ale nic się nie da zrobić. Trzeba mieć nadzieję, że płonący szal, którego nie mam, jest jeszcze w czyimś posiadaniu i że uda mi się go zdobyć.

Kanip – GKS Katowice
Witam serdecznie, w swojej kolekcji szalików GieKSy posiadam ponad 240 różnych wzorów, które kolekcjonuję już od około 20 lat. Zbieram także inne gadżety związane z moim klubem. Hobby zaczęło się już w szkole podstawowej, kiedy dostałem pierwszy szalik od kolegi i ruszaliśmy na mecz, Dokładnie pamiętam, że było to spotkanie z Widzewem Łódź, tak to się zaczęło i trwa do dzisiaj. Szaliki do kolekcji zdobywam na różne sposoby. Mecze, aukcje, wymiany, znajomi. Najcenniejsze szaliki, które posiadam to oczywiście te pucharowe z takimi drużynami jak ARIS SALONIKI, BAYERN LEVERKUSEN, GIRONDINS DE BORDEUX i to właśnie te szaliki są moimi perełkami w kolekcji :-) Najtrudniej było zdobyć szalik z ARISEM SALONIKI, bo była ich wydana naprawdę niewielka ilość. Najbardziej podobają mi się wzory szalików z lat 90, one mają swój kibicowski klimat. Swoje szale mam wyeksponowane na regałach i muszę przyznać, że mam dla nich coraz mniej miejsca. Obecnie się o to nie martwię, bo jak go zabraknie, to coś się na pewno wymyśli :-) Postanowiłem, że na każdy mecz będę zabierał inny szalik i tego się trzymam ;-) Wiadomo, że jak widze palący się dywan z szalikami a np. widze w nich jakiś szalik z GieKSy obojętne, jaki wzór to logiczne, że nie jest to przyjemne uczucie. Na szczęście takich widoków jest bardzo mało. W mojej kolekcji brakuje kilku wzorów. Wiadomo, że mając tak pokaźną kolekcję, coraz trudniej jest zdobyć te brakujące wzory, ale moim celem jest zdobycie każdego wzoru szalika, jaki tylko wyszedł :-) Nie wyobrażam sobie trybun i kibiców bez szalików, bo to zawsze był atrybut prawdziwego i oddanego kibica. Mam nadzieję, że szale na zawsze pozostaną na stadionach. Na koniec chcę pozdrowić wszystkich kolekcjonerów gadżetów sportowych i czytelników tej strony.

8 Komentarze on Kolekcjonerzy szalików, czyli fascynaci barw klubowych ze zbieracką pasją

  1. Mamy jakiegoś fanatyka szali Craxy ???

  2. igor ziom // 2017-01-09 at 19:13 // Odpowiedz

    czemu nie ma Lechii i Śląska nigdy ?

    • Łapałem kontakt do kilkunastu kolekcjonerów, chęć współpracy wykazali tylko Ci panowie, za co raz jeszcze bardzo im dziękuję.

  3. Koleżka P z AG to niezły bajkopisarz. W tych swoich śmiesznych zinach nie raz potrafił naginać kibicowskie fakty;szczególnie wobec ekipy której w pewnym nadmorskim mieście nie ma:-)

  4. Jest tutaj jakis kolekcjoner pamiatek odry wodzisoloiaiw?

  5. Siema poszukuje szala !!!
    ŁKS ŁÓDŹ “CRAZY CANNIBALS”
    Posiada ktoś ? Pzdr

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*