Kristina Černiauskaitė – wywiad z litewską ultrafotografką

Kibol: Witaj Kristina, myślę, że lepiej użyć słowa zjawiskowa niż kontrowersyjna w stosunku do Twojej osoby. Opowiedz nam coś o sobie, jak zaczęła się Twoja kibicowska przygoda, od kiedy fotografujesz trybuny oraz przede wszystkim odpowiedz, jak to się stało, że kobieta zainteresowała się ruchem kibicowskim do takiego stopnia?
Kristina: Chodzić na mecze zaczęłam od roku 2005-2006. Tak to się stało, że miałam znajomych kibiców i zaczęłam chodzić na mecze koszykówki drużyny BC Sakalai (Sokoły) w Wilnie (teraz już go nie ma, bo zbankrutował kilka lat temu). Klub miał małą, ale naprawdę bardzo kreatywną grupę ultras (około 20 osób). Chłopaki malowali oprawy, palili piro, jeździli na każdy wyjazd swojej drużyny i ja się dołączyłam do nich. Dla mnie tak naprawdę kibicowanie zawsze było bardzo dziwne – uważałam, że to jest sprawa męska i dziewczyna w pierwszych rzędach młyna wygląda przede wszystkim dziwnie, a po drugim nawet śmiesznie (bo jestem z kraju, gdzie się mówi, że miejsce kobiety jest w kuchni, a wszystko poza tym jest spalone, niedozwolone). No i właśnie to mi nie dawało spokoju w sercu, ale w międzyczasie ja zawsze chciałam robić zdjęcia (od dzieciństwa, ale w tamtych czasach kupić dla dziecka aparat to było coś tak wyjątkowego i drogiego, że oczywiście nie było na to szans). Na meczach patrzyłam na kibiców, na oprawy, piroshows i zawsze myślałam: kuuuurde, byłoby bardzo fajnie zrobić zdjęcie tych opraw. Wtedy chłopaki mogliby mieć nie tylko temat do rozmów, ale też mieć fajną pamiątkę i pokazać kumplom zdjęcia. Zaczęłam pracować w swojej pierwszej pracy w życiu i oszczędzać pieniądze na aparat… żeby zrobić zdjęcia kibiców! No i nareszcie nastąpił 2008 rok, początek stycznia i pojechaliśmy na wyjazd do Tallinn (Estonia) i to był mój debiut w fotografowaniu kibiców. W kolejnym roku, po skończeniu sezonu koszykówki, zaczął się sezon piłkarski (u nas koszykówka kończy się na wiosnę i akurat wtedy, zaczyna się sezon piłki nożnej). Bardzo podobało mi się robić zdjęcia i pomyślałam, że byłoby fajnie też spróbować robić fotki na piłce. Najgłówniejszym klub Wilna zawsze był Žalgiris, który ma największą grupę ultras w krajach bałkańskich, a chłopaki z mojej grupy ultras zawsze dobrze się kumali z ultrasami Žalgirisu. Zapytałam więc liderów oby dwóch stron czy to będzie okey robić zdjęcia kibicom Žalgirisu. Nikt nie miał nic przeciw i tak się zaczęło, że od 2009 roku robię fotki kibiców piłki nożnej.
Kristina_cerniauskaite_foto_01
Kibol: Jako kobieta nie boisz się swojej pasji? Przecież w mediach cały czas powtarzają, że kibice czy też kibole to swołocz i banda bezmózgiego bydła. Czy nie lepiej byłoby malować sobie paznokcie, zakładać krótkie sukieneczki, czy też co weekend lansować się na imprezach, zamiast jeździć na mecze? Co takiego szczególnego jest w kulturze ultras, że wybrałaś w swoim życiu właśnie taką drogę?
Kristina: Paznokcie nie raz mam pomalowane. Kilka sukienek też w szafie wisi, co prawda, gdzieś głęboko i są to takie, które pasują do każdej okazji od wesela do pogrzebu. Tak ogólnie większość moich ciuchów są to koszulki, jeansy, bojówki, spodenki czy bluzy. Ubrania muszą być wygodne, tak aby móc jechać na wyjazd i biegać z aparatem na stadionie, jak i poza nim. Co do imprez, to ja już tyle się naimprezowałam w czasach szkoły, że nie wiem, co nowego można na imprezach zobaczyć: przed imprezą, impreza, po imprezie, dużo alkoholu, muzyka i zawsze wszystko się kręci tak samo, tylko oczywiście nie raz miejsca i ludzie są inni. Oczywiście są też ludzie, których nudzi kultura ultras, bo mówią, że widzieli już wszystko, ale ja akurat do takich nie należę. Dla mnie kultura ultras to coś innego, tam zawsze dzieje się coś nowego. W każdym kraju, na każdej ośce, za każdym rogiem można znaleźć coś nowego, spotkać fajnych ludzi. Stare stadiony, obdrapane ściany z grafami, vlepki na znakach drogowych i to wszystko jest ciekawe! Koszulki, kominiarki, szaliki, flagi, to jest piękne! Oprawy, race to wszystko fascynuje! Najbardziej wartościowi są oczywiście ludzie. Ja mogę godzinami słuchać historii o meczach i wyjazdach, o starych i nowych czasach, o oprawach i awanturach, o smutku i radości!
Co do tematu mediów, to można porównać to, co tam jest pisane z tym, co się pisze na ścianach – mój tata kiedyś do mnie powiedział, że na ścianach można się sporo naczytać, ale ty chyba we wszystko nie wierzysz? Media  zawsze mają swoje powód do pisania o tym, czy o tamtym. W dzisiejszych czasach nowych mediów, a już najbardziej – social mediach można znaleźć różne informacje, różne opinie… ale w które wierzyć? Czy wierzyć w ogóle, jak obecnie założyć stronę potrafi chyba nawet małpka. Każdy z nas wybiera coś, co jest najbliższe jego sercu i w to wierzy. Ja zawsze chce wszystko zobaczyć swoimi oczyma, a nie wierzyć mediom, dlatego oni mogą pisać, co chcą, a ja nadal będę jeździć na stadiony, by własnym sercem poczuć ten klimat. I co jest jeszcze ważne, ja jako przedstawiciel kibicowskich mediów chce pokazać ruch kibicowski z tej najlepszej, najpiękniejszej strony i obojętnie jakich kibiców fotografuję, to robię to, bo myślę, że każdy ruch kibicowski i każda ekipa jest  na swój sposób piękna i wyjątkowa!
Na tych stadionach zbierają się ludzie, których filozofia życia, zasady i wartości mi pasują i się podobają. Po prostu ja wierze w ich racje i sens bardziej niż w jakieś inne. Ludzie próbują tam działać w bardzo konkretnych ramach zasad swojej kultury, które ogólnie wydają mi się dobre oraz sprawiedliwe i są często wsparciem w życiu, oraz pokazują kierunek, w którym można iść. Oczywiście rozumiem, że nie raz są różni ludzie i różne sytuacje, a świat kibicowski nie wygląda tak różowo, jak bym nam się chciało go widzieć.
Czemu wybrałam akurat ten klimat? Trudne pytanie. To tak samo, jak odpowiedzieć na pytanie człowieka, którego kochasz „Skarbie, za co mnie kochasz?”. No kuuurde, kocham, bo nie wyobrażam sobie życia bez tego, bo co dzień idę spać z przemyśleniami na temat kultury ultras. Myślę o zdjęciach, meczach, wyjazdach i co dzień się z nimi budzę. Nie wyobrażam sobie, że ktoś może mi to odebrać, dla mnie jest to porównywalne, jak odebrać człowiekowi powietrze, którym on oddycha. Wiem, że brzmi to dziwnie, może nawet śmiesznie, ale dla mnie to najlepsze porównanie.
Kristina_cerniauskaite_foto_02
Kibol: Twoje zdjęcia można zobaczyć głównie na łamach niemieckiego Blickfang Ultra oraz sporadycznie w naszym polskim To My Kibice. Są jeszcze jakieś redakcje, które zamieszczają Twoje fotki, a może masz własną witrynę ze zdjęciami? Czy na Litwie jest jakiś magazyn lub też witryna internetowa, gdzie zamieszcza się Twoje fotki? Napisz coś na temat litewskich mediów kibicowskich.
Kristina: Jestem redaktorką odpowiedzialną za zdjęcia i też jedynym fotografem Blickfang Ultra (jak kiedyś pisałeś, w „najlepszym fanzine” (hehehe), dlatego moje zdjęcia są robione najpierw dla tego magazynu. Oczywiście nie wszystkie fotki ze wszystkich meczów są drukowane w tym magazynie, bo nie raz po prostu nie ma miejsca albo jakiś mecz lub też nie pasuje tematycznie, ale dla mnie to żaden problem, bo zdjęcie robię przede wszystkim, dlatego że to kocham, a nie żeby później je gdzieś pokazać. Chętnie wysyłam też zdjęcia do „To My Kibice” jak oni coś potrzebują ode mnie. Oba magazyny bardzo sprawnie ze sobą współpracują i zawsze sobie pomagają. Swoje zdjęcia daje też bez problemów kibicom drużyn, na których meczach jestem. Oczywiście zdjęcie dla danej ekipy, a nie wrogów albo takie coś! Zawsze bardzo uważam, komu daje te zdjęcia, sprawdzam osoby, aby fotki nie trafiły w niepowołane ręce. Kilka razy było tak, że pisali do mnie przedstawiciele mediów z innego kraju i prosili, aby dać zdjęcie z jakiegoś fajnego meczu, nawet chcieli za to zapłacić. Ja najpierw zaczęłam sprawdzać co to za media, później myśleć czy to dobry pomysł, a dopiero po kilku dniach, kiedy oczywiście już było za późno (w czasach szybko zmieniającej się informacji, wiesz, wszystko musi być poddane teraz i tutaj) ostatecznie cieszyłam się, że nie dałam, bo po prostu nie byłam pewna źródła mediów… :-) 
Nie mam żadnej swojej strony. Ogólnie wspieram papierowe magazyny, według mnie mają one większą wartość niż Internet. W sieci jest dużo informacji, które szybko się zmieniają i co na końcu zostaje w głowie? Chyba tylko chaos i zmęczenie. Co innego, jak weźmiesz do rąk papierowy magazyn i patrzysz na te zdjęcia. To wygląda jakoś wyjątkowo… Można to zobaczyć też po jakimś czasie. Czemu ludzie nawet dotąd drukują swoje zdjęcia i dodają do albumów rodzinnych? Czemu nie wystarcza im mieć ich na komputerze? Chcą pamiętać, chcą wziąć i zobaczyć znowu i znowu, bo akurat w takim formacie to jest coś do zobaczenia. To jest po prostu wyższy poziom gromadzenia informacji.
Litewskie media kibicowskie… Puuuh, jak by było co pisać, to bym coś napisała :-) Ogólnie to my nie mamy żadnych mediów, oprócz kilku stron kibicowskich na Fejsie, Instagramie, no i kilka stron internetowych kibiców jednej czy drugiej drużyny. Kilka lat temu działała jeszcze strona Ultras.lt, której celem było informować o litewskich kibicach piłki nożnej. Ja byłam jedną z najgłówniejszych redaktorów, ale jakoś w końcu nikt nie miał czasu i ochoty nic pisać (ja ostatnio tylko wrzucałam zdjęcia) i strona po prostu umarła. Ogólnie ludzie niby chcą coś działać, ale jak ktoś zaczyna coś robić, to znajduje się 10 osób, które „wiedzą wszystko lepiej” i zaczynają swoimi opiniami po prostu niszczyć każdego autora i po  ciężko jest wtedy wytrzymać. Ogólnie jedyne co pozostaje, to wrzucać tylko zdjęcia z meczów. Na żaden artykuł o tematyce kibicowsko-filozoficznej,  albo filozoficzno-kibicowskiej  nie ma co liczyć, bo ludzie nie chcą nic pisać przez panujące ciśnienie.
Kristina_cerniauskaite_foto_05
Kibol: Z racji tego, że mieszkasz w Wilnie, nie sposób jest mi zapytać o dość głośną medialnie w Polsce aferę z transparentem kibiców Lecha Poznań. Jak na ten przekaz („Litewski chamie, klęknij przed polskim panem") reagowały Wasze lokalne media? Czy wokół tej sprawy było równie dużo zamieszania, jak w Polsce?
Kristina: No dla naszych mediów to był cukierek, wiadomość sportowa a później chyba polityczna roku… hehehe. Najpierw pojawiła się wiadomość o samym fakcie wywieszenia transparentu, a później różne komentarze wygłaszane przez ludzi związanych z piłką nożną, polityków, tłumaczenie słów polityków z Polski i takie coś. Ogólne rzecz biorąc, duży hałas :-) I właśnie ten hałas pomógł najwięcej tym ludziom, którzy chcą budować nienawiść pomiędzy tymi dwoma krajami.

Kibol: Będąc jeszcze przy Wilnie, które uważane jest przecież za polskie miasto, powiedz mi czy można tam spotkać polskie akcenty? Myślę, że na uwagę zasługuje tutaj, chociażby fakt, że my swobodnie porozumiewamy się w języku polskim. Powiedz nam jeszcze, w jakich językach się porozumiewasz i dlaczego polski jest Twoim ulubionym? :-)
Kristina: Ogólnie moim językiem jest litewski, ale od dzieciństwa umiem też mówić po polsku i rosyjsku. Przez dłuższy czas nauczyłam się w szkole i w pracy mówić po angielsku. Mogę czytać, słuchać i rozumiem, tylko nie umiem mówić po białorusku i ukraińsku. Z czytania rozumiem też serbski. Polski język mi się podoba, chyba przez to, że umiałam go trochę, od kiedy byłam mała (tak samo rosyjski), ale może też przez to, że ostatnio często jestem w Polsce, mam kilku bardzo miłych przyjaciół i znajomych w tym kraju. Fascynuje mnie też tamtejszy ruch kibicowski, a zrozumieć go najlepiej można tylko przez język: piosenki, hasła, gadki na ośce – to nie ma sensu, jak nie rozumiesz (a co więcej, nie czujesz) tego języka. Teraz moim marzeniem jest się nauczyć dobrze języka serbskiego, ogólnie podobają mi się języki słowiańskie. Ważny jest też język „Ojczyzny Ultras” – włoski, no i nareszcie niemiecki, bo jak można „pracować” w niemieckim magazynie i nie umieć tego języka? :-)
W Wilnie oczywiście można spotkać polskie akcenty (jak i akcenty np. ruskie, żydowskie itp.) i są one różne, np.: polska ambasada, serce Piłsudskiego na cmentarzu Rossy, polskie szkoły, polska radiostacja (znad Wilii), msza w niektórych kościołach po polsku i tak dalej. Niektórzy ludzie nie zrozumieją po polsku, ale za to bardzo dużo rozumie i mówi po rosyjsku. Rozumiem, do czego zmierzasz z tym pytaniem, ale powiem szczerze, ja mam już dość walki, do kogo należy Wilno. Ja jako Litwinka zawsze będę mówić, że Wilno jest litewskim miastem, sercem i stolicą Litwy. Oczywiście zgadzam się, że to też wyjątkowe miasto, bo jest ono z racji dawnych czasów multikulturowe i to czuć tu na każdym rogu. Odwiedzając jakieś inne miasto na Litwie, zrozumiesz, że jest ono zupełnie inne od Wilna. Niektórzy ludzie twierdzą, że Wilno, to nie jest Litwa, a Litwa, to nie jest Wilno. To  stwierdzenie, nie ma nic wspólnego z polskością, albo nie polskością, ale chodzi o specyficzność tego miasta.
Oczywiście 98 procent Polaków powie głośno i dumnie, że Wilno to jest polskie miasto. I wiesz co, niech oni tak mówią, bo to jest efekt ich wychowania, wykształcenia, kultury i historii. Za sprawą moich wypraw, byłam w różnych krajach, gdzie ludzie mają różne zdania i opinie i każdy broni swojej, przez co wiem, jak bardzo ciężko jest zmienić coś w głowie lub sercu człowieka, w co wierzy on przez całe swoje życie. Ja jako Litwinka, nie mogę powiedzieć inaczej, jak tylko, że Wilno jest Litewskie. Tak jestem nauczona, ja w to wierze i proszę Was, zostawcie moją prawdę i rację dla mnie, jak ja, zostawiam Wam waszą. A teraz zakładajcie kominiarki, wyciągajcie i odpalajcie race, a ja zabiorę swój aparat i przejdźmy do świata, który kochamy i który nas łączy – ŚWIATA KIBICÓW.

Kibol: Tak jak już wcześniej wspominałem, jesteś dość charakterystyczną postacią na stadionach. Przynajmniej ja nie słyszałem dotychczas o „ultrafotografce". Jak na Twoją obecność reagują faceci, kiedy widzą, że Twoją pasją są trybuny, a nie boiskowe zmagania? Masz jakieś profity czy też możesz z racji tego liczyć na szczególne względy?
Kristina: Że nie słyszałeś o „ultrafotografce” to jest dziwne, bo prawie każda grupa kibiców ma jakiegoś fotografa i bardzo dużą częścią z tego są też dziewczyny. Jak reagują faceci? Hmmm, faceci, jak reagujecie? :-) Ogólnie to chyba spoko reagują, bo ja nigdy nie słyszałam w swoją stronę jakiś niemiłych słów, nikt nie chciał dać mi w pysk, albo takie coś. Nawet odwrotnie, jak jest okazja się przedstawić kibicom, którym robię zdjęcia, pogadać z nimi, to większość osób mnie chwali, podziwia i mówią coś w stylu „eeeej, szacunek” :-) Ja zawsze próbuje rozumieć, jak muszę trzymać dystans między mną, a kibicami, żeby ich nie denerwować, nie przeszkadzać i robić swoje. To chyba się udaje…
Kristina_cerniauskaite_foto_08
Kibol: Jak na Twoją pasję reagują koleżanki? Panowie są zapewne zadowoleni z takiego obrotu sprawy, ale jak wytłumaczyć przyjaciółce, że zamiast iść z nią na zakupy, wolisz jechać z chłopakami na mecz? W dzieciństwie też wolałaś bawić się samochodami i chodzić po drzewach, czy zdecydowanie  jak każda dziewczynka wybierałaś lalki i zabawy w dom? :-)
Kristina: Ogólnie moje koleżanki to wyrozumiałe i twarde dziewczyny, które dużo walczą, żeby wytrzymać i utrzymać się nie na ostatnim miejscu w tym męskim światku. Ktoś robi doktorat i pracuje na uniwersytecie, ktoś organizuje jakieś imprezy albo festiwale, ktoś ma bardzo dobrą i odpowiedzialną pracę w biurze, ktoś ma też ciekawe hobby. Nie mogę powiedzieć, że któraś z nich mi się dziwi albo że którąś zadziwiam ja. Jak się spotkamy (co jest bardzo rzadko przez moje mecze i wyjazdy) to zawsze się cieszymy tym, co robi jedna albo druga.
A w dzieciństwie, tak, wybierałam lalki i zabawy w domu. Chociaż chodzić po drzewach też próbowałam i mi się to podobało :-)

Kibol: Kobieta, która lubi chodzić na mecze to skarb dla kibica, ale laska taka jak Ty, która totalnie zajarana jest kibolską pasją to już chyba diament. Jak to u Ciebie wygląda ze stanem cywilnym, panowie ustawiają się do Ciebie w kolejce, czy też jest już wybranek serca i trzeba wybić to innym z głowy?
Kristina: Hahahahahahaha, bardzo prywatne pytanie mordeczko, jak na wywiad :-) Ze znajomymi kibicami rozmawiamy o wielu rzeczach, w których nie raz pojawia się też temat o dziewczynach. Dużo osób mówi, że mają dziewczyny, ale one ich nie rozumieją: „pojechałem z chłopakami na ustawkę, ona się dowiedziała później, to taką awanturę w domu zrobiła, że hej”, „będziesz miał dziecko, to już na wyjazdy nie pojedziesz”, „ja chce na mecz, a ona cały czas stęka, że chce do kina”… Tak, w tym sensie ja jestem trochę inna. Nigdy nie powiem, że ma nie jechać na mecz albo wyjazd. Jak gość pojedzie na jakąś niebezpieczną wyprawę, to dam buziaka i pożyczę zwycięstwa, a jak będę miała dziecko, to uważam, że też można to wszystko jakoś ogarnąć tak, żeby wszystkim pasowało (oczywiście, dziecka na razie nie mam, to mogę też wszystko sobie nieco inaczej wyobrażać). Ja też potrzebuję dużo zrozumienia i cierpliwości z takim hobby. Nie raz nie mogę zrobić obiadu, bo dopiero co wróciłam z długiego wyjazdu i jestem zmęczona. Nie raz, nie mam czasu umyć naczyń, bo muszę szybko obrobić zdjęcia i wysłać do redaktora i grafika. Nie mogę iść na imprezę w weekend, bo się pakuję i jadę na wyjazd. Wszystko zaczyna się od rozmowy i zrozumienia oraz zaufania. Kobieta nie jest drugim najlepszym przyjacielem człowieka zaraz po psie, a mężczyzna nie jest jakimś kierowcą i pomocnikiem trzymającym reklamówki w galerii handlowej. Obydwoje są ludźmi, obydwoje mają swoje pragnienia  i marzenia  i trzeba znaleźć w tym jakieś porozumienie i porządek, a przede wszystkim rozmawiać, nie olewać jeden drugiego, nie tłumaczyć się jak na psiarni, tylko po prostu powiedzieć jak jest i dlaczego.

Kibol: Jak często można spotkać Cię na polskich stadionach? Jest jakieś szczególne miasto albo stadion, który sobie upodobałaś w Polsce?
Kristina: Ohhhh, ja w Polsce ogólnie czuje się, jak bym była malutkim dzieckiem, które nic nie widziało w życiu i wszystko jest nowe i ciekawe! Błyszczące centrum Wrocławia, obdrapane ściany w Łodzi, szare ulicy w Bytomiu, art-nouveau kamienicy w Bielsku, malutki miły rynek w Białymstoku, stare domy między górami w Nowej Rudzie i oczywiście mojego „ziomka” witającego mnie jak jadę do Polski – Pałac Kultury i Nauki w Warszawie :-) Wszystko mnie fascynuje, wszystko jest ciekawe i naprawdę nie mogę powiedzieć, które miasto podoba mi się najbardziej, bo tak naprawdę, każde ma swój klimat, a te klimaty są bardzo różne i mnie ciekawią. Jeśli chodzi o stadiony, to najbardziej lubię stare obiekty (np. stadiony drużyn takich jak: Zagłębie Sosnowiec, Ruch Chorzów, Górnik Wałbrzych…), takie większe, okrągłe i które mają bieżnię. Na takich stadionach jest bardzo wygodnie robić zdjęcia  kibiców, bo jest więcej miejsca, żeby chodzić w różne strony, ale najważniejsze jest to, że one mają klimat! Klimat tych starych dobrych czasów, o których ja słyszę legendy i których nigdy nie widziałam, nigdy nie czułam, przez co bardzo żałuję, ale też próbuję jakoś to zrozumieć. Wydaje mi się, że na takich stadionach każde krzesełko, każda ściana może opowiedzieć tyle ciekawych historii o ludziach, którzy z pokolenia na pokolenia chodzili tam na mecze! Takie stadiony umierają, bo są budowane te nowe, zimne modern areny.
Kristina_cerniauskaite_foto_09
Kibol: Oprócz Polski zaliczyłaś także obiekty w innych krajach, powiedz nam na ilu stadionach oraz ilu krajach czy może nawet kontynentach udało się Tobie być? Atmosfera, z którego stadionu przewija się w Twojej pamięci do dzisiaj? Czy jest jakieś miejsce, gdzie w ciemno pojechałabyś na mecz?
Kristina: Puuuh, tak naprawdę ja nie liczę stadionów, ani krajów i nie znam liczby. Byłam tylko w Europie i robiłam zdjęcia na meczach w takich krajach jak: Litwa (oczywiście!), Polska, Łotwa, Estonia, Rosja, Białoruś, Ukraina, Czechy, Słowacja, Austria, Węgry, Rumunia, Serbia, Bośnia i Hercegowina, Chorwacja, Grecja, Cypr, Niemcy, Włochy, Wielka Brytania… no i to chyba tyle. Do dzisiaj w mojej pamięci przewija się oczywiście atmosfera… Belgradu ze stadionów JNA lub Marakana. Dla mnie derby Belgradu to jest po prostu idealny mecz, gdzie wszystko jest możliwe, wszystko pasuje i wszystko fascynuje. Ja jako fotograf mam możliwość poczuć jeden ważny moment: na stadionie Crveny Zvezdy, Marakanie, jest taki tunel, przez który idą na boisko piłkarze, ale też media i inni funkcyjni. Jak idę przez ten długi tunel, który jest cały pomalowany hasłami Delije i coraz głośniej słyszę doping kibiców Zvezdy i wtedy już jest koniec tunelu, ja się odwracam, a tam tyyyyyysiące Delije i wszyscy głośno śpiewają coś  jak „Zvezda mi je sve” wtedy przez sekundę czuje się tak, jak bym mi nic w tym życiu nie brakowało. Poza stadionem może być koniec świata, trzecia wojna światowa, mi jest wtedy wszystko obojętne. To jak najlepszy narkotyk, to jak spełnienie najpiękniejszego marzenia! Gdzie bym pojechała w ciemno? No ja w sumie wszędzie jadę w ciemno albo bardzo często. W piątej lidze w Polsce, w malutkim miasteczku koło Napoli we Włoszech, też nigdy nie wiem, czego oczekiwać, ale jednak jadę. Zawsze coś się znajdzie, co może zaciekawić.
Kristina_cerniauskaite_foto_05
Kibol: Jakie wydawnictwa kibicowskie czytasz czy też kolekcjonujesz? Jesteś zwolenniczką Internetu, czy też wolisz wertować kolejne papierowe kartki drukowanych pism? Uzasadnij swoją wypowiedź.
Kristina: No ja oczywiście kolekcjonuje mój ukochany Blickfang Ultra na pierwszym miejscu i bardzo się cieszę, że mam wszystkie numery, chociaż było to prawie niemożliwe. Zbieram też „To My Kibice". Chociaż powiem szczerze, ja nie jestem fanatykiem kolekcjonowania, ale TMK zaczęłam kupować dawno temu, jak zaczęłam trochę jeździć za granicę. Iść na  dworzec  i szukać TMK to było jak rytuał, coś wyjątkowego, bez czego nie mógł obejść się żaden wyjazd! Ogólnie lubię dostać chociaż jedną sztukę z każdego fanzina albo takie książki z sezonu, gdzie jest dużo zdjęć. Mnie w magazynach kibicowskich głównie interesują zdjęcia. Ja je oglądam, analizuje tych ludzi, strukturę stadionów, zdjęcia jak są fajne, to patrzę, jak one są zrobione i szukam inspiracji. Jak rozumię  język magazynów to lubię czytać wywiady. Mnie to interesuje, bo to jest coś w stylu z ust do ust. To tak, jak siedzieć przy piwku z tymi kibicami i słuchać ich, albo o coś zapytać. Powiem szczerze, że nie każdy wywiad fascynuje tak samo: nie raz pytania są bardzo szablonowe, kibice odpowiadają bardzo subiektywnie i za dużo koloryzują swoją nie raz też szarą codzienność. Nie mówię, że ludzie muszą mówić żenującą prawdę, której się wstydzą, ale trochę krytycznego myślenia nigdy nie zaszkodzi. Najbardziej podobają mi się wywiady na tematy, o których nie dowiesz się, czytając Internet. Wiesz co jest haute-couture (high-fashion)? To dla mnie wywiad zawsze musi być dobrym wywiadem, sztuka gdzie jest wyciągnięte odpowiedzi z najgłębszego zakątka serca, które dadzą  czytelnikowi  poczuć się tak,  jak by  on  sam był w tej sytuacji  razem z tym człowiekiem, który odpowiada na te pytanie. Żeby moje przemyślenia o tym, jaki musi być wywiad, nie brzmiały jak  puste słowa, mogę dodać, że też nie raz robiłam wywiady (czytelnicy TMK Plus  może pamiętają wywiad z liderem ultrasów Žalgirisu kilka lat temu. To właśnie ja byłam autorem tego wywiadu). Ostatnio, co już w sumie było dawno temu, robiłam wywiad z kibicami Dynamo Kijów  o ultras na Majdanie dla Blickfang Ultra. Temat był ciężki, bolący, a chciałam uzyskać szczere i głębokie odpowiedzi, no i patrząc na opinie czytelników, chyba się udało i to nawet bardzo dobrze. Teraz też już długo mi się kręci w głowie kilka tematów, ale nie mogę skoncentrować się na tym szybko. Trzeba czytać różne historie i pomyśleć nad pytaniami, żeby były ciekawe, nowe oraz inne, ale także grzeczne i porządne. Trzeba myśleć, jacy ludzie by pasowali, szukać do nich kontaktu (jak nie ma) i pisać, albo najlepiej jechać, spotkać się i pogadać face-to-face.
Kristina_cerniauskaite_foto_14
Kibol: Masz jakieś swoje ulubione stadionowe hasło z flagi czy też transparentu? Dlaczego akurat to? 
Kristina: Może powiem bardziej o tych z Polski, bo teraz tak na szybko nie pamiętam zbyt dużo zagranicznych.  Ok, zacznę od tych śmiesznych :-) Ogólnie może nie brzmią one ładnie, ale jak ja widziałam je na zdjęciach czy gdzieś czytałam, to bardzo się śmiałam i nawet dotąd używam kilku w codziennym życiu, zmieniając jedno albo kilka słów, żeby pasowało do sytuacji. „Zobaczcie chuje, jak się dopinguje” (Radomiak Radom?), „Powiedz pierdolcu, co było rano na dworcu” (KKS Kalisz?), „Morda nie szklanka – ŁKS Limanka”, „ŁKS Limanka zaprasza na śniadanka” (ŁKS Lodz). Podobało mi się hasło na fladze Czarni Węgrów „wyjazd – kościół – praca – szkoła” – wydaje mi się, że to taki akurat super pasujący do życia polskiego kibica. Ostatnio podobała mi się też oprawa Legii Warszawa z transparentem „Fans hooligans”. Te dwa słowa dla mnie zawsze mają takiego ducha lat 90-tych, które wiele osób fascynują – widziałam na zdjęciach, że właśnie takie słowa były często używane na szalikach, flagach itp. w tamtych czasach.
No i teraz jak zaczęłam myśleć o zagranicy, to wspominam jedną  z flag Taurunum Boys (FK Zemun, Serbia) „Mala grupa – velika prica” – wywodzę się z malutkiej grupy ultras, która miała swoją nie krótką historię, była też uważana w swoim kraju za bardzo kreatywną i dlatego takie hasło pochwalające malutkie ekipy na mnie zawsze robią wrażenie, bo malutkie ekipy zawsze muszą dużo więcej walczyć, żeby się utrzymać w światku kibicowskim.

Kibol: Czego życzyć Tobie na najbliższy okres Twojej działalności kibicowsko-fotograficznej? Może masz jakieś szczególne marzenie do zrealizowania?
Kristina: Ciszy i spokoju. Hahahhahaha, żartuję, tylko nie tego! Życz mi przede wszystkim zdrowia, żebym wytrzymała te setki kilometrów, które muszę zapierdalać, jak jadę nawet na najbliższy mecz. Kreatywności, żeby te moje fotki nigdy nie nudziły ludzi. Szczęścia, żeby udało się trafić na dobre mecze. Pieniędzy i utrzymania się dalej w pracy, żeby nie zabrakło kasy na wyjazdy. Życz mi też najważniejszej rzeczy, na stadionach i poza nimi, aby spotkać dobrych i serdecznych ludzi, takich jak spotkałam dotychczas. Dziękuję!
Kristina_cerniauskaite_foto_07

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*