Michał Buczak – Krew na stadionach

Długie jesienne wieczory to idealny czas, aby oddać się lekturze książek związanych z ukochaną tematyką. Z racji tego, że kiedyś znacznie bardziej lubiłem filmy od drukowanych pozycji, teraz jestem „zmuszony” nadrabiać swoje czytelnicze zaległości, lecz czas poświęcony książką uważam za wykorzystany pozytywnie w stu procentach. Tym razem postanowiłem zapoznać się z twórczością Michała Buczaka oraz pierwszej z jego „trylogii” książce o wdzięczny w tytule – „Krew na stadionach”, która została wydana pod koniec 2010 roku.

„Krew na stadionach” – zarys fabuły

Jak informuje sam wydawca ta prawie 250 stronicowa książka jest pierwszą w Polsce opartą na fikcji literackiej powieścią o kibicach piłkarskich. Książka opowiada o losach 3 fanatyków warszawskiej Legii na kibicowskim szlaku w szalonych w latach 90, dla których głównym celem ich wypraw są… zadymy stadionowe. Bohaterem książki towarzyszymy od ich pierwszego meczu, aż do momentu, gdy dorośleją i grupa zaczyna się nieco wykruszać. Wiele historii z książki pokrywa się z faktami, ale niekiedy fikcja literacka staje się niczym science fiction, co znacznie ujmuje tej pozycji. Duże ciśnienie na kibiców Polonii oraz Lecha jest chyba aż przesadnie pokazana, no ale widocznie taki był zamysł autora i jego osobisty stosunek do tych ekip.

„Krew na stadionach” – moje odczucia i opinia

Niestety muszę przyznać, że książka strasznie mnie rozczarowała. Co prawda mam do jej autora ogromny szacunek, że odważył się ją stworzyć i wydać, bo jak powszechnie wiadomo, najłatwiej jest tylko negować i wytykać błędy. Z racji tego, że za nią zapłaciłem i przebrnąłem przez wszystkie strony do samego końca, uważam, że mogę pozwolić sobie na kilka słów konstruktywnej krytyki.
Najbardziej razi mnie chyba brak stworzenia profilu psychologicznego bohaterów, przez co tak na dobrą sprawę są oni całkowicie anonimowi. Nie mamy informacji na temat ich życia prywatnego, czy tak ważnego aspektu, jak emocje towarzyszących im podczas chuligańskich ekscesów. Tym samym autor daje mi do myślenia, czy aby na pewno był on uczestnikiem opisywanych zajść, czy może tylko obserwatorem, a może nawet i wolnym słuchaczem, który tylko tak jak gąbka pochłaniał informacje przekazywane przez bardziej „kumatych” kolegów.
Nie wiem, jaki był cel napisania tej książki, lecz patrząc na nią z obiektywnego punktu widzenia, przytacza ona chyba wszystkie możliwe negatywne stereotypy dotyczące naszego środowiska. Niestety, ale naszych bohaterów odebrałem raczej jako półgłówków, którzy to pomimo, chociażby umiejętności zaplanowania spektakularnych akcji niejednokrotnie potrafili zaskoczyć swoim jakże ubogim słownictwem oraz prostackim zachowaniem.
Ksywy kibiców to coś, co w znaczny sposób kojarzy mi się ze środowiskiem, bo raczej rzadko ktoś operuje imionami. Tutaj przedstawiciele sportowych wrażeń zostali nam przedstawieni z imienia, co także jakoś dziwnie jest przeze mnie odbierane i tym samym podważa autentyczność. Szkoda, że 14 działów nie zostało w jakiś sposób nazwanych, bo równie dobrze powieść mogłaby być jedną, wielką całością.

Czy warto przeczytać „Krew na stadionach”?

Podsumowując, to sam poważnie się zastanawiam, czy polecać tę książkę dalej. Pewne jest, że publikacja skierowana typowo do kibiców piłkarskich, ponieważ moim zdaniem „zwykły” czytelnik po przyswojeniu kilkunastu, a może i kilkudziesięciu stron odłoży ją na bok. Oczywiście ja bez skrupułów zasiądę do kolejnych 2 pozycji Michała z nadzieją, że mnie one pozytywnie zaskoczą, czas pokaże… Mimo wszystko uważam, że znacznie lepiej jest poświęcać się książce i wertowaniu kolejnych papierowych stron, niż zabawom kciukiem na pilocie telewizora w poszukiwaniu ciekawych programów, których to zazwyczaj i tak nigdy w telewizji nie ma :-)
krew_na_stadionach_michal_buczak

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*