Gdzie się podziały kibicowskie ideały?

Gdzie się podziały kibicowskie ideały? Gdzie te czarno-białe, kserowane strony? Jestem kurwa zniesmaczony…

Od jakiegoś czasu zacząłem interesować się zagranicznym rynkiem wydawniczym, chociażby z tego powodu, że na naszym praktycznie nic się nie dzieje… Czasy, kiedy prawie każda ekipa miała przynajmniej jeden liczący się tytuł niestety dawno odeszły w zapomnienie. Poziom mojego rozczarowania, a następnie zażenowania był tak ogromny, że zmusił mnie do przelania kilku przemyśleń na papier, które to w idealny sposób powinny wyrazić moją irytację.

Nasze samouwielbienie i system wartości

„Jesteśmy najlepsi” słyszy się przecież nieraz na polskich stadionach z ust kibiców. Ilość pozytywnych opinii na temat naszej wyższości nad resztą Europy jest do tego stopnia ogromny, że gdybyśmy tylko mogli, to sami weszlibyśmy sobie w dupę… Przesadzam? Może trochę faktycznie odważnie to skomentowałem, ale myślę, że to porównanie jest równoznaczne z poziomem polskiego samo zachłyśnięcia. Krajem, który może liczyć na znaczący respekt z naszej strony, jest Rosja. Wynika to tylko i wyłącznie z kultu siły i bardzo dobrej jakości grup chuligańskich, tylko czy ruch kibicowski to tylko ekipy sportowe? Jest przecież tyle możliwości zaistnienia w naszej kibicowskiej kulturze, a jednym z nich są właśnie kibicowskie ziny i wydawnictwa, czyli dziedzina, w której jako kraj kulejemy i to bardzo poważnie.

Papierowe publikacje są na wyginięciu

Postanowiłem ostatnio przeszukać Internet w poszukiwaniu papierowych wydawnictw redagowanych lub też współtworzonych przez kibiców, no i niestety rezultat, jaki udało mi się wyszukać, rozczarowała mnie jeszcze bardziej, niż się tego spodziewałem. Nie wiem, czy wynika to z nieudolności pisania, czy też patologii czytania, a może po prostu wpoiliśmy sobie do głowy jakieś pierdoły, uznając, że czytanie jest dla frajerów. Jedno co jest pewne, to uwstecznienie wśród społeczeństwa, które jest do tego stopnia ogromne, że jeszcze trochę i niczym neandertalczycy będziemy używali pisma obrazkowego do wyrażania samych sobie, chociaż za sprawą aplikacji społecznościowych ma to już miejsce… a może być jeszcze gorzej.

Popieram, ale nie wspieram

Ilekroć spotykam się z opinią, że dany zin ukazał się w formie papierowej, bo w Internet nie jest wieczny, a tym samym strona, którą prowadze nie ma najmniejszego sensu, bo i tak kiedyś zniknie, zaczynam się poważnie zastanawiać. Trafnie zwraca się uwagę, że papier można odłożyć na półkę, wrócić do niego, kiedy się tylko chce itp. Muszę przyznać, że brzmi to całkiem świetnie, wręcz górnolotnie, co w pewien sposób działa kojąco na moją negatywną opinię, szkoda tylko, że działa to tylko przez chwilę… Po rozmowach z wydawcami kilku undergroundowych tytułów, którzy mimo wielu przeciwności trwają w tym, co kochają, dochodzę do wniosku, że liczba tych zagorzałych ideowców nie przekracza nawet 200 odbiorców! Tylko tylu? Co w takim razie z resztą kibicowskiej Polski? Reszta po przekalkulowaniu zysków i strat woli wydać vlepki, czy też inne dochodowe gadżety, tak aby nieco ubogacić zasoby własnej kieszeni, a wydanie problematycznego pisemka kibicowskiego mówiąc dość delikatnie, pozdrawiają środkowym palcem… przykre, ale niestety takie prawdziwe.
Nie myślę tutaj o wydawaniu miesięczników, czy też dwumiesięczników. Myślę, że nie tylko ludzie tacy jak ja w zupełności zadowoliliby się podsumowaniem sezonowym w wykonaniu jakiejś ekipy. Na „dzikim zachodzie”, tak bardzo wyśmiewanym w naszych szeregach, jakoś potrafią puścić do druku takie wydawnictwo, ba… nawet potrafią znaleźć zbyt na obszerne gazetki kibicowski liczące sobie nie rzadko ponad 100 stron. Można? Jak się chce to można.

A co będzie potem?

Zastanówmy się, co pokażemy kiedyś naszym dzieciom albo wnukom? Kultowe koszulki ze śmiercią, czy innymi psami na plecach? Może vlepki, które nierzadko z naszym klubem wiele wspólnego nie mają… Do czego wreszcie będziemy wracali wspomnieniami? Jeśli modern football będzie dalej ewoluował w takim tempie, to nasze kibicowskie osiągnięcia będą przytaczane we wspomnieniach i opowiadane innym niczym legendy. Niby fajna sprawa, ale ja tam bardziej wolę tkwić w tym cały czas, niż być tylko bohaterem jakiejś historyjki.

Drukowana publicystyka poza granicami Polski

Zarówno kibice na wschodzie, jak i na zachodzie Europy potrafią coś zdziałać na kibicowskim rynku wydawniczym. Wiadomo, że jedne tytuły przyswaja się bardziej, inne trochę mniej, ale mimo wszystko „coś” tam się dzieje. Należy pamiętać, że kultura ultras to nie tylko tworzenie wspaniałych i niezapomnianych opraw. Ultras to także pielęgnowanie kibicowskich tradycji i dbanie o dokumentowanie historii.

Zamiast narzekać, weźmy się do pracy

Nie jeden z nas twierdzi, że klub to my, kibice. Nie jeden mówi, że idzie na mecz dla atmosfery, a nie poziomu gry skórokopów, których poziom sportowy mówiąc dość delikatnie jest marny, dlaczego więc jest popyt na karty zawodników, czy też koszulki z nazwiskami piłkarzy? Podobno wydarzenia boiskowe są dla nas dodatkiem do kibicowskiej oprawy, dlaczego więc w gazetkach meczowych, czy też programach rozprowadzanych przez meczami jest o nas tak mało, a nierzadko nie ma nas tam wcale?Jakże często narzekamy, że nasze akcje charytatywne są pominięte przez przedstawicieli mediów. Po co mamy się kogoś prosić, czy nie lepiej będzie, jak sami nagłośnimy to we własnych pismach? Przecież ziny to nie tak jak kiedyś opisy kibicowskich awantur, chociaż i takie mogłyby się tam znaleźć, ale niezależne wydawnictwa, które mogą trafić do szerokiego grona odbiorców związanego nie tylko ze środowiskiem kibicowskim…
Musimy utwierdzać naszych oponentów, że mamy się dobrze, że tworzymy, działamy i się nie poddajemy, a przede wszystkim musimy pokazać nam samym, że duch ruchu ultras jest w nas ciągle żywy.

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*