On tour: Śląsk Wrocław – Zagłębie Lubin 05.03.2016

Dzień po derbach w Głogowie przyszedł czas na kolejne spotkanie derbowe, Śląsk Wrocław podejmował Zagłębie Lubin. Jeszcze przed meczem Ultrasi Ślaska zapowiadali wielkie atrakcje na stadionie przy alei Śląskiej i słowa dotrzymali, ale o tym trochę później.

Przed stadionem meldujemy się na 2 godziny przez rozpoczęciem spotkania. Przed obiektem panował totalny spokój, tylko tzw. stróże prawa musieli poprawić swoje statystyki i powlepiali kilku chłopakom „bony” za spożywanie napojów alkoholowych. Gołym okiem dało zauważyć się, że tego dnia rozgrywane jest spotkanie „podwyższonego ryzyka”. Ogromne ilości aut policyjnych (w tym także polewaczki) mogły świadczyć tylko o tym, że mamy do czynienia z prawdziwymi derbami.

Na półtorej godziny przed godziną 18 pod stadionem we Wrocławiu zaczęły pojawiać się pierwsze autobusy z kibicami Zagłębia oraz delegacjami wszystkich zgód, z których najlepiej pokazali się kibice Odry Opole obecni w sile ponad 150 głów. Widok sporej kolumny autokarów, w których dominował pomarańczowy kolor napawał nadzieją wielkich emocji. Zanim jednak Miedziowi znaleźli się na trybunach, zostali bardzo dokładnie przeszukani, ale mimo tego i tak udało im się wnieść kilka świecidełek na swój sektor.

Przyznam szczerze, że byłem trochę zawiedziony dość małą frekwencją, bo sobotni wieczór przy alei Śląskiej postanowiło spędzić tylko 12.500. Pomimo tego, że sektor kibiców Śląska zaczął wypełniać się na dobre dopiero na jakieś pół godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego, ostatecznie został on zapełniony do tego stopnia, że przygotowana przez Ultrasów Śląska oprawa dała konkretny popis możliwości tej ekipy.

Od samego początku spotkania kibice Śląska zabrali się za zaprezentowanie swojej 3 etapowej kartoniady. Początkowo ich plany zepsuł trochę zawodnik z Lubina, który już w 2 minucie meczu wyprowadził Lubinki na prowadzenie. Po 5 minucie spotkania do widzącego na sektorze transparentu: „Każdy wybiera drogę, my wybraliśmy taką” początkowo zostały podniesione kartony tworzące litery WŚ oraz herb Wrocławia. Dodatkowo zostały odpalone do tego 2 race. Kolejnym etapem prezentacji były litery AS, by w ostatecznym etapie zmieniły się one w US. Do całości Ultrasi Śląsk odpalili kilkadziesiąt rac, co dało wizualnie bardzo dobry efekt. Niestety, ale w momencie odpalania pirotechniki zawodnicy Zagłębia zadali kolejny cios i wysunęło się na 2 bramkowe prowadzenie, co trochę ostudziło kibicowskie zapały jednak nie na długo. Kilkanaście minut później kibice Śląska zaprezentowali kolejną oprawę meczową tego dnia. Tym razem nad głowami kibiców pojawiła się sektorówka z postacią żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych w asyście transparentu: „Historia Roja – w nas trwa waleczność Twoja". Całość uzupełniło odpalonych kilkanaście rac oraz szale kibiców podniesione w górę podczas śpiewania Hymnu Narodowego. Do śpiewania Mazurka Dąbrowskiego przyłączyli się także kibice z Lubina, którzy wspólnie z rywalami zza miedzy odśpiewali wszystkie 4 zwrotki.

Na początku drugiej połowy spotkania Lubinki zaprezentowali „chaos” przy użyciu dużych flag na kijach oraz ogni wrocławskich. Dodatkowo w sektorze zapłonęła też jedna raca, którą zostało podpalone kilka zdobytych szalików. Jak wiadomo, wrocławska ochrona lubi gasić kibicowski zapał i nie inaczej było także tym razem. Na całe szczęście kibic nie zajął się ogniem, jak już to kiedyś miało miejsce, kiedy inteligentny ochroniarz chciał ugasić ogień gazem!. Doping Zagłębia stał tego dnia na dobrym poziomie, ale biorąc pod uwagę fakt, że było to spotkanie derbowe i w dość szybkim tempie ich drużyna wysunęła się na 2 bramkowe prowadzenie, można było spodziewać się czegoś więcej.

Około 80 minuty spotkania kibice Śląska zaczęli przygotowywać się do zaprezentowania swojej ostatniej prezentacji tego dnia, która moim zdaniem przyniosła najlepszy efekt wizualny. Najpierw nad głowami kibiców rozciągnięta została duża sektorówka Śląska z numerem 12, umożliwiająca przygotowanie się odpowiednim osobom do trzeciej już prezentacji. Końcowy pokaz, czyli zaprezentowany „chaos” na całym sektorze Śląska, to to, co chciałoby się oglądać w nieskończoność. Ogromne machajki na kijach oraz transparenty, do których rozrzucono spore ilości konfetti i wielokrotnie odpalano race oraz innego rodzaju piro dało najpiękniejszy dla oka efekt, jaki można wyobrazić sobie na stadionie piłkarskim. Przez tę chwilę poczułem się trochę jak na Bałkanach, wspaniałe uczucie.

Wygrane na trybunach derby były zupełnie odwrotnym wynikiem, jakiego doświadczyliśmy tego dnia na murawie. Piłkarze, a może należałoby powiedzieć wkłady do koszulek z Wrocławia, w bardzo marnym stylu przegrali to spotkanie 0:2 podnosząc poziom adrenaliny swoich kibiców do granic możliwości. Koniec meczu to charakterna postawa kibiców z Wrocławia, którzy domagali się zdjęcia koszulek klubowych, na które piłkarze sobie nie zasłużyli. Zanim kibice ostatecznie opuścili stadion doszło jeszcze do małej awantury z ochroną oraz gazowania rozsierdzonych kibiców Śląska.

Podsumowując spotkanie, były to Derby przed duże D. Mecz, na którym było wszystko, zabrakło tylko zaangażowania zawodników w grę, ale na to już my kibice zbytnio wpływu nie mamy. Jedynie, do czego można się było doczepić, to dobry, chociaż rwany doping kibiców Śląska. Biorąc jednak pod uwagę przebieg boiskowych wydarzeń, w jakiś sposób można próbować to usprawiedliwić.

FOTORELACJA​
Śląsk Wrocław – Zagłębie Lubin (05.03.2016)

DSC_0522 DSC_0529 DSC_0541 DSC_0542 DSC_0582 DSC_0589 DSC_0612 DSC_0614 DSC_0646 DSC_0693 DSC_0700 DSC_0725 DSC_0726 DSC_0732 DSC_0739 DSC_0760 DSC_0762 DSC_0768 DSC_0787 DSC_0797 DSC_0818

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*