Super Tifo, włoski magazyn kibicowski

Po recenzji Fan’s Magazine przyszła pora na kolejny, chyba nieco bardziej rozpoznawalny w naszym kraju magazyn, a mowa tutaj o SuperTifo. Myślę, że gazetka zawdzięcza swoją popularność drugiemu członowi jej nazwy, który to ewidentnie kojarzy się z fanatyczną częścią Italii. Wydawca, czyli Benedicta s.r.l. chcąc wskrzesić twór, który ukazywał się nieprzerwania od 1985 roku, aż do 2008, wypuściła na rynek 40.000 egzemplarzy z każdego numeru w 2 lub 3-miesięcznych odstępach czasu. Niestety, próba reaktywacji na przełomie 2015 i 2016 roku nie spotkała się z pozytywnym odbiorem włoskich tifosi i magazyn ostatecznie zaprzestał się ukazywać na 4 numerze. Przykre to, ale niestety prawdziwe. Jak widać, nie tylko polska scena wydawnicza kuleje, chociaż TMK nieprzerwanie się ukazuje i miejmy nadzieję, że jej wydawcy nie będą nigdy musieli ogłaszać nam smutnej informacji o zawieszeniu swojej działalności. Przejdźmy może jednak do konkretów i recenzji Super Tifo.
super_tifo_magazyn_kibice_02
Do swojej kolekcji dzięki uprzejmości jednego z włoskich kibiców mogłem dołączyć 4 ostatnie i jak się okazuje jedyne numery reaktywowanego i kultowego zresztą magazynu, który na rynku wydawniczym ukazywał się prawie 30 lat!
Na pierwszy rzut oka gazetka robi spore wrażenie, duży format (A4), w którym to na 100 pełnokolorowych stronach znalazłem ogromną ilość fotografii z kolebki włoskiego ruchu kibicowskiego.
super_tifo_magazyn_kibice_03
Debiutancki egzemplarz odbiega nieco od wszystkich i nie chodzi tutaj o szatę graficzną, lecz o jego przekaz. To wydanie powinno znaleźć spore uznanie w oczach każdego fascynata tamtejszej sceny, ponieważ w numerze zamieszczono obszerne informacje oraz zdjęcia na temat 50 lokalnych ekip, wśród których znaleźli się przedstawiciele Serie A oraz B, a ponadto także włoskie ekipy koszykarskie czy hokejowe. Strasznie ubolewam nad moją nieznajomością języka mieszkańców półwyspu apenińskiego, bo zawarty w tym numerze przekaz to istna skarbnica wiedzy na temat tamtejszego ruchu ultras. Zawsze można spróbować to tłumaczyć, ale powszechnie wiadomo, że sztuka ta dla laika do łatwych, ani też dokładnych zbytnio nie należy. Kto wiem, może kiedyś natrafi się okazja, żeby zgłębić swoją wiedzę na ten temat, albo też znajdzie się ktoś, kto przełoży mi to na nasz ojczysty język. Przy takim obrocie sprawy pozostaje mi fascynować się zdjęciami, które naprawdę w efektowny sposób oddają klimat kibicowski tego kraju. Kolejne numer podobnie jak wspomniany już wcześniej debiutancki, oprócz wstępu oraz czytelnego spisu treści posiadają głównie fotki! Śmiało można powiedzieć, że jakieś 85% pisma tworzą kadry trybun. Patrząc na to z punktu widzenia włoskiego czytelnika, jest to trochę ubogie, bo np. ludzie tacy jak ja, nie żyją samymi obrazkami i dla nas ważna jest treść, której tutaj praktycznie jak na lekarstwo. Może to właśnie tutaj należy doszukiwać się przyczyny upadku tego tytułu. W gazetce można znaleźć także felietony, czy też artykułu, ale ich treść z wiadomych względów pozostaje dla mnie sporym znakiem zapytania. Podobnie ma się sytuacja w przypadku recenzji książek znajdujących się na ostatnich stronach pisemka, które mogę podziwiać chyba tylko ze względu na efektowność okładki.
super_tifo_magazyn_kibice_05
Podsumowując to reaktywowane pisemko, muszę szczerze przyznać, że strasznie ubolewam nad jego krótkim żywotem, bo Włochy to jednak kraj, gdzie ta nasza stadionowa kultura się rodziła i tym bardziej uderza w serce fakt, że nawet w kolebce stadionowej pasji brakuje ludzi, których interesuje dbanie o kulturę i kultywowanie historię swojej pasji. Tak jak wspominałem na początku, miejmy nadzieję, że ta sytuacja nie dotknie nigdy naszego lokalnego podwórka, chociaż patrząc na to z perspektywy dzisiejszego stadionowego „narybku”, który czytaniem często wręcz się brzydzi, mam ku temu coraz to większe obawy.

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*