Weź mnie na mecz, czyli o nietypowej pasji Zuzy

Kibol: Zuza, opowiedz nam może, jak zaczęła się Twoja przygoda z futbolem? Pamiętasz, kto po raz pierwszy zabrał Cię na mecz i zaraził Ciebie tą pasją?
Zuza: Zupełnie nie pamiętam początku tego wszystkiego, bo piłka towarzyszy mi odkąd pamiętam. Standardowo zaczęło się od gry na podwórku, później dojeżdżałam na treningi żeńskiej drużyny piłkarskiej, a jak już stwierdziłam, że się do tego nie nadaje – poszłam na kurs sędziowski. W międzyczasie zaczęłam się intensywniej interesować tym, co dzieje się na trybunach i tak mi zostało do tej pory. Jaki był mój pierwszy mecz i kto mnie na niego zabrał? Ciężko stwierdzić, ale obstawiam, że mógł być to jakiś mecz mojego starszego brata.

Kibol: Jak na Twoją pasję reaguje rodzina oraz znajomi? Podzielają oni Twoje zainteresowania?
Zuza: Jak wracam z wyjazdów to mama coraz częściej mnie pyta: „jaki był wynik?”, co jest mega miłe, bo kogo interesuje rezultat drużyn, o których się nie ma pojęcia? Co do znajomych, którzy znają mnie od lat – myślę, że nie są zaskoczeni tym, co aktualnie robię. Zawsze wiedzieli, że mam bzika na punkcie piłki i mają świadomość, że w moim przypadku nie jest to tylko chwilowa fascynacja. Mimo wszystko myślę, że w gruncie rzeczy większość osób uważa, że jestem nienormalna, bo przecież oni skupiają się na planowaniu ślubów, budowaniu domów i braniu kredytów, a ja w tym samym czasie zajmuję się jakimś głupim jeżdżeniem na mecze – tak to pewnie wygląda z ich perspektywy. Co ciekawe, najwięcej pozytywnej energii dostarczają mi zupełnie obce osoby, które często są wręcz zachwycone tym, co robię.
wez-mnie-na-mecz-11
Kibol: Nie masz problemu, aby połączyć swoje życie zawodowe z prywatnym oraz swoją meczową pasją?
Zuza: Prawdę mówiąc, jestem tym typem człowieka, którego rozleniwia brak zajęć, natomiast mocno angażuje ich nadmiar. Coś w tym jest, że im więcej działam, tym lepiej organizuje swój czas i efektowniej go wykorzystuję. Choć wiadomo, czasami dopada mnie zmęczenie i wkurzam się na siebie, że bez wyjazdów na mecze byłoby mi znacznie lżej i to zarówno finansowo, jak i w kwestii czasu wolnego, ale to tylko chwilowe kryzysy – włączam wtedy komputer, przeglądam zdjęcia z ostatniego wypadu i wiem, że chce więcej, nawet kosztem tego zmęczenia :-)

Kibol: Jakie media kibicowskie i piłkarskie czytujesz? Mam tu na myśli zarówno publikacje drukowane, jak i te multimedialne. Często sięgasz po książki o wspomnianej już tematyce?
Zuza: Uwielbiam książki. Czytam ich kilkadziesiąt w ciągu roku i myślę, że ponad połowa z nich to te o tematyce sportowej. Oczywiście sięgam także po kibicowskie magazyny – przede wszystkim „To My Kibice”, a jak tylko uda mi się zdobyć, to również te wydawane za granicą, na przykład „Blickfang Ultra”, który jest chyba najlepszym tego typu magazynem w Europie. Pozostałe informacje czerpię z Internetu, ale tu nie mam swojego ulubionego źródła.
wez-mnie-na-mecz-12
Kibol: Zaspokój moją ciekawość i odpowiedz na dość intrygujące mnie pytanie. Jak na co dzień i w weekendy się ubierasz? Gustujesz w casualowych ciuchach lub też związanych z modą stadionową, czy też są to niczym niewyróżniające się kobiecie „kreacje”?
Zuza: Niestandardowe pytanie! :-) Właściwie ciężko mi jest na nie jednoznacznie odpowiedzieć, bo ubieram się bardzo różnie, ale chyba przede wszystkim wygodnie – to dla mnie najważniejsza kwestia. Zdecydowanie lubię casualowe ciuchy! Natomiast (nie)stety nie jestem wielką fanką sukienek i szpilek, choć od czasu do czasu da się mnie zobaczyć też w takim wydaniu.

Kibol: Jesteś także zwolenniczką picia piwa. Jakiego rodzaju tego typu trunek smakuje Ci najbardziej? Masz może swój ulubiony browar albo konkretne piwo?
Zuza: Zgadza się. Piwo jest chyba moją największą słabością. Raczej nie mam swojego ulubionego browaru, ale bardzo lubię ciemne piwa i to je najczęściej piję. Zdecydowanie należę też do osób, z którymi jeśli ktoś chce się spotkać, to umawia się na piwo, a nie na standardową kawę.
wez-mnie-na-mecz-03
Kibol: Odnośnie do tego zabierania na mecz, to jak to z Tobą wygląda? Każdy może Cię zabrać, nawet ja? Tytuł twojego bloga (weź mnie na mecz) jest dość jednoznaczny, stąd też moje pytanie. Zdarzył się już, że był jakiś gentleman, który zaproponował Ci wspólną wyprawę?
Zuza: Tak, nawet Ty! :-) A tak całkiem serio – owszem, bardzo często ktoś do mnie pisze, żebym wpadła na mecz w jego okolicy i w miarę możliwości korzystam z takich zaproszeń. Robię to przede wszystkim z jednego ważnego powodu – najlepiej ogląda mi się mecz i spędza czas z kimś lokalnym, a to dlatego, że jest on w stanie opowiedzieć mi sporo o swoim klubie i o tym, co się wokół niego dzieje – a to dla mnie najcenniejsza wiedza. Często zdarza się też tak, że ktoś mi wspomina, że wybiera się w dane miejsce i decydujemy się na wspólny wyjazd, na przykład teraz w najbliższy weekend wybieram się z chłopkami do Pragi na derby i kilka innych meczów przy okazji. Jak widać, jestem dość otwarta – jeśli ktoś ma podobną zajawkę i pomysł na fajny piłkarski wypad, to czemu nie wybrać się razem?

Kibol: Będąc jeszcze przy temacie bloga, opowiedz nam, jak wyglądają twoje prace przy jego prowadzeniu? Czy znajdujesz wystarczająco dużo czasu, aby się na nim spełniać? Na ile wymaga on na Tobie poświęcenia i wyrzeczeń?
Zuza: O ile czas na wypady udaje mi się w miarę łatwo wygospodarować, bo to przede wszystkim weekendy, to z czasem na pisanie relacji na bloga jest znacznie trudniej. Stąd na ogół wrzucam je ze sporym opóźnieniem. To część mojej działalności, nad którą muszę popracować i ją udoskonalić. Co prawda początkowo te wpisy to miała być przede wszystkim forma takiego wyjazdowego pamiętnika, gdzie głównie dla siebie i ewentualnie moich znajomych opisywałabym ostatnie wypady, ale w tym momencie, kiedy widzę, że wiele zupełnie mi obcych osób czeka na relacje i dopytuje, kiedy się pojawią, czuję się w obowiązku nadrobić zaległości i starać się pisać na bieżąco.
Sam blog i wszystko, co z nim związane na pewno wymaga sporych wyrzeczeń. Ma na pewno wpływ na moje życie towarzyskie, które poza meczowymi weekendami praktycznie nie istnieje, ale to coś kosztem czegoś. Nie sądziłam nigdy, że tworzenie samodzielnie takiej strony przyniesie mi tyle radości :-)

Kibol: Groundhopping w środowisku kobiet dopiero kiełkuje i moim zdaniem zbyt szybko się nie rozrośnie. Masz może jakiś pomysł, aby zachęcić kobiety do podróżowania na mecze futbolowe, zamiast do galerii handlowych? Co kręci Cię na stadionach oraz klepiskach piłkarskich i co ewentualnie mogłoby mieć wpływ na pozytywny odbiór piłki przez kobiety?
Zuza: Utarło się takie przekonanie, że za wszelką cenę trzeba przyciągać kobiety na spotkania piłkarskie. Zawsze mnie irytują konkursy piękności na miss stadionu czy inne tego typu akcje marketingowe, które podobno za cel mają zachęcać kobiety do częstszych wizyt na meczach. Takie działania na pewno nie sprowadzają na stadion dziewczyn, które mogłyby faktycznie tu na dłużej zostać. Co moim zdaniem może faktycznie przyciągać kobiety do groundhoppingu i do samej piłki? Pokazywanie, że to naprawdę fajna pasja, odskocznia od codzienności i sposób na spędzenie dobrze czasu. Uświadamianie, że piłka to coś więcej niż tylko 90 minut gry. Dla mnie piłkarski wyjazd zaczyna się w momencie, kiedy go planuję – już wtedy zaczynam żyć meczem. Do tego dochodzi spotkanie się z innymi kibicami, wypicie wspólnie piwa przed, no i spędzenie czasu po zakończeniu spotkania. Ten dzień powinien być po prostu wyjątkowy. To mnie kręci, to co jest wokół meczu. A groundhopping ma ten dodatkowy atut, że nie dość, że podróżujesz i odkrywasz nowe miejsca, to poznajesz wyjątkowych ludzi, jesteś na każdym kroku zaskakiwany czymś innym, kolekcjonujesz fajne wspomnienia. To trzeba lubić i na pewno nie jest to dla każdego, dlatego myślę, że nie ma sensu kogoś na siłę do piłki przekonywać.
wez-mnie-na-mecz-06
Kibol: Jak reagują mężczyźni na boiskowe wydarzenia w obecności kobiet? Jesteś odbierana jako zjawisko czy to już raczej przeszłość i miejsce kultu mężczyzn stało się także „świątynią” dla kobiet?
Zuza: Wydaje mi się, że kluczowe jest tu podejście do tematu samej kobiety. W moim przypadku często na samym początku mężczyźni są dość ostrożni, ale po krótkiej wymianie zdań, kiedy widzą, że orientuje się w ich świecie i można ze mną normalnie pogadać przy piwie, bardzo szybko łapiemy dobry kontakt. Zawsze też jestem sobą i nie próbuję się nikomu za wszelką cenę przypodobać. Dostosowuje się też do reguł panujących w danym miejscu, środowisku, grupie. Kobieta w takim towarzystwie to ciągle coś niecodziennego, ale przynajmniej ja zawsze staram się nie skupiać na sobie uwagi, tylko po prostu być gdzieś obok. To działa i dzięki temu zyskuję ich zaufanie, a mężczyźni w moim towarzystwie zachowują się zupełnie swobodnie. Co do stadionu jako miejsca kultu mężczyzn – nigdy tego w takich kategoriach nie odbierałam, więc ciężko jest mi się ustosunkować. Myślę, że na stadionie jest miejsce dla wszystkich – trzeba wybrać tylko właściwy sektor :-)

Kibol: Będąc już przy temacie podróżowania, opowiedz nam, jak wyglądają Twoje przygotowania do meczowej wyprawy? Na jakiej podstawie dobierasz czy też wybierasz sobie spotkania piłkarskie?
Zuza: Wbrew pozorom nie skupiam się jakoś mocno na przygotowaniach do wyjazdu. Najważniejsze, żeby znaleźć jakieś sensowne połączenia komunikacyjne i stosunkowo tani nocleg. Natomiast co do wyboru meczu – bardzo różnie, nie ma tu reguły. Czasami wybieram się na hitowe spotkania, czyli derby lub takie mecze, gdzie wiem, że mogę się spodziewać dobrej frekwencji czy oprawy. Innym razem korzystam z rekomendacji znajomych, ale też i zupełnie obcych osób, które polecają mi dane spotkanie. A czasami mecz dzieje się zupełnie przy okazji – jestem gdzieś, więc szukam w okolicy jakiegoś ciekawego spotkania. Zdarza mi się też zwracać uwagę na takie aspekty jak oldschoolowy obiekt czy coś charakterystycznego, co wyróżnia dane miejsce/drużynę, ale nie jest to podstawowe kryterium wyboru.
wez-mnie-na-mecz-20
Kibol: Miałaś swój udział w książce „Modern football, a świat kibiców”, do której zresztą się cały czas się nieudolnie „przymierzam”. Czy spod twojej ręki wyszły jeszcze jakieś publikacje o tematyce kibicowskiej lub też piłkarskiej?
Zuza: Zgadza się. Zdarza mi się czasem napisać coś bardziej naukowego. Ostatnio ukazał się mój artykuł na temat komunikacji w sporcie, ale to tekst dotyczący stricte funkcjonowania zespołu i relacji trener-zawodnicy. Jeśli chodzi o kibicowskie tematy, póki co, staram się je rozwijać na mojej stronie, ale kto wie, może kiedyś wykorzystam te wszystkie swoje doświadczenia stadionowe w jakiejś szerszej publikacji na temat np. groundhoppingu?

Kibol: Wielu ludzi twierdzi, że polska ekstraklasa jest nudna i wybrałoby obiekty Barcelony albo Manchesteru, aby tam napawać się futbolowym świętem piłkarskim. Tobie natomiast zdarza się odwiedzać czasem mecze najniższej klasy rozgrywkowej w naszym kraju. Uświadom nas, co jest w tym takiego pięknego i wzniosłego?
Zuza: W tym roku widziałam już mecze na każdym szczeblu rozgrywkowym w Polsce, od Ekstraklasy po C klasę, z czego większość z nich to spotkania niższych lig. Nie mówię, że obiekty dużych, czołowych klubów są złe, sama mam w swoich planach kilka większych aren piłkarskich. Mimo wszystko osobiście wolę mniejsze, klimatyczne stadiony, a nawet wiejskie boiska, bo atmosfera tam jest niepowtarzalna. Nikt nie gra dla pieniędzy, ba, właściwie na ogół trzeba dokładać do tego „interesu”. Wszyscy zachowują się naturalnie, obiekty są bardzo specyficzne, często pamiętają stare lata świetności klubu, ale to wszystko ma swój urok. Wszystko to budowane jest wokół lokalnej społeczności, a mecz często jest najważniejszym wydarzeniem w tygodniu. Oczywiście jest też aspekt humorystyczny – nie brakuje absurdalnych boiskowych sytuacji, niestandardowych kibiców czy „wyszukanych” haseł używanych do dopingowania swoich zawodników. To jest piękne, że nigdy nie wiesz, co Cię spotka i czym Cię kolejny mecz zaskoczy.
wez-mnie-na-mecz-09
Kibol: Jakie jest twoje marzenie związane z piłką nożną? Czy gdzieś w głowie jest już jakieś miejsce, gdzie, od kiedy tylko pamiętasz, chcesz się wybrać na mecz?
Zuza: Marzeń mam całkiem sporo, przede wszystkim tych związanych z piłką. Jeśli chodzi o miejsce, gdzie chciałabym zobaczyć mecz na żywo, to numerem jeden jest Australia, ale to po części marzenie związane z moimi życiowymi planami, chciałabym po prostu tam kiedyś zamieszkać. Wiem, wiem – kibicowsko trochę słaby wybór, ale co poradzę? :-)

4 Komentarze on Weź mnie na mecz, czyli o nietypowej pasji Zuzy

  1. Widac ze cos ci sie sensowne tematy koncza …

    • Sensowne tematy kończą? Ja się jeszcze dobrze nie rozkręciłem, a Ty już życzysz mi klęski :-) 

  2. Spoko wywiad. jak dla mnie ludzie z dobrą zajawka zawsze na +!

  3. Przyjemny wywiad ! do zobaczenia na kolejnym meczu :)

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*