Wywiad z Lesławem, legendarnym kibicem BKSu Bielsko-Biała

Kibol z Sektora: Jesteś na tyle ciekawą osobą, że zadając Tobie charakterystyczne pytanie – „Za kim jesteś?” odpowiedź nie będzie jednoznaczna… Widziałem Twój szal – „Jedno serce, dwa kluby”, ale gdybyś miał wybierać jeden, to który byś wybrał, albo może nieco inaczej, która miłość zrodziła się jako pierwsza?
Lesław (BKS STAL): Pytanie jest banalnie bardzo proste, jestem, byłem i będę zawsze Kibicem BKS STAL Bielsko-Biała, to jest Mój Klub, moje życie i tak będzie zawsze, raz wybranego klubu nie powinno się nigdy zmieniać, z klubem jest się na dobre i na złe, tak postępują prawdziwi Kibice. Jeżeli zaś chodzi o TSV 1860 to polubiłem go 34 lata temu, spodobał mi się nazwa, a zwłaszcza że w herbie mają Lwa, od lat zbieram wszystkie możliwe pamiątki klubu z Monachium, śledzę na bieżąco wyniki i tak naprawdę inne zagraniczne kluby w ogóle mnie nie interesują, nie mam ciśnienia na jakieś wielkie mecze w telewizji.

Kibol z Sektora: Pamiętasz swój debiut na meczu BKS-u oraz swoją pierwszą zagraniczną wyprawę do Niemiec? Opowiedz nam coś więcej na temat tych spotkań. Kto zabrał Cię na stadion oraz w którym roku? Jakie emocje wtedy Tobie towarzyszyły?
Lesław (BKS STAL):Pierwszy mecz na BKS-ie, oj było to bardzo dawno, w latach 70 już chodziłem na mecze z początku z Ojcem, ale szybko zmieniłem to na wypady na stadion z kumplami ze szkoły, wtedy nie było takich rozrywek jak teraz (komputer czy Internet, ba nawet kolorowego telewizora, zresztą były tylko dwa programy :-)), później namówiłem kilku znajomych z osiedla, żeby chodzili na meczyki, no a jak nie było chętnych to jak by to powiedzieć, sam śmigałem na mecze. Szaliki szyte z materiału, flagi z chust harcerskich, coś pięknego. No a pierwszy mecz w Niemczech, wtedy jeszcze RFN, to 1990 rok, trzeba było jeszcze starać się o wizę wjazdową, wielogodzinna podróż autobusem (zresztą do dzisiaj się nic nie zmieniło, jeżeli chodzi o czas podróży autobusem) był to mecz Bayerligi (TSV 1860 – Lohoff 3:2) to wtedy taka trzecia liga, wreszcie mogłem zobaczyć monachijskie Lwy na żywo, do tego czasu informacje o klubie miałem tylko ze zdjęć lub wycinków z gazet, które przysyłali mi znajomi z Niemiec, ale to naprawdę była piękna sprawa, jak spiker na tym meczu podczas przerwy witał mnie na stadionie, no i ta owacja tej publiki, dostałem wtedy sporo pamiątek związanych z klubem. Osobny rozdział to przywitanie i gościna przez jeden z Fan–clubów, spędziłem tam tydzień, którego chyba nigdy nie zapomnę.
leslaw_bks_stal_02
Kibol z Sektora: Zarówno BKS, jak i TSV nie są klubami, które mogą pochwalić się wielką sławą oraz ogromną ilością sukcesów sportowych, co pozytywnie wpływa na ilość kibiców lub też osób, które są tak potocznie nazywane. Mimo wszystko nadal przy nich trwasz, dlaczego?
Lesław (BKS STAL): Jestem człowiekiem, który mało kiedy długo się zastanawia nad wyborem, pierwszy wybór zawsze najlepszy, przynajmniej tak jest w moim życiu. Najważniejszy i pierwszy jako Klub to oczywiście BKS STAL i tak zostanie do końca mojego życia, byliśmy razem w drugiej, trzeciej, czwartej lidze i bez względu, w której lidze będzie grał, zawsze pójdę na mecz i będę im kibicował. Nigdy się nie wstydziłem chodzić w szalu klubowym, choć były czasy, że ludzie się śmiali z tego, że np. jadę w lecie autobusem w szalu.

Kibol z Sektora: Jak to jest z tym Monachium? Ilu kibiców i jak często jeździ z Polski na Bawarię? Jak jesteście odbierani na stadionie Allianz Arena?
Lesław (BKS STAL): Kiedyś miałem kontakt z sympatykami klubu z Monachium, mieszkającymi w naszym kraju, teraz więcej jest ich w Niemczech, wiadomo, emigracja za lepszym życiem. Spora i bardzo fajna grupa Polaków jest z Fan–clubu Euro60 z Neuburg, ich Lider Edi wszystkich tam nakręcił do polubienia monachijskich Lwów, byłem z Nimi na kilku meczach. Jeżeli chodzi o to, jak nas odbierają, to myślę, że wszystko jest spoko, sporo fanów poznałem na Facebooku, później, gdy byłem na meczach pierwszej drużyny czy rezerw, zawsze się przywitali, pozdrawiali, jest sympatycznie. Tam nikomu nie przeszkadza czy jesteś Polakiem czy Niemcem, ważne, że jesteś za TSV 1860 no i nie lubisz tych czerwonych (Bayern).
leslaw_bks_stal_tsv1860
Kibol z Sektora: Z racji wieku nie czujesz się czasem stadionowym dinozaurem? ;-) Nie poczułeś się kiedyś podczas wizyty na stadionie, że kibicowskie klimaty to już nie Twoja kategoria wiekowa i faceci w Twoim wieku to już raczej zakładają kapcie i siadają przed telewizorem, a nie nosi ich fantazja i śmigają na mecze? Często zdarza się Tobie zamieniać w groundhoppera i jeździć po piłkarskich stadionach?
Lesław (BKS STAL): Mnie mój wiek nie przeszkadza, robię to, co kocham, chyba bardziej może przeszkadzać innym, ale ja to mam gdzieś. Byłem na tym stadionie, zanim oni poznali nazwę BKS STAL i będę tak długo, jak długo mi na to zdrowie pozwoli, zresztą już sporo z tych kibiców co kiedyś chodzili na mecze, założyło rodziny i koniec. Ja na meczach lubię sobie porobić fotki, wypić piwko w towarzystwie przyjaciół, człowiek tym żyje. Na kapcie i siedzenie przed telewizorem niestety nie mam czasu, są ważniejsze rzeczy (rodzina, mecze, praca). Często staje się groundhopperem, bo bardzo lubię oglądać mecze na żywo, nie jakieś tam przed telewizorem wielkie derby, ale na stadionie i to bez różnicy jaka liga czy klasa. Często jeżdżę na mecze do Czech, mam blisko i w ogóle jest tam dobre piwko. Prawie na każdym stadionie można zakupić pamiątki, a zwłaszcza program meczowy, co u nas rzadko można zdobyć nawet na meczach Ekstraklasy.

Kibol z Sektora: Co trzeba zrobić, aby przetrwać próbę czasu i pozostać przy swojej kibicowskiej pasji na długie lata?
Lesław (BKS STAL): Proste, trzeba to kochać, nie tylko być wiernym fanem, wtedy gdy drużynie dobrze idzie, wygrywa mecze, ale również, gdy jest spadek do niższej ligi, przydarzy się pasmo kilku porażek. Na początku, gdy mecz jest nie udany, jesteś wkurwiony na drużynę, ale jak się już wszystko skończy i ochłoniesz, to już tylko myślisz o najbliższym spotkaniu, wyjeździe za swoim klubem. A może to jest choroba? Trzeba załapać tego bakcyla, zwłaszcza na mecze wyjazdowe, na takich spotkaniach w innym mieście, a zwłaszcza w tych wrogich, gdzie człowiek bardziej się zżywa z klubem.

Kibol z Sektora: Jak to jest w tym Bielsku, kiedyś wybór był prosty… BKS, obecnie jest także Podbeskidzie. Powiedz nam, jak wygląda rywalizacja pod względem kibicowskim?
Lesław (BKS STAL): Dla mnie nic się nie zmieniło, jest Tylko BKS STAL i koniec, kiedyś jeszcze był BBTS Włókniarz, byli Budowlani i wystarczy. Dla mnie nie istnieją jakieś tam stwory powstałe z pieniędzy, założone przez ludzi, którzy myślą, że jak mają pieniądze i władzę, mogą wszystko np. założyć sobie klub i zniszczyć wkoło siebie inne kluby, które mają prawdziwą historię, tę prawdziwą historię nie zakupioną, tak że powtarzam, dla mnie ich nie ma, zresztą jak chodzę przez miasto, jakoś ich barw nie widać, a nasze można bardzo często spotkać i to chyba wystarczy, jeżeli chodzi o rywalizacje w mieście.
leslaw_bks_stal_kibic_03
Kibol z Sektora: Przez lata swoich kibicowskich wypraw odwiedziłeś wiele stadionów, liczyłeś kiedyś na ilu spotkaniach oraz stadionach do tej pory się pojawiłeś? Masz może jakiś swój ulubiony wyjazdowy obiekt, gdzie podoba się Tobie architektura stadionu, czy też panujący na nim klimat?
Lesław (BKS STAL): Wcześniej tego nie liczyłem, choć może jakbym policzył bilety, może by coś z tego wyszło, teraz zaś prowadzę sobie bloga, na którym opisuję to, gdzie pojadę na mecz. Jeżeli zaś chodzi o stadiony, to jestem zwolennikiem tych starych, te nowe jakoś mi nie podchodzą, choć można powiedzieć, że są wygodne. Zawsze numerem jeden zostanie ten nasz stary stadion w Bielsku-Białej, lata na nim spędzone, to przeskakiwanie przez płot :-), czy gonitwa po sektorach, tego się nigdy nie zapomni, to pozostaje na całe życie.

Kibol z Sektora: Jesteś w stanie wymienić jeden, jedyny najlepszy mecz, na którym byłeś?
Lesław (BKS STAL): Sporo tego było, każdy mecz to jest ciekawe wydarzenie, więc ciężko wybrać ten jeden. Niesamowicie było na meczu TSV1860 – BVB i te 70 tys. kibiców dopingujących Lwy. Super też, gdy pojechałem na zakazie z kolegą pociągiem do Jarocina na mecz barażowy o awans do drugiej ligi, choć pomimo wygranej nie awansowaliśmy, co prawda siedziałem na trybunie z gospodarzami, niestety nie z naszymi kibicami w klatce (przyjechali autokarem), ale gdy mecz się skończył i podbiegł do mnie jeden z zawodników (dzięki Przemek) i dał mi koszulkę meczową to też niesamowite przeżycie i wielka radość, że ktoś pamięta o latach spędzonych z BKS-STAL…

Kibol z Sektora: Kutte, czyli charakterystyczne dla Niemców jeansowe kurtki z naszywkami. Opowiedz nam coś więcej na temat tego gadżetu. W jaki sposób zdobywało/zdobywa się takie naszywki? Czy to zjawisko jest nadal kultywowane na trybunach naszych zachodnich sąsiadów?
Lesław (BKS STAL): Nie wszystkim przypadły do gustu te kurtki, ale jak zobaczyłem pierwsze zdjęcia fanów z Monachium w latach 80, a później na meczu Widzew – Rapid Austriaków w tych kurtkach, to robiło wrażenie. Zresztą sam mam taką kurtkę w moim jak to określił ostatnio znajomy – małym muzeum. Takie też kurtki w latach 80 wprowadziłem wśród kilku kumpli na meczach BKS-u. Lew na plecach, naszywki np. herby wycięte z proporczyków, no i z daleka widać było, że idą bielskie Lwy, wspaniały widok na starych zdjęciach. Jeżeli zaś chodzi o naszywki, to te oryginalne wydają prawie wszystkie Fan – cluby i się wymieniają je między sobą. Jeszcze teraz na meczach w Niemczech można bardzo często spotkać kibiców w tych kurtkach.
leslaw-popik-kutte
Kibol z Sektora: Będąc przy tematyce mody stadionowej, to bardziej podobały się Tobie dawne czasy flyersów, czy też bardziej odnajdujesz się w obecnej modzie związanej z kultem sztuk walki?
Lesław (BKS STAL): Bezapelacyjne flyers, zresztą zdarza się, że teraz go jeszcze ubieram, trochę lat ze mną przejeździł. Tak ogólnie to w dzisiejszych czasach, niestety wcześniej nie osiągalne, bardziej mi pasują ubiory Stone Island czy Lonsdale niż te związane z kultem sztuk walk. Zresztą nie znam się i niezbyt interesuje tymi nowościami.

Kibol z Sektora: Kibice z zachodu są w Polsce bardzo często wyśmiewani za brak spontaniczności i rzekomego fanatyzmu. Jak Ty widzisz to oczyma osoby, dla której polskie i niemieckie trybuny nie są obce? Mamy jakieś wspólne cechy? Co lepszego jest w Niemczech, czego nie ma w Polsce? Czytasz może niemieckie czasopisma kibicowskie, jeśli tak to jakie?
Lesław (BKS STAL): Dla mnie Polska scena jest najlepsza, a co lepsze mają Niemcy? Może drużyny, ale to tylko dlatego, że mają większą kasę. Co jeszcze, na pewno przywiązanie do klubu, np. w TSV1860 jest grupa fanów, którzy chodzą na mecze tylko drużyny rezerwowej i to tylko dlatego, że mecze pierwszej drużyny rozgrywane są na Allianz Arena (stadion Bayernu), a nie na kultowym Grunwalderstadion. Trochę też dziwne jest na pewno, a zwłaszcza dla nas to, zresztą chyba nie tylko w Niemczech, że kibice przeciwnych drużyn idą na mecz obok siebie, zasiadają na jednym sektorze, nikt nikogo nie atakuje, nie wyzywa, istna sielanka. Choć nie mają tam kart kibica, ale i tak jest ciężko zakupić bilet na mecz Bundesligi, no a poza tym to tylko Ultrasi bawią się na meczu. Reszta wpieprza te ich kanapki, czy kiełbaski. Dla nich to piknik weekendowy, łażą i tylko przeszkadzają w oglądaniu meczu.

Kibol z Sektora: Pochodzisz z pokolenia, które zbieractwo ma teoretycznie w genach. Czy posiadasz w swojej kolekcji jakieś piłkarskie gadżety?
Lesław (BKS STAL): Nigdy nie mogłem się zdecydować co zbierać, więc kolekcjonuję prawie wszystko. W moim klubie można zobaczyć, odznaki, koszulki, szaliki, programy, bilety, ziny, smycze, długopisy…, oczywiście najwięcej związanych z BKS – STAL oraz TSV1860. Już nie mam tego, gdzie pomieścić, więc mam mniejsze ciśnienie, choć bilet i program meczowy przywożę zawsze, oczywiście jak są dostępne.
leslaw_bks_stal_04
Kibol z Sektora: Jesteś zwolennikiem starej formy drukowanej kibicowskiej publicystyki, czy też stawiasz na szybki dostęp i śledzisz Internet?
Lesław (BKS STAL): Oczywiście tylko drukowane. Ubolewam, że zginęły te nasze czarno-białe ziny. Mam ich sporo w kolekcji, więc często wracam do nich, czytam sobie po raz kolejny. Zwłaszcza jak się wspomni to oczekiwanie na przesyłkę z zinem, te wymiany na sektorze wśród kibiców, piękne czasy. Choć z drugiej strony to jednak trzeba przyznać, że Internet to też niezła sprawa, bardzo dużo ułatwia, zwłaszcza że można szybko znaleźć, gdzie jest jakiś ciekawy meczyk, czy wydarzenia stadionowe. Można także zaplanować wyjazd, począwszy od wyjścia z domu co do minuty.

Kibol z Sektora: Jak oceniasz obecne czasy kibicowskie w porównaniu do tego, co było kiedyś? Co Twoim zdaniem poszło w dobrą stronę, a co zostało zapomniane i istnieje tylko w pamięci kibiców z lat 90?
Lesław (BKS STAL): Wydaje mi się, że teraz jest łatwiej, jeżeli chodzi o mecze wyjazdowe. Podstawiają autobusy, jest obstawa, podjeżdżają pod stadion, osobny sektor, można powiedzieć-tylko jeździć. Niestety u nas w Bielsku–Białej pomału to upada, bo jeżdżą tylko na wybrane mecze. Te dawniejsze wyjazdy pociągowe, niezapomniane emocje weekendowe, pamiętam jak się czekało na kolejny wyjazd, choć nigdy nie było wiadomo, co nasz czeka w podróży i na meczu (bójki na dworcach, gonitwy po mieście, stadionach), ale się jechało nawet w parę osób. Najważniejszy był dla nas BKS – STAL.

2 Komentarze on Wywiad z Lesławem, legendarnym kibicem BKSu Bielsko-Biała

  1. Odnosnie MODY STADIONOWEJ , rzeczywiście nasza 'krajowa specyfika' jest raczej uboga… Określenie kult sportów walki rzeczywiście jest trafiony, ale sam styl to raczej podworkowo dresiarski klimat, wiadomo że nie ma co ślepo kserowac casualowego wyspiarskiego stylu ale uważam że kult sportów walki nie jest jakimś fantastycznym osiągnięciem 

  2. turysta stadionowy // 2016-12-28 at 09:42 // Odpowiedz

    Leon Szacunek!

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*