Wywiad z autorem książki To My Chuligani

Kibol z Sektora: Michał, kiedy i w jakich okolicznościach wpadłeś na pomysł napisania książki. Ile czasu zajęło Ci stworzenie pierwszej wersji? Podejmowałeś dialog z chłopakami, którzy przewinęli się przez kolejne strony tego bestselera, zanim zdecydowałeś się ją opublikować? Jaka była ich opinia na temat „To my chuligani” i skąd wziął się pomysł na taki właśnie tytuł?
Michał Frąckowiak: Książkę zacząłem pisać trzy lata temu. Napisałem 30 stron i wrzuciłem ją do szuflady. W sumie pisałem książkę ok. 3 miesięcy. Czasami wena sprawiała, że w nocy pękło 20 stron, lecz bywały też tygodnie bez żadnego napisanego słowa. Wcześniej rozesłałem wybrane fragmenty do oceny chłopakom z ekipy. Jednogłośnie powiedzieli, żebym pisał dalej, że „da się to czytać”.
Nie będę ukrywał, że tytuł miał wstrząsnąć. Oczywiście nie środowiskiem kibicowskim, bo wydaje mi się, że jest dla nas naturalny, bardziej chodziło mi o zachęcenie do przeczytania książki zwykłego zjadacza chleba. Krótko mówiąc – chwyt marketingowy.

Kibol z Sektora: Rynek wydawniczy w Polsce pod względem kibicowskich publikacji stoi bardzo kiepsko, nie obawiałeś się niepowodzenia, zanim książka nie trafiła jeszcze do obiegu? Czy w trakcie pisania miałeś chwile zwątpienia, bo jak się domyślam, aby przelać tyle tekstu na papier trzeba do tego cierpliwości oraz zawzięcia? Liczyłeś może, ile czasu zajęło Ci napisanie, korekta, a także całe „zamieszanie” związane z zapięciem tego na ostatni guzik?
Michał Frąckowiak: Nigdy nie myślałem o mojej książce w kategoriach powodzenia czy niepowodzenia. Sprzedaż jest istotnym argumentem, ale mi bardziej chodziło po prostu o jej wydanie. Miałem wewnętrzną potrzebę stworzenia czegoś nowego. Chrobry Głogów obchodzi w tym roku 70-tą rocznicę powstania klubu. Jak wiadomo, atmosfera pomiędzy zarządem a kibicami jest napięta, więc skoro klub urządza na 70-lecie istnienia stypę to niech, chociaż kibice cieszą się pierwszą tego rodzaju publikacją. Niech będzie ona ukoronowaniem ich całego kibicowskiego trudu.
Zamieszanie z wydaniem książki zaczęło się od momentu sprzedaży pierwszej sztuki w preorderze. Zdecydowałem się na taki krok, żeby sfinansować wydanie i przekalkulować nakład. W 10-14 dni sprzedałem 200 szt., gdzie czytelnicy wiedzieli, że będą czekać na książkę jeszcze miesiąc. Wiedziałem już wtedy, że będzie dobrze. Wszystkim preorderowcom dziękuję za zaufanie i pomoc w wydaniu książki.

Kibol z Sektora: Czy w książce było miejsce na literacką fikcję i fantazję autora, czy też starałeś się w jak najlepszy sposób oddać to, co zapamiętałeś z tamtych lat? Podczas pisania bazowałeś na swojej pamięci, czy zaglądałeś też do wycinków z gazet oraz jakichś zinów?
Michał Frąckowiak: Czy myślisz, że takie rzeczy miały prawo się naprawdę wydarzyć ? ;-) Mam dobrą pamięć, jestem świetnym obserwatorem, wykorzystywałem to zawsze w pracy zawodowej oraz życiu osobistym. Potrafię bezbłędnie analizować i łączyć fakty. To bardzo pomagało mi przy pisaniu. Poza tym jestem niesamowicie skromną osobą.

Kibol z Sektora: Masz może jakieś cenne wskazówki dla ludzi, którzy planują wydać swoją książkę, a trochę się wahają, albo też nie są do końca przekonani nad sensem jej publikowania? Czy fakt, że „Jestem Kibolem” została napisana przez fana zaprzyjaźnionego przecież Stilonu, jest istnym zbiegiem okoliczności, czy też w jakiś sposób miała wpływ na podjętą przez Ciebie dedycje?
Michał Frąckowiak: Krzyśka Korsaka poznałem w dniu przybijania zgody ze Stilonem. Ja od kilku miesięcy miałem w szufladzie wspomniane wcześniej 30 stron, a on był tuż przed wydaniem książki. Jednak to spotkanie, nie zmieniło za wiele. Wróciłem do pisania po kilku latach.
Co do wskazówek. Odejdźcie od pisania relacji w stylu Zinów. Napiszcie kilkadziesiąt stron i dajcie je do przeczytania znajomym, których stać na krytykę pod Waszym adresem. W takich książkach nie może zabraknąć humoru, jest on nieodzownym elementem naszego kibicowskiego życia. Jak chcecie, żeby książka była wyjątkowa, sami musicie znaleźć to, co ją wyróżni z dotychczasowych publikacji.

michal_frackowiak_wywiad_to_my_chuligani_09
Kibol z Sektora: Zastanawiam się, czy po tych wszystkich kłamstwach Paragrafa jego matka ostatecznie zdecydowała się wziąć do ręki książkę i poznać całą prawdę o swoim synu? Jaka była reakcja rodziców po przeczytaniu albo też na sam fakt, że ich syn zamierza wydać publikację i to w dodatku na tak drażliwy temat?
Michał Frąckowiak: W Paragrafie na pewno jest dużo mojej osoby. To było również jedno z założeń początkowych mojego pisania. Myślę, że każdy chce coś po sobie zostawić i bagaż życiowych doświadczeń bardzo pomaga w pisaniu. Nie bałem się tej konfrontacji. Rodzice wiedzą, na jaką osobę mnie wychowali. Oni i stadion. Podobnie jest z innymi postaciami w książce. W tych kilku bohaterach tak naprawdę są setki osób, które poznałem na stadionie. Każda z tych osób wniosła coś do książki.

Kibol z Sektora: Środowisko kibicowskie, zresztą nie tylko w naszym kraju, jest bardzo szykanowane, czy nie bałeś się, że media sprofanują tę publikację przeciwko Tobie i zaszkodzi ona w znaczny sposób w Twoim życiu prywatnym, jak i zawodowym? Dostałeś już jakąś propozycję wystąpienia w radio lub telewizji, aby opowiedzieć o przygodzie z pisaniem książki?
Michał Frąckowiak: Takie próby już oczywiście były, ale nie jestem już nastolatkiem. Nie ze mną te numery. Było kilka artykułów, wywiadów w prasie i lokalna telewizja. Z małym wyjątkiem, bardzo sympatyczne rozmowy i ich efekty w postaci artykułów. Jedyną rzeczą, która mogłaby mi zaszkodzić w życiu prywatnym czy zawodowym byłaby słaba sprzedaż książki, ale ten problem jest już za mną.

Kibol z Sektora: Jak obecnie wygląda Twoje aktywność kibicowska na meczach Chrobrego? Czy po tych wszystkich latach sukcesów i porażek możesz z czystym sumieniem powiedzieć, że obrałeś w życiu właściwą drogę i to właśnie dzięki takiemu stylowi, jaki wtedy propagowałeś mamy obecnie do czynienia z takim charakternym człowiekiem?
Michał Frąckowiak: Co rozumiesz przez aktywność kibicowską? Dalsze części książki pokażą Ci jakie to trudne pytanie. To, że obrałem właściwą drogę, wiedziałem już w momencie, kiedy założyłem na szyję swój pierwszy szal Chrobrego. Nic tak nie kształtuje charakteru, jak stadion. Widzę to po wszystkich chłopakach ze stadionu. Każdy w latach młodości robił rzeczy, które teraz znalazłyby się na pierwszych stronach gazet. Właśnie te wydarzenia sprawiły, że pojęcia takie jak braterstwo, lojalność, honor są dla nas tak ważne.

Kibol z Sektora: Utrzymujesz jeszcze kontakt z chłopakami, o których mowa jest w książce, chodzi mi tutaj zarówno o kibiców z Głogowa, jak i ludzi z Oławy, Kalisza, Łodzi czy Płocka? Czy nie przytrafił się czasem ktoś, kto poczuł się pominięty w Twojej publikacji, albo też stwierdził, że informacje na jego temat zostały bardzo mocno okrojone?
Michał Frąckowiak: Kontakty z byłymi zgodami oczywiście są. W mniejszym lub większym stopniu. Losy tych bohaterów są tak różne, jak różne jest nasze społeczeństwo. Jednemu się udało w życiu innemu nie. Dla mnie oni wszyscy są wygrani, bo przeżyć lata 90' na stadionie to jak wygrać w totka. Nikt nie czuje się gwiazdą, każdy wraca wspomnieniami do tamtych lat, a czasami trafiają do mnie osoby, które żądają, chociaż wzmianki o sobie w kolejnych częściach powieści.
michal_frackowiak_wywiad_to_my_chuligani_07
Kibol z Sektora: Książka kończy się w dość spektakularny sposób i daje do myślenia, czy to czasem nie oznacza, że będziemy mieli jeszcze okazję usiąść do lektury spod Twojej ręki, tym bardziej, że wspominałeś o kolejnych częściach powieści? Jeśli się nie mylę, to może zdradzisz, na kiedy przewidujesz premierę kolejnej publikacji i czego będzie ona dotyczyć?
Michał Frąckowiak: Jednym z założeń było podzielenie tej opowieści na trzy części. Już na jesień 2017 poznacie dalsze losy bohaterów książki. Nie zdradzę tego, co się będzie działo w kolejnej części.

Kibol z Sektora: Książka spotkała się ze sporym zainteresowaniem odbiorców, co bardzo cieszy i pokazuje, że w naszym kraju jest popyt na tego typu publikacje. Możesz nam zdradzić, w jakim nakładzie ukazała się książka „To My Chuligani” i czy trafiła także do publicznych bibliotek?
Michał Frąckowiak: Pierwsze wydanie ukazało się w nakładzie 1000 egzemplarzy. Po miesiącu z wydawcą zdecydowałem się na kolejny 1000. Trafiła tylko do głogowskich bibliotek, ale wszystko przede mną. Dużo pomysłów, lecz mało czasu do ich realizacji.

Kibol z Sektora: W sieci pojawiła się także informacja na temat jej tłumaczenia na język niemiecki. Z tego, co udało mi się dowiedzieć, jesteś już po wstępnych konsultacjach z Mirko Otto, człowiekiem, który podjął się tego wyzwania. Niemcy to bardzo chłonny rynek pod względem kibicowskich wydawnictw. Czy miałbyś coś przeciwko aby książka za Odrą sprzedała się w większym nakładzie niż na naszej polskiej ziemi?
Michał Frąckowiak: Byłbym zaskoczony, gdyby sprzedała się w większej ilości niż w Polsce, ale tak jak mówisz, Niemcy to bardzo ciekawy dla polskiego ruchu kibicowskiego rynek. Propozycja Blickfang Ultra i Mirko była i jest nadal dużym zaskoczeniem. Jesteśmy już po rozmowach i wszystkie gwiazdy na niebie wskazują na to, że w pierwszym kwartale 2017 roku, książka wyjdzie w Niemczech.
michal_frackowiak_wywiad_to_my_chuligani_09
Kibol z Sektora: Jako kibic pamiętający dawne czasy mógłbyś nam powiedzieć, czego najbardziej brakuje Ci obecnie z kibicowskich lat 90'? Czy uważasz, że młode pokolenie zostało dobrze wychowane i po przejęciu schedy po starszyźnie dumnie reprezentuje barwy Chrobrego?
Michał Frąckowiak: Brakuje fanatyzmu. Brakuje wychowania przez stadion. Zdarzają się wyjątki i trzeba się z nich cieszyć. Niestety mam wrażenie, że obecny tryb życia, wszechobecny konsumpcjonizm nie pozwala się cieszyć przeżytymi chwilami. Dzisiaj, zamiast spędzać czas z dzieckiem, wolimy wykonać 1000 zdjęć i kilka filmików na komórce, żeby utrwalić chwile, zamiast je później po prostu wspominać. To, co przeżyjemy, emocje których doświadczamy, nie odda nam żaden film czy zdjęcie.

Kibol z Sektora: Masz jakieś życzenia albo może i marzenia związane ze swoją publikacją? Kto wie, może niebawem do Twoich drzwi zapuka jakiś reżyser z propozycją zekranizowania przygód „Paragrafa” i Invadersów? Jak myślisz, czy to dobry materiał na wprowadzenie go do kin?
Michał Frąckowiak: Nie mi to oceniać. Nie patrzę na to tymi kategoriami. Ja nadal siedzę i nie wierzę w temat z Blickfang Ultra, a Ty mi tu z filmem… Życzę sobie, abyśmy za kilka lat, nie siedzieli na wyznaczonym miejscu na stadionie z obowiązkowym zestawem z popcornem i przyklejonym do każdego kibica stewardem.

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*