Wywiad z Kotem, współautorem zina Stadion

Kibol z Sektora: Czasy, kiedy prawie każda kibicowska ekipa miała przynajmniej jednego zina, dawno już minęły, Ty jednak nadal tworzysz „środek masowego przekazu”, który w latach 90 cieszył się sporym zainteresowaniem wśród kibicowskiej braci, dlaczego? Co daje Tobie realizowanie tego przedsięwzięcia?
Kot (Stomil): Na pewno tworzenie zina „Stadion” daje mi sporo satysfakcji. Najwięcej, kiedy widzę, że na trybunach inne osoby czytają to, co wyprodukowaliśmy wspólnymi siłami. Jest to też poniekąd kontynuacja tradycji, bo doszliśmy do 236. numeru. Na pewno „Stadion” to dla wielu kibiców nieodłączna część samego meczu, więc trochę informacji zawsze musimy im przekazać. Ja cieszę się, że mogę pomóc w wydawaniu zina w różnych rolach. Uważam, że każdy z nas ma jakieś umiejętności, które mogą się przydać w ogólnym rozumieniu kibicowania. Przecież światek kibicowski to nie tylko awantury, doping, wyjazdy i oprawy. Wiele osób żyje piłką i chce poczytać coś, czego sami nie widzą albo coś, co ich po prostu zainteresuje.

Kibol z Sektora: Iluosobowa jest redakcja zina Stadion? Chodzi mi tutaj o ludzi odpowiedzialnych za skład, pisanie tekstów oraz jego korektę? Czy są wśród Was ludzie, którzy wydawali to pisemko od samego początku istnienia, czy też redakcja zmieniała się z biegiem czasu? Pamiętasz może, kiedy ukazał się pierwszy numer zina?
Kot (Stomil): Obecnie do zina regularnie pisze 5-6 osób. Stałej redakcji jako takiej nie ma. Nad wszystkim czuwa Emilozo, redaktor naczelny stomil.olsztyn.pl, a reszta zajmuje się swoimi działami. Mam tutaj na myśli relacje z meczów, wywiady czy publicystykę. Zdarza się, że zina przygotują trzy osoby. Czasami bywają jednak numery, które są tworzone przez dziesięcioosobowy skład. To wszystko zależy po prostu od konkretnego wydania. Składam i łamię ja, natomiast Emilozo odpowiada za zebranie wszystkich tekstów, jakie później znajdują się na łamach zina. Staramy się, by w każdym numerze nie zabrakło relacji z poprzednich meczów, wywiadu, ani też archiwalnej relacji. To są trzy stałe elementy, które zawsze można znaleźć na łamach „Stadionu". Redakcja pisma zmieniała się oczywiście kilka razy, co chyba nie dziwi, bo jak na 20-letnią historię trudno byłoby utrzymać przy aktywności te same osoby. Niemniej jednak od wielu lat nie zachodzą większe drastyczne zmiany. 

Kibol z Sektora: W jakich warunkach składany jest zin? Przekazujesz materiał do drukarni lub ksero, czy korzystasz z domowego zacisza i sam realizujesz kompleksowe wykonanie zina?
Kot (Stomil): Mam już wypracowany patent, więc składam wszystko w Wordzie, co zajmuje mi około godziny. Najczęściej zin jest już gotowy w czwartek, co pozwala na jego spokojne wydrukowanie i kolportaż podczas sobotniego meczu. Nie korzystamy z drukarni, bo nasz zin jest czarno-biały, więc powstaje na zwykłej drukarce w domowych warunkach. Zin „Stadion” to dwie kartki formatu A4, przez co czytelnik ma dostęp do 8 stron tekstu.
zin_stadion_stomil_02
Kibol z Sektora: Czego można dowiedzieć się dzięki lekturze zina? Nastawiasz się na publicystykę stricte kibicowską, czy są też tam wątki piłkarskie? Powiedz nam czy osoby lubiące felietony oraz zdjęcia znajdą w zinie coś dla siebie?
Kot (Stomil): Na łamach zina staramy się zamieszczać informacje dla każdego kibica. Wiadomo, że jeden lubi wątki kibicowskie, a inny piłkarskie. W „Stadionie” zawsze jest relacja kibicowska z poprzedniego meczu domowego, jak i wyjazdowego. Ponadto mamy miejsce na publicystykę dotyczącą najczęściej pierwszej drużyny, ale coraz częściej także nowych sekcji Stomilu, tj. sekcji kobiecej piłki nożnej czy koszykówki męskiej. Kolejne strony to wywiad, czasami jakaś sonda kibicowska, a na koniec dajemy relację sprzed 15 czy 20 lat, najczęściej z jakichś awantur lub meczów, gdzie coś się wydarzyło. Lata 90' pozostawiły po sobie sporo interesujących historii, przez co się nie powtarzamy i zawsze mamy interesujący materiał.

Kibol z Sektora: Który to już numer zina „Stadion” ujrzał obecnie światło dzienne?Z jaką częstotliwością jest wydawany? Kibice z Olsztyna regularnie wchodzą w jego posiadanie, czy zależy to raczej od jego atrakcyjnej zawartości?
Kot (Stomil): Obecnie powstał numer 236, a wydajemy go przy okazji meczu u siebie, należy także wspomnieć, że bardzo rzadko nie udaje się nam go wydać. Do tego dochodzi jeszcze jedno wydanie na zimę. Kibice Stomilu są ogólnie zainteresowani jego nabyciem, ale niestety 3/4 jego sukcesu zależy od kolportażu i osób, które go sprzedają. Nakład na zwykłe mecze wynosi 150 egzemplarzy, ale podejrzewam, że od dłuższego czasu zostają nam mniejsze lub większe ilości. Sprzedaż oscyluje od kilkunastu sztuk, gdy sprzedawcy nie zależy, do trochę ponad 100 egzemplarzy. Rekord padł na pucharowym meczu ze Śląskiem Wrocław ponad rok temu, kiedy sprzedawałem zina osobiście wraz z dwoma kolegami. Wtedy zszedł nam cały nakład w liczbie 250 sztuk i to 15 minut przed spotkaniem! Zdążyliśmy wtedy jeszcze pójść na piwo. Wiesz, jak to jest, kiedy sam tworzysz, to zależy ci na tym, żeby ktoś to przeczytał, a najlepiej jak największa liczba osób. Nam bardzo zależało, przez co odnieśliśmy sukces. Mnie najbardziej boli, kiedy widzę, że zina nie ma komu sprzedawać, to jest bardzo smutne, no bo przecież nie robimy tego tylko dla siebie.

Kibol z Sektora: Jak myślisz, dlaczego kibice w Polsce zaprzestali wydawania zinów? Rozumiem, że prym wiedzie obecnie Internet, ale często wśród kibiców krążą informacje, które są przeznaczone tylko do wybranego grona odbiorców i to w pewien sposób broni papier i drukowaną formę. Kolejna sprawa to aspekty kolekcjonerskie, czyli mania zbieractwa, której się niestety nam nie daje…
Kot (Stomil): Padnie serwer albo strona skończy swoją działalność i wszystko znika. Możesz co najwyżej grzebać w archiwach Google i liczyć na szczęście, że tam znajdziesz to, czego szukasz. Ogólnie kibicowanie przeszło do Internetu. Teraz masz fora, Facebooki i inne Instagramy. Jak wydarzy się akcja na trasie, to za parę minut masz już fotki, informacje – co prawda z dupy, ale zawsze – filmiki, wszystko. Na zina musisz czekać tydzień, a może i tak niczego się nie dowiesz. Poza tym na zinie kokosów nie zbijesz, bo musisz zainwestować w papier, tusz, czas, do tego ruszyć dupę i zrobić wywiad. Prowadząc jakąś stronę na FB wklejasz info, kopiujesz, przerzucasz, niczego nie tworzysz. Jesteś tylko odtwórcą. Do tego wrzucasz oferty ubrań, konkursy i inne pierdoły… szkoda strzępić ryja. My, wydając ziny, tworzymy coś namacalnego, kiedyś będziemy mogli pokazać dzieciom lub wnukom naszą pracę. A inni, czym będą mogli się pochwalić? Ile zdobyli polubień? Nie czarujmy się, ziny przetrwają, choćby na półce.
zin_stadion_stomil_06
Kibol z Sektora: Ile czasu zajmuje Ci przygotowanie już „na gotowo” jednego numeru Stadionu? Czy jest to na tyle czasochłonne, aby odrzucało inne grupy kibicowskie od praktykowania tego zwyczaju? Kolekcjonujesz może jakieś kibicowskie periodyki, na których mógłbyś się wzorować w swojej pracy?
Kot (Stomil): Gdyby jedna osoba chciała stworzyć naszego zina od początku, to pewnie musiałaby poświęcić na to z 10 godzin. Musisz przecież napisać z 3000 słów i to jeszcze z sensem. Zrobić wywiad z piłkarzem, przepisać, przeczytać… no i pojechać na wyjazd, bo przecież relacja sama się nie napisze. Na całe szczęście te 10 godzin rozkłada się na kilka osób, bo sam by tego chyba nikt nie udźwignął. Nie wiem, czy inne kluby wydają swoje ziny, nie interesowałem się tym, więc nie odpowiem. Podejrzewam tylko, że pewnie niezbyt wiele grup kontynuuje tę tradycję. Może nikomu się nie chce, może nie potrafią. Nie wiem. Wszystko i tak jest w Internecie, może wychodzą z takiego założenia, że to bez sensu. Z drugiej strony ludzie nadal kupują gazety, a mają w nich informacje z wczoraj. Dzisiaj świat się zmienia na naszych oczach. W swojej kolekcji mam kilka zinów typu Supporters, Football Fanatics, Patole, ale przyznam, że mnie nie urzekły. Oczywiście mam też paręnaście numerów TMK. Najbardziej podobał mi się jednak zin Casuals-AG. Nie rozumiałem jednak nigdy zachwytów nad Drogą Legionisty, czytałem kilka numerów, bloga i po prostu nie jestem w stanie przetrawić tego stylu z emotikonami i błędami językowymi. Ja, nawet wydając pismo podziemne czy uliczne, dokładam wszelkich starań do poprawności językowej.

Kibol z Sektora: Czy masz jakiś swój ulubiony numer zina? Swojego czasu wszedłem w posiadanie jubileuszowego numeru 200, a obecnie poluję także na numer 100 oraz 1. Przyznam szczerze, że cały czas przymierzam się do przygotowania jego recenzji… Może w jakiś sposób mnie wyręczysz i zareklamujesz w kilku zdaniach ten egzemplarz, który zresztą jest także cały czas dostępny do nabycia w Waszym sklepiku kibica, prawda?
Kot (Stomil): Zapadł mi w pamięci jeden taki numer z napisaną przeze mnie relacją na trzy strony. Generalnie każdy numer jest inny, mnie najbardziej podobały się stare numery z kolorową okładką i zdjęciami w środku. Nie mam swojego ulubionego numeru, zresztą tyle ich powstaje, że rankingu nie jestem w stanie zrobić. Chyba też ten, który poszedł cały na Śląsku Wrocław, był bardzo przyzwoity. Numer 200 nadal można kupić, powinien być regularnie wystawiany na Allegro. Elegancko zrobione pismo, kilkanaście stron w kolorze, natomiast zdaje mi się, że było w nim odrobinę za mało treści w porównaniu np. do numerów, które wydajemy co mecz u siebie.
zin_stadion_stomil_200
Kibol z Sektora: Zwracałeś kiedyś uwagę na to, kto jest odbiorcą zina? Logiczne, że są to kibice Stomilu, ale chodzi mi tutaj bardziej o kwestie przedziału wiekowego. Gazetkę czytają raczej chłopacy, którzy pamiętają jeszcze lata 90, czy także młodzi kibice, którzy rocznika 90 nie mają nawet w swojej dacie urodzenia?
Kot (Stomil): Oj, z tym to jest różnie. Pamiętam sam, gdy sprzedawałem ziny, to najwięcej osób kupujących czasopismo chodziło na krytą i po prostu oglądało mecz. Najtrudniej było sprzedać to komuś z młyna, bo to, bo tamto… jakieś dziwne wymówki. Prędzej brali właśnie zwykli kibice, w różnym wieku, młodsi, starsi, czasami też rodziny. Wystarczyło tylko zagadać, a oni chcieli mieć jakąś pamiątkę z meczu. Trudno mi scharakteryzować przeciętnego odbiorcę, bo rozstrzał jest dość duży, ale myślę, że można wykluczyć z niego najmłodszych kibiców oraz ekipę w czarnych dresach. Najbardziej zainteresowani są wierni kibice, ale właśnie z tej spokojniejszej trybuny, co mnie nie dziwi, bo np. przychodzą dużo wcześniej przed meczem i mają czas na przeczytanie zapowiedzi oraz ostatnich relacji. W przerwie meczu też jest 15 minut do wykorzystania i to niekoniecznie w kolejce po kiełbasę.

Kibol z Sektora: Śledzisz może polski rynek wydawniczy? Całkiem niedawno zabrałem się za poszukiwanie zinów kibicowskich w naszym kraju i niestety wynik był co najmniej marny. Myślisz, że to kwestia analfabetyzmu ludzi, czy też raczej era okazywania swoich emocji za pomocą mordek na FB, czy też napalania się na fotki? Ludzie stali się bardzo wygodniccy i czytanie traktują raczej jako ostateczność niż przyjemność, zgadzasz się ze mną?
​Kot (Stomil): Czytanie boli. Teraz nawet nie będziemy mówić o wtórnym analfabetyźmie, bo najmłodsze dzieciaki uczą się na tabletach w szkołach elektronicznych, że to taki prestiż, bogactwo. Gówno prawda, jeden z drugim nawet porządnie nie będzie umiał trzymać długopisu, o piórze to już nie wspominam, bo pewnie sobie oko wykole. My jeszcze umiemy pisać i nam się chce, ale swoich następców już niestety nie widzę. Brak im takiej zadziorności i przykucia uwagi, jeśli już coś napiszą, to jest to totalne mydło. Dzisiejszy świat nie lubi oczywistości, muszą być kontrowersje. Ja np. nie lubię czytać o czymś, co już wiem, dlatego już wolę sam tworzyć i wywoływać te „gównoburze". Papier trochę w tym przeszkadza, Internet daje większą możliwość interakcji z czytelnikiem. To jest chyba największa zaleta, że ktoś może pochwalić, ale i zmieszać z błotem. Najważniejsze, że nie przechodzi obok tekstu obojętnie, a papier niestety tego nie powie.

Kibol z Sektora: Skoro wydajesz formę pisaną na papierze, nie przyszło Ci do głowy, aby pójść krok dalej i połasić się na napisanie książki? Pomimo tego, że ilość tytułów, jakie dotychczas ujrzały światło dzienne, jest niezbyt efektowny w porównaniu do chociażby Anglików, ale mimo wszystko cieszą się one sporym zainteresowaniem, co Ty na to?
Kot (Stomil): Kiedyś myślałem o napisaniu książki, ale raczej nie o tematach kibicowskich. Nawet trochę zacząłem, miałem dwa pomysły na fabułę, ale na pomysłach i początkach pisania się skończyło. Wiesz, trudno napisać książkę z doskoku, jeśli się chce, żeby była dobra. W każdym razie pytasz o kibicowanie, to takiej książki nie napiszę. Za mało przeżyłem, a nie chcę ściemniać, chociaż to nie musi być pamiętnik. Niemniej jednak nie przepisywałbym kibice.net. O książce na podstawie kibicowania nie myślę. Nie wiem, jakoś nie może do mnie dotrzeć, że mógłbym z kibicowania mieć pieniądze, źle bym się z tym czuł.

Kibol z Sektora: Czego życzyć Tobie oraz autorom zina na najbliższe lata działalności?
Kot (Stomil): Aby nie zabrakło nam chęci i żeby grono czytelników stale rosło, no i żeby nie brakło tematów do pisania! Dziękuję za wywiad, pozdrawiam Sektor Kiboli i fanów kibicowskich czasopism.
zin_stadion_stomil_15

Zostaw komentarz

Twój email nie będzie publikowany.


*